Szwecja – państwo emigrantów i imigrantów

10 lutego 2014
Budynek Parlamentu Królestwa Szwecji. (fot. Christian Gidlöf)

W pierwszą niedzielę lutego wracałem samochodem z ćwiczeń wojskowych i słuchałem szwedzkiego radia P1. Właśnie nadawano audycję o Szwedach zastanawiających się czy nie wyemigrować. Zainteresowała mnie, jako, że sam jestem przecież emigrantem.

Emigrantów sposoby na…

Wiele lat temu, będąc jeszcze w Polsce, wyobrażałem sobie Szwecję jako kraj szczęśliwości i dobrobytu. I pewnie takim wtedy był. Jednak przez ostatnie 30 lat bardzo wiele się tu zmieniło. Wieloletnia propaganda rządów socjalistycznych wyrobiła w opinii światowej pogląd, że wyjazd do Szwecji to jak urlop na Karaibach. Rzeczy mają się zgoła inaczej.

W końcu lat 80. zaczął się masowy napływ emigrantów „politycznych” z całego świata, ale głównie z krajów arabskich i afrykańskich. Wielu szukających tu raju odesłano z powrotem  i tylko poprawność polityczna nie pozwoliła na odesłanie wszystkich. Tak więc w Szwecji przybywało coraz to więcej kolorowej emigracji.

Gwałtowny rozwój przemysłu w latach 60. uzmysłowił dotkliwy brak siły roboczej. Właśnie wtedy napłynęło do Szwecji wielu emigrantów zarobkowych, głównie z sąsiedniej Finlandii, a także Jugosławii. Dostawali pracę, poznawali język i lepiej lub gorzej asymilowali się wśród rdzennej ludności.

Nowi emigranci niezbyt chętnie uczą się języka, choć to przecież podstawa otrzymania  jakiejkolwiek pracy. Czerpiąc zasiłki, dostając mieszkanie i opiekę zdrowotną, żyją oni o wiele lepiej niż w rodzimym kraju, po co więc się mają wysilać. Bariera językowa powoduje jednak (dotyczy to głównie starszych), że mieszkają w grupach etnicznych, co prowadzi do powstawania swoistych gett.

Młodzi emigranci przez pierwsze lata najczęściej mieszkają z rodzicami i choć poznali język, mają trudności w znalezieniu pracy. Niewielu decyduje się opuścić ciepłe pielesze i postanawia szukać pracy w innych miastach. Zasiłek pozwala im żyć w miarę przyzwoicie, ale młodym to jednak nie wystarcza. Kuszą ich nowinki technologiczne i towary z wyższych półek. Natura ludzka ma to do siebie, że popycha człowieka do czerpania korzyści jak najmniejszym kosztem, a najlepiej zupełnie bez wysiłku. Jeśli  można, to dlaczego nie?

Wiosenne protesty w kilku miastach Szwecji, połączone z dewastacją cudzego mienia, to namacalny dowód roszczeń nowej fali emigrantów. Nie tylko Szwecja jest areną takich wystąpień, w wielu krajach Europy miały miejsce podobne zamieszki. W dobie globalnego przepływu informacji, wieści o roszczeniach mniejszościowych grup rozchodzą się lotem błyskawicy. Dlaczego nie zrobić zadymy i tutaj?

Szwedzkie społeczeństwo

Wracając jednak do wspomnianej na wstępie audycji. Młody Szwed, skończywszy szkołę podstawową i liceum, nie jest odpowiednio przygotowany do wejścia na rynek pracy. Wprawdzie w liceach są kierunki zawodowe, ale nie zapewniają one pełnego przygotowania do wybranych zawodów. W dobie światowego kryzysu także i w Szwecji bezrobocie jest wysokie. Oficjalnie w granicach 8%, ale faktyczne jest o wiele wyższe, szczególnie wśród młodych.

Młodzi Szwedzi coraz częściej uświadamiają sobie, że zaczyna brakować dla nich miejsca w Szwecji. Brak pracy, wzrost przestępczości, cięcia w opiece socjalnej państwa, każą im zastanowić się, czy nie lepiej zadomowić się w innym kraju. Wypowiedzi młodych ludzi wskazują, że coraz częściej biorą pod uwagę takie rozwiązanie. Zapytani przez reporterów o przyczyny, najczęściej wymieniali brak poczucia bezpieczeństwa i brak pracy.

Co ciekawe, młodzież wskazała również na problem wynaradawiania się Szwecji. Starzenie się społeczeństwa oraz brak polityki prorodzinnej niepokoi nie tylko młodych. Szwedzi zaczynają się rozglądać po sąsiednich krajach, wspominając nawet Polskę jako kraj przyjazny osiedlaniu się. Podkreślają, że jeżeli państwo nie zmieni radykalnie polityki imigracyjnej, to za parę pokoleń w Szwecji nie będzie już Szwedów.

Wieloletnia indoktrynacja socjalistyczna sprawiła, że szwedzkie społeczeństwo jest bezwolne i bez zastanowienia akceptuje politykę państwa. Póki co nie ma odwagi protestować, ale niezadowolenie narasta, o czym można się przekonać w prywatnych rozmowach.

Następną ciekawostką jest odradzający się polityczny ruch narodowy, choćby partia Szwedzkich Demokratów. Partie tzw. prawej strony, jak Moderaci, Centryści, Partia Ludowa oraz Chrześcijańscy Demokraci, rządzą w bloku Szwecją przez ostatnie parę lat, ale prawie niczym nie różnią się od socjalistów. Trudno jest im prowadzić politykę prawicową po kilkudziesięciu latach rządów socjalistów. Zmiana nastawienia i mentalności, szczególnie starszej części społeczeństwa, jest w wielu przypadkach prawie niemożliwa. Pozostaje więc liczyć na to, że młodsza jego część weźmie w swoje ręce stery rządzenia krajem. Sam nie dziwę się młodym, że rozważają ewentualną emigrację.

Wyjeżdżać?

30 lat temu stanąłem przed podobnym wyborem, co prawda w zupełnie innych realiach politycznych i gospodarczych. Tu chciałbym podzielić swoimi przemyśleniami, jako emigranta. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że wybór kraju osiedlenia się jest bardzo trudny. Kiedy ja decydowałem, cały świat stał praktycznie przede mną otworem. Co spowodowało, że wybór padł właśnie na Szwecję?

Wiedziałem, że moi koledzy osiedlili się, głównie w Stanach Zjednoczonych, Australii, później innych krajach Europy, jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania, no i Skandynawia. Kryteriami mojego wyboru były: bliskość Polski i opieka socjalna dla nowych mieszkańców. Z pewnością są dla emigrujących są to najważniejsze kryteria.

Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Miałem jednak bardzo dużo szczęścia. Podstawą dobrego „startu” było jak najszybsze nauczenia się języka szwedzkiego, bo ten umożliwiał mi podjęcie pracy zgodnej z moim wykształceniem. Stawiając na pracę w wyuczonym zawodzie zmuszony byłem rezygnować ze wszystkich nadarzających się ofert pracy, a o te było dość trudno. Swoją rolę odegrała cierpliwość i szczęście. I udało się.

Znalezienie dobrej pracy umożliwiało mojej rodzinie szybkie usamodzielnienie się.  Nie oznaczało jednak, że stałem się równoprawnym obywatelem. W świetle prawa i płacenia podatków tak, ale w innych sytuacjach nie byłem traktowany jak rodowity Szwed. Czułem to po pensji i na ulicy – Szwedzi nie należą do narodów, które się spoufalają. Jedyną instytucją, w jakiej nie doznałem dyskryminacji było wojsko.

W każdym obcym kraju, emigrant będzie lub prawie zawsze będzie, obywatelem drugiej kategorii. Na to trzeba być od początku przygotowanym. Nie wszyscy są na to odporni, a, gdy zabraknie szczęścia, są rozczarowani i zawiedzeni. Droga emigranta nie jest usłana różami, a jeżeli czasami się je napotka, to zawsze mają ostre kolce.

Z niepokojem obserwuję w Szwecji nową falę polskiej emigracji młodego pokolenia. Nie dziwię się młodym rodakom, ale dlaczego wybierają ten nielekki chleb? Przecież podobno nasz kraj jest niepodległy, nie rządzą nami już namiestnicy w obcych imieniu, podobno dokonaliśmy ogromnego skoku cywilizacyjnego, dołączyliśmy do Europy, mamy bogatych i silnych sojuszników. Mylę się?

Patrycjusz Kosmowski

Autor jest inżynierem mechanikiem. W latach 1980-1981 był przewodniczącym Regionu Podbeskidzie NSZZ „Solidarność”. Przebywa na emigracji w Szwecji.

Autoryzowane dnia 2014-02-10

Dodaj komentarz

2 thoughts on “Szwecja – państwo emigrantów i imigrantów

  1. jerzy binkowski

    Twoja historia emigranta politycznego jest bardzo interesująca. Czy już znałeś język przed przybyciem do Szwecji? Co robiłeś (robisz?) w szwedzkiej armii? Ja wyjechałem z Polski w 1984 do USA.Ten wybór był dobry, tylko problemy ze zdrowiem uniemożliwiły mi osiągnąć większej kariery w moim zawodzie jako narzędziowiec (tool & die maker).W tamtych czasach można było tutaj bardzo dużo osiągnąćjako (dobry) narzędziowiec.
    Amerykanie w znakomitej większosci są bardzo życzliwi i chętni do pomocy.Może tylko są trochę zazdrośni jeżeli potrafisz więcej od nich, no ale to jest chyba naturalne dla każdej nacji.
    Pozdrawiam.

    1. Patryk Kosmowski

      Postaram si€ krótko odpowiedzieć. Języka nie znałem zupełnie, pewnie podobnie jak większość wyjeżdżających. Znałem trochę angielski, uczyłem się tego języka dość intensywnie w więzieniu. Ale to nie wystarcza. Trzeba znać język kraju osiedlenia. Szwecja była o tyle dobrym krajem, że miało się możliwości nauczenia się języka i to dość dobrze. Mnie to zajęli około 2 lat. Później, to szlifowanie w pracy, zresztą pracowałem wyłącznie wśród Szwedów więc dość szybko doszedłem do dużej wprawy, szczególnie w języku technicznym. Co do wojska, miałem obowiązek służby wojskowej przy dostaniu obywatelstwa. Wybrałem szwedzką Gwardię Narodową i zacząłem od zwykłego żołnierza a później szkolenia szkolenia i szkolenia i służba aż doszedłem do stopnia porucznika. Jestem równocześnie instruktorem szkolenia strzeleckiego w różnych rodzajach broni. I dalej jestem w „czynnej” służbie.