Ukraińskie proroctwo

9 marca 2014
Kim Dzong Il i Władimir Putin
(fot. wikimedia.com)

„Te igrzyska koncentrują się wyłącznie wokół jednego człowieka. – podsumował igrzyska w Soczi na ich wstępie Garri Kasparow – W Berlinie to był Hitler. W Soczi jest to Putin. Chodzi o kult jednostki. On chce, żeby było o nim głośno, chciałby wpisać się w historię. To cyrk jednego człowieka”.

„Każdy, kto myśli, że jest to przesada, zapomina o jednym bardzo ważnym czynniku. Hitler w 1936 roku był postrzegany jako szanowany i uprawomocniony polityk” – dodał cytowany przez „The Guardian” rosyjski szachista i polityk.

Te mocne słowa zrazu wywołały dwojakiego typu reakcje. Nie zaskoczyły wielu Polaków, przejętych wyczynami Putina choćby w sprawie katastrofy smoleńskiej. Inni uznali owo porównanie za przerysowanie, powodowane ekscentryzmem lub emocjami. Warto odnotować jeszcze jeden typ komentarzy, które odzwierciedla następująca parafraza: czemu Żyd czepia się Putina.

Hitler na poważnie

Owszem żydowskie pochodzenie Kasparowa nie podlega dyskusji. Nie można jednak uciec od wrażenia, że z Putina taki „czysty” Rosjanin, jak z Hitlera „aryjczyk”. To z kolei bardziej zbliża nas do konkluzji Kasparowa niż od niej oddala…

Rozumiem merytoryczną stronę poglądu zwolenników „ostatniej nadziei Słowian”. Bierze się ona z niechęci, jaką wielu darzy finansjerę światową pochodzenia żydowskiego, wywodzącą się na ogół z Niemiec i krajów anglosaskich. Postrzeganie wszakże Putina jako przeciwwagi dla tychże interesów jest zwodnicze, podobnie zresztą jak łudzenie się, iż „neoficka” religijność i „konserwatyzm” Włodzimierza czynią zeń tamę dla zachodniej „zgnilizny moralnej”.

Zasadnicze cele Putina nie leżą ani w Nowym Yorku, ani w Europie Zachodniej. Wymarzył on sobie budowę neo-sowieckiego imperium, którego strefy wpływów leżą w Europie Środkowo-Wschodniej, na Bałkanach i w dawnych obszarach kolonialnych Azji i Afryki. W polityce określa się kogoś takiego terminem „cynik”, zaś w Piśmie Świętym mianem „fałszywego proroka”.

Hitler wtargnął na Zachód, ale od początku jego celem była kolonizacji Wschodu. Też blefował, też szantażował pacyfistycznie nastrojony Zachód, też zbrojnie ujmował się za mniejszością niemiecką „u sąsiadów”. W końcu zagalopował się, i zamiast wojny lokalnej, wywołał światową.

Nie ma precedensu

Słowa Kasparowa obudziły wyobraźnię międzynarodowej opinii publicznej, ale dopiero, gdy po Soczi, przyszedł czas na współczesny Anschluss.

Obudziły również samego Zbigniewa Brzezińskiego. Ten ponownie nazwał Putina współczesnym Hitlerem, bowiem pierwszy raz uczynił to w 2008 r., komentując rosyjski najazd na Gruzję. Brzeziński, jako przedstawiciel ponadpaństwowych lobbies, właśnie z ich perspektywy zdaje się interpretować putinowskie zagrożenie, nie zaś ukraińskiego zjadacza chleba.

Swe intencje maskuje pozornie naukowymi przepowiedniami geopolitycznymi, formułowanymi w skrajnie ogólny sposób. W marcu 2008 r., niespełna pół roku przed wojną Rosji z Gruzją o Osetię i Abchazję oraz równe 6 lat przed wtargnięciem Rosjan na Krym, przekonywał: „Nie sądzę, że Kosowo może stać się precedensem dla Abchazji, Południowej Osetii lub Karabahu”. A jednak stało się takowym.

Brzeziński osłaniał wówczas m. in. politykę polskiego rządu, który gorzał, by jak najprędzej uznać niepodległość nowego bytu. „Polska uważa, że niepodległość Kosowa jest wyjątkowym przypadkiem, który nie może stanowić precedensu” – stwierdził tedy „Radek” Sikorski. Decyzję o uznaniu niepodległości Kosowa spowolnił prezydent Lech Kaczyński.

Putin przewidział wszystko

Jak widać „fałszywy prorok” może mieć również oblicze uznanego „doradcy” lub sławnego ministra. Ale „fałszywy prorok” może też być dziennikarzem. Wysłuchałem niedawno audycji „Maxa” Kolonko na temat wydarzeń na Ukrainie. Ujrzałem człowieka przekonanego co do swoich zdolności parapsychicznych, niezgorzej niż tych dwóch poprzednich.

Putin, według „Maxa” to strateg, znający się na polityce, tak jak Kasparow na szachach: „Putin jest mistrzem w rozgrywaniu tych rzeczy”. Otóż dobił targu politycznego z Janukowyczem po to, by wywołać na Ukrainie zamieszki, równocześnie dozbroił „banderowców”, a potem „chciał” przyjazdu szefów MSZ „trójkąta weimarskiego”. W przyszłości natomiast obszary z mniejszością rosyjską samoistnie odłączą się od Ukrainy bądź, w drugim wariancie, „ukraińscy nacjonaliści dobiją resztki Polaków we Lwowie, a potem sięgną po Rosjan”.

„Max” przedstawia Putina podobnie, jak prasa światowa recenzowała Hitlera w latach 30.: boskiego niemal stratega i obrońcę krzywdzonych Niemców. Dziś historycy wiedzą, że był to polityczny improwizator, szantażysta i hazardzista. Z każdym miesiącem, napawając się łatwymi sukcesami, bezkarny i otoczony chórami pochlebców, stawał się zarazem coraz bardziej irracjonalny. Już pierwsze niepowodzenie, w narzuceniu swej woli Polsce, obudziły w nim szatańskie wręcz pokłady nienawiści, mściwości i woli niszczenia.

Nie potrafię przewidzieć, jak potoczy się historia Putina, nie jestem „prorokiem”. Niemniej twierdzenie, że bezkarny i bezwzględny dyktator pozostaje psychicznie stabilny wobec każdego następnego prestiżowego zwycięstwa na skalę globalną, nie jest „proroctwem” płynącym z lekcji historii, ale efektem działania propagandy osłaniającej dyktatora. Dopiero po jej zanegowaniu można orzec jedną pewną rzecz: towarzyszące Hitlerowi i jemu podobnym prawidła nie wróżą niczego dobrego.

Paweł Zyzak

(Tekst ukazał się w „Gazecie Obywatelskiej”, w wydaniu z dnia 7 marca 2014.)

Dodaj komentarz