Więksi i silniejsi

11 listopada 2015
DALLAS, TX - SEPTEMBER 14:

Czwarta debata prawyborcza republikanów w Milwaukee, w stanie Wisconsin, stała na bardzo wysokim poziomie. Organizowała ją biznesowy kanał FOX oraz „The Wall Street Journal”, więc rozmawiano o mikro i makro ekonomii, jak i programach gospodarczych kandydatów. Kontrast z debatą CNBC był drastyczny. Wystarczył wysoki poziom pytań, kultura dziennikarzy, a porządek ustalił się sam. Było merytorycznie, przez co może nieco mniej ekscytująco.

Żaden z polityków nie rozczarował, żaden nie zaskoczył. Jeb Bush wypadł tym razem solidnie. Nie wdawał się w utarczki, w których zwykle mu się nie wiedzie. Z punktu widzenia swej kampanii – niestety nie dokonał żadnego przełomu. Nawet w polityce zagranicznej, w segmencie, w którym miał być liderem: słynne otwarcie kampanii w Polsce. Jego wypowiedzi nie budziły żadnych emocji. Carly Fiorina, która wskakiwała na temat polityki zagranicznej zaraz po nim, konfiskując należne mu owacje widowni i jeszcze istotniejszy wizerunek malowanego przywódcy supermocarstwa.

Ben Carson idący „łeb w łeb” w sondażach z Trumpem w debacie praktycznie nie istniał. Nie miał o czym mówić, za to my możemy jedynie tyle, że w makroekonomii mocny nie jest…. John Kasich wypadł ogólnie niewiarygodnie. Szczególnie wówczas, gdzie mowa była o ratowaniu wielkich korporacji bankowych. Starł się z Tedem Cruzem, przeciwnikiem wszelkich „stimulus packów” i „bailoutów” dla Wall Street. Kasich nie wykaraskał się z pułapki własnego tła politycznego. Jest kandydatem „mainstreamu” GOP, pracował w sektorze bankowym, zasiadał w Kongresie, a obecnie jest gubernatorem Ohio. To o trzy „łaty” za dużo, by podobać się w tych wyborach. Wyborcy ewidentnie poszukują w nich kandydata spoza „beltway”, jak to się czasem mówi o politycznym Waszyngtonie.

Marco Rubio był jak zwykle przygotowany do każdego tematu, mówił płynnie i ciekawie. Rand Paul pozytywnie wybijał się na tle całego towarzystwa, przedstawiając się, jako jedyny „fiscal conservative” na scenie, za to bez polotu w polityce zagranicznej. Uciekał od pytania o rozwiązanie obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie w wyświechtane slogany w rodzaju: „nie powinniśmy byli zbroić rebeliantów i ISIS”. Nawet izolacjonista powinien mieć kilka pomysłów na politykę zagraniczną, innych niż „ucieczka w gospodarkę”.

Wreszcie Trump. Podobnie jak Carson nie rwał się do mikrofonu. Debata była tak skonstruowana, że z uzyskaniem głosu nie miałby problemów. Zresztą z tym akurat miliarder sobie radzi, zwykle nie przebierając w środkach werbalnych. Trump odbijał sobie dokuczając innym kandydatom, Kasichowi czy Fiorinie. Zachowywał się, jak gdyby dalej uczestniczył w Saturday Night Live, na kanale NBC, gdzie ostatnio przez ponad godzinę się wygłupiał i ośmieszał.

Otóż to. Wprawdzie Trump braku wiedzy już nie nadrobi, to miast przygotować się do debaty, gdzie należy kruszyć kopie na intelekt i wiedzę, woli przygotowuje się do telewizyjnego cyrku, gdzie dostaje darmowy i extra czas antenowy. Wygłupia się jednak przed publicznością średnio zainteresowaną polityką. Wyborcy republikańscy go nie oglądają. Nie ci, którzy decydować będą o jego nominacji. W tych okolicznościach pozostaje mu jedno „mądre” podejście do debaty – milczeć, pyskować i zasypywać widzów przymiotnikami: „better and ever”, „huge”, „so big”, „bigger, better, stronger”, „tremendous”, itd. Ale taktyka ta sprawdza się, kiedy przez przypadek nie powiesz czegoś kompromitującego lub jeśli rywale obchodzą się z tobą, jak z jajkiem.

Na szczęście jest Fiorina. Kobieta ewidentnie nim gardzi, ale utrzymuje klasę. W pewnej chwili Trump począł rozwodzić się, jak to wiele rzeczy załatwi z Putinem. Pierwszy etap ma już za sobą. Bardzo dobrze się z nim zna. Wystąpili razem w programie 60 minutes. Trump najpewniej to zmyślił, bo krótkie wywiady z nim i Putinem do jednego z odcinków przeprowadzono na odległość, z jednym Rosji, z drugim z Nowego Yorku. Na to odezwała się Fiorina. Stwierdziła: „Jednym z powodów, dla który powiedziałam, że nie będę od razu rozmawiać z Putinem, chociaż poznałam go osobiście – nie w garderobie i w czasie show, ale na prywatnym spotkaniu (śmiech publiczności) – […] ponieważ rozmawiamy z nim teraz z pozycji wyrażającej słabość”. Powtórzyła, że rozmowę zaczęłaby od odbudowy tarczy antyrakietowej w Polsce, itd….

Trump zemścił się na Fiorinie za chwilę, krzycząc w jej stronę, kiedy polemizowała bodaj z Rubio: czemu wszystkim przerywa! Nikt z podium mu nie przyklasnął, nawet poszkodowany, a publiczność, po raz któryś już w cyklu debat, go wybuczała.

Jeszcze większą kompromitację Trump zaliczył w sferze faktów. Dostał pytanie o ostatnio dyskutowaną w USA International Trade Agreement z 11 krajami Azji i Pacyfiku. Od razu nazwał ją „a horrible deal”. Wtem począł się rozwodzić o Chinach, o braku równowagi w handlu, o potrzebie wolnego handlu. Przeplatał swe wywody konstatacjami w rodzaju: „We need smart people to make deals”, mając na myśli oczywiście siebie. Mówił i mówił. Piętnował umowę, że nie ma w niej słowa o tym, że Chiny manipulują walutą. Powtórzył. Napiął swe struny głosowe i powtórzył głośniej. Odszedł do narożnika. Przytomnie zareagował Rand Paul: „Może powinniśmy wspomnieć, że Chiny się są częścią tej umowy”. Śmiech i konsternacja.

Chyba właśnie po to są te debaty. Same z siebie mają najpierw wyperswadować niektórym kandydatom, że rządzenie państwem może być intelektualnie męczące, a potem do tego samego przekonać wyborców.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz