Starcie o Trumpa

7 sierpnia 2015
Źródło: www.politifact.com

Za nami pierwsza prezydencka debata. Skwierczało i huczało na scenie w Cleveland. Było co oglądać. Kandydaci barwni i śwarni. Każdy próbował się odróżnić od każdego, więc widz mógł dopracować swój ogląd faworytów. Choć pojawiły się opinie, że koncentrując się na sobie, kandydaci zapomnieli o Hillary Clinton i Baracku Obamie.

Nie zapomnieli natomiast o Donaldzie Trumpie, który w sondażach przewodzi. Publiczność w Cleveland reagowała na Trumpa, jak na lisa w kurniku. Miliarder nie odciął się od swoich gróźb startu w wyborach w 2016 r., jako „trzeci” kandydat. Skupił więc na sobie atak pozostałych pretendentów. Skoro bowiem, nie wyrzeka się pójścia własną drogą, podważa się jego intencje walki ze spuścizną Obamy. Po debacie Trump wyjaśniał Seannowi Hannity, jednej z ikon dziennikarskich FOX i konserwatywnych „talk radios”, że nie wyrzeka się niezależnego startu, bo boi się, że establishment partyjny będzie go atakował. Co ma jednak powiedzieć kandydat Ted Cruz, non stop przez tenże establishment recenzowany?

Stojący w centralnym punkcie sceny Trump, jako jedyny podniósł rękę na początku debaty, na pytanie moderatorów, czy któryś z kandydatów odmawia zobowiązania, że poprze zwycięzcę prawyborów. W rozmowie z Hannitym, Trump obiecał, że jeżeli przegra w prawyborach, na „sto procent” poprze zwycięzcę z peletonu GOP. Po prostu, nie chce na razie przysięgać, bo chce być po prostu ładnie traktowany. Trump pozostał centralnym obiektem zainteresowania moderatorów, kandydatów i publiczności do końca debaty.

Zasugerował, że uwziął się na niego także establishment prawicowych dziennikarzy. Megyn Kelly zapytała Trumpa o jego mało subtelne wypowiedzi o niektórych kobietach, które kiedyś nazywał „grubymi świniami”, „psami” czy „nierobami”. Miliarder podsumował pytanie znanym w Polsce hasłem „politycznej poprawności” i oznajmił Kelly, że źle go traktuje zadając podobne. Wtem odezwała się publiczność, a raczej dochodzący stamtąd odgłos buczenia.

To co odstrasza „publiczność” od Trumpa to jego osobista arogancja, nie zaś anty-establishmentowość czy antysystemowość. „Publiczność” wręcz uwielbia kandydatów antyestablishmentowych, przekonali się o tym podczas debaty Cruz czy Rand Paul. Trump ma problem i z „publicznością”, i z establishmentem, a to o jednego za dużą. Póki co popularnością cieszy się jego nieskrępowany żadną hierarchią miejsca i rzeczy język. Przy bliższym poznaniu, po kolejnych debatach, będzie zapewne tracił.

Establishment faktycznie ma tendencje do faworyzowania kandydatów, takich jak Mitt Romney czy w tych prawyborach Jeb Bush. Ma więc Bush za sobą bardzo bogatych donatorów i wpływowych biznesmenów, od lat związanych z partią oraz główne prawicowe – i nie tylko – media. Jednakże podczas debaty ciężko mu było wyjść poza zwyczajowy dyskurs. Trump w tematach, takich jak imigracja, walka z przestępczością czy antyterroryzm, narzuca zabójcze dla Busha tempo.

                WAP

Dodaj komentarz