W obronie własnej – broń w świetle statystyk

12 sierpnia 2015

Jestem pod wrażeniem reakcji na mój pierwszy artykuł promujący większy dostęp do broni w Polsce. Jestem wdzięczny, że jako przyjaciel Polski, zostałem zaproszony do dyskusji, która może być uważana za dyskusję w “rodzinie”. Głównym motywem mojej propozycji, jest chęć podniesienia jakości system bezpieczeństwa narodowego, najstarszego i najbardziej lojalnego sojusznika Ameryki – Polski. Uważam, że wilki, które mają zwyczaj przekraczania polskiego progu, powinny obawiać się spotkania z uzbrojonym i gotowym do obrony społeczeństwem polskim.

W poprzednim artykule wskazywałem, że obywatelska obrona suwerenności nie może zostać odseparowana od praw indywidualnych obywateli do obrony ich własnych domów, na zasadzie uznania Doktryny Zamku. Większość argumentów za i przeciw rozluźnieniu obostrzeń podnoszonych w Polsce, jest bardzo podobna do tych używanych w debacie nad dostępem do broni toczonej w USA.

Niniejszy artykuł jest odpowiedzią na część argumentów przeciwko zwiększaniu dostępu do broni palnej. Należą doń argumenty rzecznika policji na Śląsku mówiące, że niska przestępczość w Polsce, czyni ten dostęp zbędnym, że polskie prawo o posiadaniu broni jest zbieżne z tym obowiązującym w innych krajach europejskich, i że Polacy nie są zupełnie bezbronni, ponieważ w całym województwie ok. 20 tys. sztuk broni palnej znajduje się w prywatnych rękach. Chcę również ustosunkować się do komentarzy zamieszczanych w Internecie, przekonujących, że większy dostęp do broni zwiększy jakoby liczbę strzelanin na ulicach i spowoduje, że polskie miasta będą wyglądały tak, jak Chicago lub że normą w Polsce staną się głośne incydenty w szkołach[1]   .

gunsWystępując przeciwko rozluźnieniu prawa do posiadania broni, rzecznik policji potwierdza, że współczynnik przestępczości w Polsce jest niski i że się obniża. Przy okazji potwierdza fakt, że Polacy należą do grona obywateli przestrzegających prawo – ludzi, którym można zaufać liberalizując przepisy o dostępie do broni. O ile ów niski współczynnik przestępstw stwarza wrażenie, że jeśli idzie o bezpieczeństwo indywidualnego gospodarza względem pospolitego przestępcy, Doktryna Zamku wydaje się zbędna, o tyle historia pokazuje, że większość przestępstw przeciwko Polakom dokonały zbrodnicze reżimy, które wtargnęły do kraju.

Historia mówi również o potrzebie współpracy pomiędzy policją i obywatelami szanującymi prawo, w rytmie historycznych tradycji szeryfów i ich uzbrojonych współobywateli. Jest to koncept, który policja powinna wziąć pod uwagę, pamiętając, że ogromna część policjantów z obszaru Wschodniej Polski znalazła się pośród 26 tys. Polaków pomordowanych w Katyniu.

Prawdą jest, że prawo o posiadaniu broni w Polsce podobne jest do praw obowiązujących w wielu innych krajach europejskich. Jednakże prawo to niekoniecznie odpowiada polskiej sytuacji strategicznej. Skłaniam się ku zdaniu, że Polska ogląda się za złymi przykładami. Biorąc pod uwagę historię Polski i statystyki pokazujące niską przestępczość, prawdopodobnie najlepszym modelem do naśladowania dla Polski jest właśnie Szwajcaria. Szwajcaria, podobnie jak Polska, posiada jeden z najmniejszych współczynników przestępstw na świecie. Jednak inaczej niż Polska, Szwajcaria z powodzeniem odstraszała potencjalnych agresorów. Tamtejszy współczynnik posiadania broni szacuje się w skali społecznej na poziomie 60,5% (nawet 4,5 mln. sztuk broni na 7,4 mln. obywateli), nie wliczając w to broni będącej w posiadaniu wojskowych[2].

Wprawdzie cyfra 20 tys. sztuk broni w rękach mieszkańców Śląska brzmi dobrze, jednak liczba osób posiadających broń w całym kraju jest ekstremalnie niska. Dobrym źródłem wiedzy o problemie posiadania broni w Polsce jest Bart „Sergei” Norman, mieszkający w Polsce instruktor w zakresie broni i konsultant. Norman opublikował dla portalu “The Loadout Room” liczby dotyczące broni cywilnej w Polsce. Podał, że w 2011 r., na 38,5 mln. obywateli, jedna sztuka broni przypadała na 116 obywateli. Na łączną liczbę 333 256 sztuk broni w prywatnych rękach, jedynie 175 901 obywateli posiadało pozwolenie na broń (0,45% społeczeństwa – mniej niż jedna osoba na każde 200). Norman komentuje:   .

“Według The World Small Arms Survey z 2007 r., Polska znajdowała się na 142 miejscu na świecie, jeśli idzie o posiadanie broni. Jest to rzecz niepokojąca, biorąc nadto pod uwagę, że badanie szacuje dodatkowe 200 tys. nielegalnych egzemplarzy broni i je również wzięto w ranking pod uwagę. Sąsiedzi Polski pozycjonują się następująco: Niemcy – miejsce 15, Republika Czeska – 38, Rosja 68, Słowacja – 73, Białoruś – 79, Ukraina – 84. Jedynie Litwa, jest 160-ta i posiada bardziej rozbrojone społeczeństwo…” [3]

Komentarze internetowe pokazują, że wielu ludzi błędnie uważa, że to broń podnosi liczbę przestępstw i że udrożniając społeczeństwu dostęp do broni, zwiększy się skalę przemocy w Polsce. Wielu, głównie tych samych ludzi, wierzy również, że czyniąc ze szkół, kościołów i centrów handlowych strefy “wolnymi od broni” (ang. “gun free zones”), staną się bezpieczniejszymi. Pogląd ten nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Podobnie jest w USA. Wraz ze wzrostem restrykcji na broń dla zwykłych obywateli, wskaźniki przestępczości podskoczyły, szczególnie, gdy obostrzeniom towarzyszył wzrost działalności gangów oraz szerzący się rozpad rodzin i brak ojców, spowodowane uzależnieniem obywateli od państwowej opieki społecznej. W niektórych takich miastach, jak Chicago, Los Angeles i w Waszyngtonie, statystyki zabójstw poczęły się ścigać ze statystykami ze stref wojennych.

Dla kontrastu, jeżeli zliberalizuje się prawo do posiadania broni i prawo do noszenia jej poza domem, statystyki przestępstw spadają. Miasta i miasteczka w USA, w których tradycyjna rodzina pozostaje normą, w których obowiązuje .i jest przestrzegane prawo do posiadania broni, należą do najbezpieczniejszych i do najbardziej przyjaznych w świcie.

Jeśli idzie o nagłaśniane przypadki strzelanin w USA, każda z nich była ściskającą serce tragedią. Główną przyczyną tych przypadków są po prostu choroby psychiczne. (w USA jest niemal niemożliwym umieszczenie osoby chorej psychicznie, wbrew jej woli, w odpowiedniej instytucji, bez dowiedzenia przed sądem, że zagraża ona sobie lub komuś). Jest to kłopot, który Polska, liberalizując prawo do posiadania broni, może łatwo ominąć – ale o tym więcej w następnym artykule.

Nie da się zadośćuczynić rozpaczy rodziny, która straciła dziecko, poprzez to, że umieścimy je w statystyce morderstw. Kiedy jednak dyskutujemy o polityce krajowej, musimy odwoływać się do liczb i naukowych analiz.

Przyzwoitą porcję statystyk odnajdziemy na lewicowej stronie Mother Jones, która otwarcie opowiada się za restrykcyjną kontrolą broni i prowadzi bazę masowych morderstw w USA od 1982 r. po dziś dzień. W ostatnich 33 latach, doszło do 68 takich aktów, w których zginęło łącznie 567 osób (włączając w to napastników) a 511 zostało rannych. Z tego, do 13 strzelanin doszło w szkołach, w wyniku czego zginęło 135 studentów i nauczycieli, a 159 zostało rannych[4]. Każda z tych szkół została ogłoszona strefą “wolną od broni”…

Wielu krytyków podniesie, że zwiększając dostęp do broni, zwiększy się prawdopodobieństwo uzbrojenia osób chorych psychicznie i powtórki z którejś z tych popularnych zbrodni. Ale znowu, jestem przekonany, że Polska może zminimalizować to zagrożenie.

Pochylmy się tymczasem nad prawdopodobieństwem strzelaniny dokonanej przez przestępcę z zagranicy. Popularnym “pobliskim” przykładem szkolnej masakry dokonanej ostatnio przez przyjezdnych, są wydarzenia z Biesłanu w Rosji, między 1 a 3 września 2004 r. W tym jednym akcie terrorystycznym, zginęło 385 dzieci i nauczycieli (prawie trzy razy więcej, niż w 33-letniej historii podobnych wypadków w USA). Ale dajmy wyjątkowo pokój zagrożeniu islamskim terroryzmem w Europie i skupmy się na masowych porwaniach i mordach na polskich dzieciach.

Między 1939 a 1941 r., kiedy NKWD deportowało i wymordowało szczątki Armii Polskiej i całą jej policję oraz aresztowało i deportowało 1,6 mln. Polaków do sowieckiego GUŁAG-u. Liczba ta obejmuje rodziny z dziećmi w różnym wieku, które nigdy stamtąd nie powróciły. Instytut Pamięci Narodowej szacuje liczbę ofiar wśród etnicznych Polaków i polskich Żydów pod niemiecką okupacją na 3 mln. jednych i 3 mln. drugich. To nie byli trzymający broń żołnierze. To byli polscy obywatele, w tym matki i dzieci, porwane ze swych domów (i szkół) celem: rozstrzelania, gwałtu, zagazowania, pracy przymusowej, zamęczenia pracą przez zagranicznych “wyzwolicieli”. Jeśli tylko 5% spośród tych Polaków stanowiły dzieci, byłaby to grupa 380 tys.….

Jest to spuścizna, którą każdy Polak musi być brać pod uwagę. Dlaczego pozbawiać Polaków narzędzi do obrony?

Bill Russel (tłumaczył Paweł Zyzak)

[1] W obronie własnej, http://www.bielsko.biala.pl/aktualnosci/30019/w-obronie-wlasnej#comments, 2015-07-13, 07:00.

[2] Small Arms Survey 2007, http://www.smallarmssurvey.org/fileadmin/docs/A-Yearbook/2007/en/Small-Arms-Survey-2007-Chapter-02-annexe-4-EN.pdf

[3] Bart “Sergei” Norman, Gun Rights Worldwide Episode 1: Poland http://loadoutroom.com/6764/gun-rights-worldwide-episode-1-poland/#ixzz3dxfVGTkC, September 25, 2013.

[4] Mother Jones’ Investigation: US Mass Shootings, 1982-2012, http://www.motherjones.com/politics/2012/12/mass-shootings-mother-jones-full-data, July 17, 2015.

Dodaj komentarz