Wpływ zwycięstwa Talibanu na krajobraz Azji Centralnej

24 września 2021

Upadek Kabulu i przejęcie władzy w Afganistanie przez Taliban, organizację, która cel swojego istnienia wyraża w swej nazwie – Islamski Emirat Afganistanu, niesie skutki długofalowe dla reputacji Ameryki w regionie oraz innych miejscach zapalnych globu, gdzie Waszyngton dogląda swych interesów. Jednym z nich jest niewątpliwie Tajwan, wobec którego w ostatnim czasie intensywną i agresywną kampanię wywierania presji i zastraszania prowadzi Pekin. Jeszcze innym są Singapur i Wietnam, gdzie ostatnio z misją łagodzenia rozterek Biały Dom wysłał wiceprezydent Harris. Jednakże to na region, z którego Amerykanie się wycofują, nie na Amerykę, spadną pierwsze i faktyczne konsekwencje nowej sytuacji politycznej u stóp Himalajów.

Wszyscy sąsiedzi Afganistanu, mimo szumnych deklaracji względem Talibanu oraz propagandowych wiwatów i radości z „klęski” USA, są mocno zaniepokojeni. Talibowie nie gwarantują stabilizacji w regionie, ba nie gwarantują w pełni stabilizacji sytuacji w samym Afganistanie, gdzie władzę pełnić będą tytularnie dopóty, dopóki kontrolować będą kilka największych miast, najważniejsze przejścia graniczne i główne drogi. Stanowią oni dla Islamabadu, Nowego Delhi, Teheranu a nawet Pekinu partnera z konieczności.

Gorszy od ekstremizmu talibańskiego, bo internacjonalistycznym i zupełnie nieokiełznanym, jest dla tych stolic ekstremizm spod sztandaru Państwa Islamskiego, dojrzewający w Afganistanie od 2015 r. pod nazwą ISIL-K/ISIS-K. Siła tegoż bierze się z upadku kalifatu iracko-syryjskiego. Niedobitkowie z nizinnego quasi-państwa terrorystycznego zbiegli w trudno dostępne, wyżynne i górskie tereny afgańskiej Prowincji Chorosan. Prowincji będącej tylko częścią historycznej krainy o tej nazwie rozciągającej się na Iran oraz republiki Azji Centralnej. ISIS-K zasilali ponadto radykałowie z Pakistanu, północno-zachodnich prowincji indyjskich z dużym odsetkiem ludności islamskiej, wreszcie z post-sowieckich państwa Azji Centralnej. W regionie działa szereg ekstremistyczny organizacji spędzających sens z powiek miejscowych władz państwowych, jak Jamaat Andsarullah, the Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu, pakistański Tehrik-i-Taliban, Islamski Ruch Uzbekistanu, ruch Katibat-i-Imam Bukhari, itd. Niektóre mają mocniejsze przełożenie na afgański ekstremizm, aniżeli Taliban, który zresztą stracił wielu wpływowych liderów na rzecz ISIS-K…

Nowy „najważniejszy partner” Afganistanu – jak określili niedawno ChRL Talibowie – jest przejęty równie mocno największymi na świecie afgańskimi złożami litu, co de-radykalizacją Afganistanu. Rząd w Pekinie od lat prowadzi kampanię represji wobec licznej społeczności muzułmańskiej w graniczącym z Afganistanem autonomicznym regionie Sinciang, właśnie pod pretekstem walki z radykalizmem. Emisariusze Teherańscy powędrowali także do Teheranu z obietnicą, że wezmą pod swą opiekę afgańską mniejszość szyicką. Wobec niej wymierzone były najkrwawsze ataki ISIS-K. Tym razem to Talibom zależy na surowcu, a mianowicie na ropie naftowej, która może zasić afgańskie generatory przed zbliżającą się zimą.    

Kreml, którego media ogłosiły pośredni triumf nad Ameryką, jest w rzeczywistości mocno zaniepokojony.  Podobnie jak ChRL Rosja stara się wyzyskać nową sytuację geopolityczną dla swych celów. Mniej interesują ją wszakże dobra afgańskie, a bardziej m. in. walka o utrzymanie wpływów w republikach Azji Centralnej, gdzie silnie ekspandują wpływy… chińskie, np. poprzez ożywienie Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), zrzeszającego Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan. Układ ów czasowo scementował współpracę pomiędzy stronami w obawie przed wzrostem radykalizmu w republikach i falami uchodźczymi.

Moskwa wywiera aktualnie presję na władze Turkmenistanu, od dekad utrzymujących, pod hasłem „neutralności”, państwo w izolacji,  aby przystąpiły do paktu. Jest w tym nacisku i pewna żelazna logika. Turkmenistan ma bardzo długą, 700-kilometrową, wyłącznie pustynną granicę z Afganistanem i jest naturalnym miejscem naporu potencjalnej fali migracyjnej. Aszchabad najpewniej zgodzi się na jakąś formę bliższej współpracy, albowiem niespełna sześciomilionowe społeczeństwo turkmeńskie różnicują plemiona i klany, których centralna władza jest właśnie wypadkową. Religią dominując jest tam islam, również mający swoje odcienie… Sytuacja w Afganistanie była w stanie zamrozić spory terytorialne i graniczne między pozostałymi postsowieckimi republikami, w tym także spory międzyplemienne, wpłynie najpewniej w podobny sposób na postawę Aszchabadu, którego armia posługuje się przestarzałym sprzętem pamiętającym czasy ZSRS. Turkmenistan starał się dotąd utrzymywać poprawne relacje zarówno z Talibami, jak i pro-zachodnim rządem w Kabulu, ale wobec niekontrolowanej presji migracyjnej oraz sekciarskiej pozostaje bezbronny.

Rosja zatem nie tracąc czasu poczęła rozbudowywać swe bazy w Kirgistanie i Tadżykistanie. Przeprowadziła również manewry sił OUBZ. Ale prawdziwe ryzyko dla Kremla nie przyjdzie raczej znad granicy republik Azji Centralnej i Afganistanu, ale z Północnego Kaukazu. Na zew właściwego ISIS odpowiedziały kiedyś setki kaukaskich, zradykalizowanych m. in. tamtejszą sytuacją ekonomiczną i represjami, muzułmanów. W tym wypadku katalizatorem kolejnej fali jest zwycięstwo Talibów. Ponieważ oferta próbującego odgrywać obliczalnego, a nawet cywilizowanego partnera Talibanu będzie dla radykałów mało atrakcyjna, trafią oni prędzej czy później na prowincję, gdzie siły ISIS-K, w miarę pogarszania się sytuacji społecznej w Afganistanie i słabnięcia władzy talibskiej, powinny rosnąć. Albo trafią do domu… Zresztą to się już dzieje: wielu mieszkańców Kaukazu powędrowało na wojnę domową w Afganistanie zasilając talibskie szeregi. Wielu już myśli po powrocie. Czy Kreml może ich represjonować skoro uznaje Taliban za wiarygodnego partnera? Powroty z kolei zwiększają ryzyko zamachów i zmącenia spokojnych przez ostatnie miesiące wód polityczno-społecznego, przedwyborczego ładu.

Zakończenie amerykańskiej obecności w Afganistanie nie ma swoich zwycięzców. Symbolicznymi zwycięzcami są talibowie, ale w praktyce stoją przed trudnym wyzwaniem sprostania oczekiwaniom państw ościennych i Rosji, własnych szeregów, wewnątrz których radykalne skrzydło domaga się skoncentrowania się wpierw na implementacji szariatu, nie na budowie stabilnego, inkluzyjnego ośrodka władzy, który odsunie radykalne reformy w czasie oraz wyzwaniem utrzymania wojskowo-policyjnej kontroli nad większością państwa. Talibański twór polityczno-wojskowy to w rzeczywistości mozaika przeróżnych interesów, wizji i oczekiwań.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz