Strategiczne spojrzenie na sprawy Kościoła

16 grudnia 2020
Źródło: Wikipedia

W październiku media światowe, także i polskie, obiegła wieść o kolejnym wyłomie, jakiego w doktrynie Kościoła katolickiego miał dokonać papież Franciszek. Jak wiadomo, cały dziennikarski świat, zarówno ten lewicowy, jak i prawicowy, z wypiekami na twarzy śledzi wypowiedzi Franciszka o homoseksualistach i homoseksualizmie. Z całego wachlarza spraw, od poczęcia człowieka do jego naturalnej czy nagłej śmierci, akurat ten wątek. Na potwierdzenie postępującej ponoć rewolucji wewnątrz Kościoła, do słów: „Kim jestem, by sądzić innych?”, dołączyła wypowiedź: „Osoby homoseksualne mają prawo być częścią rodziny. Są dziećmi Boga i mają do rodziny prawo. Nikt nie powinien być odrzucony albo czuć się upodlony z tego powodu”.

Wracamy do października, bo temat stosunku aktualnego papieża do problematyki tzw. małżeństw jednopłciowych uparcie powraca i powracał będzie. Pierwszy cytat jest owocem dyskusji Ojca Świętego z dziennikarzami na pokładzie samolotu powracającego do Watykanu z Brazylii, gdzie papież przebywał z tygodniową pielgrzymką. Nieopierzony jeszcze w realiach de iure głowy skomplikowanej organizacji-państwa mającej pod swą pieczą ok. 1, 3 mld. ludzi na całym świecie, aktywa na sześciu kontynentach, znajdującej się do tego pod nieustającą presją zarówno własnych członków, jak i reszty populacji, Jorge Bergoglio pozwolił sobie na dość ryzykowną improwizację. Warto, swoją drogą, policzyć, a przynajmniej wyobrazić sobie przy tej okazji, jaki odsetek, w tym morzu owieczek stanowią np. 32 mln. ochrzczonych Polaków.

Doprecyzowując później w wywiadzie z dziennikarzem Andreą Torniellim, Franciszek wyjaśniał: „Mówiłem wówczas: Jeśli ktoś jest gejem i poszukuje Pana, i ma dobrą wolę, kim jestem by osądzać”. Samo już użycie słowa „gej” w przestworzach wyjaskrawiło przekaz, jaki miała lub nie miała nieść pierwotna wypowiedź papieża. A co dopiero ilość miejsca pozostawiona dziennikarzom na wolną interpretację. Stworzona przez medialnych recenzentów Kościoła nadbudowa przykryła nie tylko kontekst, ale i inne co ciekawsze fragmenty wypowiedzi. Papież odpowiadając odnosił się do problemu homoseksualizmu wśród katolickiego kleru. Jątrzyła naówczas zwłaszcza sprawa Prałata tzw. Banku Watykańskiego, Battisy Ricca, oskarżanego o romans z kapitanem Gwardii Szwajcarskiej. Pytany o „lobby gejowskie” w Watykanie, Franciszek odparł, że „jest przeciwny wszystkim lobbies, nie tylko gejowskiemu”. „Bycie gejem jest tendencją. Problemem jest lobby.” – mówił według włoskiej agencji ANSA – „Lobby jest nieakceptowalne, gejowskie, polityczne, masońskie”.

Swobodna dyskusja z dziennikarzami została naturalnie przez „życzliwych” potraktowana instrumentalnie. Słowa, czy raczej postawa, która miała w zamyśle papieża, ocieplić jego wizerunek, względnie wizerunek Kościoła, została wykorzystana, by rzekome odstępstwo przeciwstawić wrażemu, skostniałemu, konserwatywnemu „deep state”, symbolizowanego przez Jana Pawła II i Benedykta XVI. Wywodzący się z regionu świata, o którym nam Polakom nie wstyd jest powiedzieć, że niewiele o nim wiemy, ukształtowany mentalnie przez prądy tzw. „teologii ludu”, a także społecznego populizmu peronistowskiego, nowy papież postanowił uwieść świat opiniotwórczych elit. Dziś, można domniemywać, zdaje już sobie sprawę, że było to zadanie ponad jego siły, być może niewykonalne dla zwykłego śmiertelnika wywodzącego się jądra obozu katolickiego. Tym niemniej pozostał więźniem ram, które dlań zbito. Ponieważ nie zamierzał zaprzestać budować wizerunku Ojca Świętego przystępnego, otwartego i dostępnego – po prostu innego – także dla liberalnych dziennikarzy, często później musiał doprecyzować, co miał wcześniej na myśli…

Jesienią tego roku papież Franciszek został bohaterem filmu dokumentalnego Evgenya Afineevsky’ego, amerykańskiego reżysera o rosyjsko-żydowskich korzeniach, zatytułowanego „Francesco”. W filmie padają takie oto słowa z jego ust: „Osoby homoseksualne mają prawo być częścią rodziny. Są dziećmi Boga i mają do rodziny prawo. Nikt nie powinien być odrzucony albo czuć się upodlony z tego powodu”. Zwyczajowo zadziałał ciekawy mechanizm. Interpretacji słów Bergoglio dokonała lewica, interpretacja ta została przejęta przez tzw. skrajną prawicę, a następnie transplantowana na całą chrześcijańską i nie-chrześcijańską prawicę. Ferment wokół kolejnych ponoć rewolucyjnych słów Franciszka powstał zatem po obydwu stronach barykady. Po jednej wszakże napędza go wrogość, mniej lub bardziej jawna, wobec Kościoła, po drugiej wobec jego aktualnej głowy. Jak zwykle zgubiono kontekst, do czego wydatnie przyczynił się reżyser, ale i poszarpana została cała, obszerniejsza przecie wypowiedź.

Połowa z owych 1,3 mld. rzymskich katolików żyje w Amerykach, przede wszystkich w Ameryce Południowej. Zaledwie 20% europejskiej populacji uważa się za członków tej wiary. Są to liczmy oczywiście spadające. Prawie tyle samo, bo 18% katolików żyje w Afryce. Tutaj liczby są wzrastające. Słowa papieża odnosiły się do sytuacji homoseksualistów w Afryce, Ameryce Południowej i Azji, gdzie homoseksualiści są dosłownie wyrzucani poza nawias rodziny. Szczególnie opłakana jest sytuacja homoseksualistów chorych na chorobę AIDS. Ci, w takiej np. Tajlandii, niezależnie od wieku, wyrzucani są dosłownie na ulicę. Na ulicy tej żyją całe społeczności takich wyrzutków, o których upomina się Kościół katolicki, wyrywając ich często ze szponów świata przestępczości i patologii. Właśnie tam, na wymienionych trzech kontynentach, słowa papieża zostały dobrze, bo właściwie odebrane. Franciszek nie mówił o „zakładaniu rodziny” przez homoseksualistów, ale o ich prawie do bycia „częścią rodziny”.

Wydaje się, że mniej potrzebne, w wypowiedzi Ojca Świętego, było zdanie: „Musimy ustanowić prawo o związkach partnerskich. W ten sposób będą ustawowo chronieni”, bo znowuż stało się przedmiotem frywolnej interpretacji. Wywołało zdezorientowanie m. in. wśród hierarchów Kościoła katolickiego i musieli współpracownicy papieża znowu doprecyzowywać:

„Ojciec Święty wyraził się w ten sposób podczas wywiadu w 2014 roku. ‘Małżeństwo istnieje między mężczyzną a kobietą. Państwa świeckie chcą unormować prawnie związki cywilne, by uregulować różne sytuacje współżycia, pragnąc odpowiedzieć na żądanie uporządkowania aspektów ekonomicznych między ludźmi, takich jak zapewnienie opieki zdrowotnej. Są to różne umowy koegzystencji, których listy nie byłbym w stanie wymienić. Trzeba widzieć te różne przypadki i oceniać je w ich różnorodności’”.

Analizując sprawy Kościoła katolickiego, jako państwa-instytucji, powinniśmy pamiętać o jego globalnych „interesach” i przez taki pryzmat patrzeć na aktywność, tego i przyszłych, papieży, zwłaszcza tych wywodzących się spoza Europy. Sympatyków i przeciwników Franciszka, z lewa i prawa, uważających go za reformatora na miarę Lutra, muszę rozczarować. Nawet gdyby uznać, że kiedykolwiek miał takie intencje, najpewniej nie zrealizuje dzieła reformy. Nie zdąży. Coraz głośniej mówi się o jego abdykacji, być może już w przyszłym roku.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz