Wojska lądowe w Syrii?

7 grudnia 2015
Boots on the ground 
William T. Russel

W kwestii zaangażowania wojskowego USA w Syrii oraz przeciwstawienia się ISIS za pomocą “boots on the ground” (wojsk lądowych), jestem rozdarty. Jako żołnierz, chciałbym chronić Amerykę i jej sojuszników przed tymi, którzy chcą zniszczyć naszą zachodnią cywilizację; chcę walczyć z wrogami wolności i upewnić się, że strzeżone są bezpieczeństwo i domy chrześcijan i mniejszości nie-muzułmańskich na Bliskim Wschodzie. Ale moje pragnienia, chęci i życzenia muszę pogodzić z faktem, że Ameryką kieruje przywódca bez żadnej jasnej wizji czy strategii. Nie da się ich natychmiast zrealizować Nie wziąłbym odpowiedzialności za życie i kończyny moich braci i sióstr w wojsku, bo nie widzę koherentnego politycznego celu lub zadania, jakie mieli być zrealizować.

Sytuacja wokół Państwa Islamskiego Iraku i Syrii (ISIS) jest bardzo skomplikowana. W Syrii działają małe oddziały wojsk amerykańskich, które prowadzą naziemne operacje wojskowe (głównie szkoleniowe oraz okazjonalnie – specjalne). Oprócz tego siły powietrzne wykonują misje z baz rozlokowanych po całym świecie. Działania te operacje obostrzone są bardzo surowym regulaminem, przez co nie czynią większej szkody ISIS. Problem polega częściowo na tym, że siły amerykańskie angażuje się w większości w pomoc małym kurdyjskim grupom w Syrii, walczącym z ISIS, reżimem Asada, Turkami i Rosjanami. Iran, podobnie, jak USA wspiera wojska kurdyjskie zmagające się z ISIS, ale oczywiście sprzeciwia się amerykańskiej interwencji w Iraku i Syrii.

Zwróćmy uwagę, jak bardzo skomplikowana jest sytuacja. Bombowce samoloty startują z baz w Turcji (partner NATO), niektóre raporty mówią tymczasem, że Turcja wspiera ISIS przeciwko Kurdom, będącym sporą mniejszością w południowozachodniej Turcji. Wsparcie to polega również na przymykaniu oka na walki ISIS z Kurdami w Syrii i Iraku, jak też na zgodę, jeśli nie na udział, w zakupach ropy na polach naftowych kontrolowanych przez ISIS.

Teraz weźmy pod uwagę inwazję uchodźców muzułmańskich na Europę i USA. Jedni i drudzy godzą się na to, mimo, że ISIS wielokrotnie przyznawało, że zamierza zinfiltrować Europę, by ją podporządkować islamowi i zniszczyć zachodnią cywilizację. Równocześnie, odmawiają dachu prześladowanym uchodźcom chrześcijańskim, narażonym na masowe egzekucje, niszczenie kościołów, sprzedaż ich żon i córek w seksualną niewolę.

W tej chaotycznej sytuacji prezydent Obama wysyła równie chaotyczny przekaz: zajmuje się ratowaniem globu, czyli walką z globalnym ociepleniem i amerykańskimi konserwatystami. Obama uważa, że tylko w USA dochodzi masakr z użyciem broni palnej – i mówi to mniej niż dwa tygodnie po atakach terrorystycznych w Paryżu, w wyniku których zginęło ponad 129 osób, a rannych zostało kolejnych 352. Okazuje wciąż, że działa tylko na użytek krajowej konsumpcji politycznej, bez żadnej wizji określającej, co jest najlepsze dla świata i dla USA. Naśladuje w tym sojuszników NATO i reaguje na działania Putina i ISIS w ograniczonej tylko skali, bez wdrażania długoterminowej strategii.

Imperialne cele

Na nieszczęście, Władimir Putin zdaje się być jedynym poważnym graczem, kierując się jasną strategicznie wizją. Kontynuuje rosyjską, długą tradycję mieszania w bliskowschodnim kotle, by podzielić i zmylić zachodnie potęgi oraz ich sojuszników. Staje się w naturalny sposób liderem świata w walce z ISIS. Jest to zła wiadomość, zwłaszcza dla Polski.

Zróbmy krótki wgląd do historii. Tuż po zakończeniu wojny arabsko-izraelskiej w 1967 r., prof. Jerzy Lenczowski podsumował sowieckie działania na Bliskim Wschodzie. Zauważył, że sowiecka polityka w latach 50. do początku 70. zaskakująco przypomina politykę caratu, polegającą na sianiu pogardzie względem demokratycznych i humanitarnych wartości „dekadenckiego« Zachodu i sianiu tam niezgody. Imperialny rosyjski koncept był wielonarodowym państwem o tendencjach ekspansjonistycznych, przewidującym w nim prymat Rosjan. Rosja carów dążyła do dominującej pozycji na kontynencie euroazjatyckim, jednocześnie przeciwdziałając powstaniu środkowoeuropejskiej siły politycznej lub jakowejś poważnej koalicji. Starała się rozszerzać swą sferę wpływów na południe, w stronę Iranu i byłego imperium otomańskiego, uzasadniając swe ambicje mitem szerzenia chrześcijańskiego prawosławia (Moskwa jako trzeci Rzym), zamienionego później, po 1917 r. w mit światowej rewolucji.

Putin doskonale rozumie zagrożenie, jakie wynika z przeistoczenia się przewidywalnego, świeckiego państwa w radykalny twór, jak to się stało w przypadku Tunezji, Libii i w Egipcie. Dlatego między innymi Rosja angażuje się w Syrii, i to na zaproszenie uznawanego przez ONZ przywódcy Syrii, prezydenta Baszara Al-Asada. Rosja, tuż po zamachu na jej samolot pasażerski nad półwyspem Synaj, przeniosła swe ataki z wrogów Asada (wśród, których znajdują się wspierani przez USA rebelianci) na ISIS. Rosyjskie samoloty bombardują pola naftowe ISIS. Propaganda rosyjska wbija klin pomiędzy USA i ich sojuszników, oskarżając Turcję o sprzedaż ISIS czarnorynkowej ropy i podsycając irackie obawy, iż USA za pomocą ISIS będą chciały „odbić” Irak. Rosja i Francja po ostatnich atakach w Paryżu, stały się sojusznikami w zwalczaniu ISIS. Niemcy właśnie przegłosowały wysłanie 1200 żołnierzy do Syrii, a Wielka Brytania wysyła w region swe bombowce. Rozwój wypadków neutralizuje poparcie społeczne w tych krajach dla interesów Polski. Może mieć zgubny efekt na przyszłe starania o rozwiązanie problemów wschodnioeuropejskich, w tym Ukrainy.

Plan działania

Sun Zi często podkreślał, że generał musi znać swoje siły w minimalnym stopniu by przetrwać, i znać siły wroga, by mieć zwiększyć szansę na zwycięstwo. Ponieważ sytuacji jest chaotyczna, trudno jest odgadnąć, kto jest wrogiem, a jeszcze trudniej, jakie są jego cele i działania. USA i ich sojusznicy, by wzmocnić własne bezpieczeństwo i podeprzeć tradycyjne sojusze, muszą ustalić własne potrzeby. Wówczas będziemy mogli określić nasze cele i interesy. Następnie musimy ustalić „kto jest kim” w mozaice politycznej Bliskiego Wschodu. Dopiero wtedy możemy zacząć działać.

Nasza strategia musi zakładać pełną anihilację ISIS. Nim się tego dokona, powinny powstać strefy bezpieczeństwa dla chrześcijan i nie-muzułmańskich mniejszości najbardziej narażonych na wyginięcie lub siłową konwersję na islam. Kiedy nadejdzie pora, grupom tym powinno się zezwolić na emigrację na Zachód. Musimy również stworzyć strefy bezpieczeństwa dla uchodźców muzułmańskich, gdzie będą mogli żyć spokojnie, bez groźby ze strony szariatu. Ale te strefy bezpieczeństwa muszą powstać na Bliskim Wschodzie.

Obserwując Polskę z zewnątrz, uważam, że Polacy reagują właściwie na obecną sytuację. Każdy w Ameryce, kto widział relacje z polskiego marszu patriotów w Warszawie 11 listopada, był poruszony i pod jego wrażeniem. Wielu Amerykanów darzy Polaków wielkim respektem za to, że nie tylko dostrzegają islamską inwazję w Europie, ale gotowi są zamknąć przed nią wrota. Jednakże dopóty USA nie wybiorą nowego przywódcy, potencjalnego światowego lidera, z jasną strategiczną wizją, jednoczącą Europę w obronie jej wolności, Polacy muszą działać samodzielnie. Rozumiem przez to działanie również wdrożenie prawa otwierającego Polakom dostęp do broni, żeby mogli bronić swoich domów i rodzin.

William T. Russel (Paweł Zyzak)

Dodaj komentarz