Sprawa imigrantów a podmiotowość Polski

15 września 2015
migrants-hungary-austria-germany

Problemem uchodźców zajmuje się cała Europa. Temat nie schodzi z pierwszych stron gazet i telewizyjnych newsów. Wydawałoby się, że powiedziano już wszystko, także w Polsce. Polacy mają o imigrantach sceptyczne zdanie, a prezydent Andrzej Duda w sposób dość zdecydowany sprzeciwił się żądaniom UE dotyczącym przyjmowania przez nasz kraj uchodźców.

Jednak w całym tym zamieszaniu, targowaniu się krajów Unii o limity imigrantów, których mają przyjąć, dyskusjach o islamskim terroryzmie i obumieraniu cywilizacji judeochrześcijańskiej, mało kto w naszym kraju stawia sprawy jasno i zadaje kluczowe pytania. Czy Polska jest jeszcze traktowana jak niepodległy kraj? Czy ostatnie żądania unijnych przywódców wobec Rzeczypospolitej nie odsłaniają wreszcie prawdy, że jest uważana za postkolonialny bantustan?

Minęło już wiele lat od czasu kiedy były prezydent Francji J. Chirac w sposób lekceważący pokazał miejsce Polski w Unii Europejskiej i powiedział „….że straciła okazję, aby siedzieć cicho…”. Krótki okres rządów PiS i tragicznie przerwana prezydentura Lecha Kaczyńskiego udowodniły, że można być pełnoprawnym członkiem struktur europejskich, twardo formułować swoje stanowisko i próbować budować silny sojusz państw Europy Środkowo-Wschodniej. W większości jednak polscy przywódcy od momentu wstąpienia do UE prowadzili politykę „na kolanach”, a serwilizm wobec Niemiec, Francji czy Brukseli powoduje , że z głosem Polski nikt się nie liczy.

W aspekcie ekonomicznym RP już dawno skazano na rolę dostarczyciela taniej siły roboczej do krajów „starej” Unii. Rodzimy przemysł został zniszczony (vide stocznie, u nas nieopłacalne, a w Niemczech sowice dotowane), a zachodnie banki i hipermarkety nie obarczone zbyt wysokimi podatkami zgarniają co roku krociowe zyski. Mizerię wpływów politycznych pokazała wojna na Ukrainie. Polska pomijana jest w najważniejszych rozmowach, choć to My, spadkobiercy I Rzeczypospolitej powinniśmy być tutaj pierwszoplanowym graczem.

Ukoronowaniem lekceważenia Polski są ostatnie żądania m. in. Angeli Merkel i Jean-Claude Junkera, wymuszające na Polsce przyjęcie dużej liczby imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Multikulturowa Europa Zachodnia podszyta fałszywą tolerancją wobec wszystkiego co niszczy jej podstawy cywilizacyjne, grozi i szantażuje Polskę. Odcięcie od unijnych funduszy ma być karą za brak chęci udziału w szale, jaki ogarnął zachodnich polityków. W amoku politycznej poprawności chcą przyjmować na swój teren ludzi, z których wielu nie kryje, że ich celem jest zastąpienie chrześcijańskiej Europy muzułmańskim kalifatem. Głucha jeszcze parę lat temu na apele Polski o pełną europejską solidarność wobec wojny na Ukrainie Unia, żąda teraz współudziału w „wysadzaniu w powietrze” Starego Kontynentu. Donald Tusk niczym król Stanisław August wykonuje polecenia współczesnej carycy Katarzyny, a elity III RP straszą Polaków likwidacją strefy Schengen w razie nie wykonywania rozkazów Brukseli.

Jest dzisiaj jednak wielka szansa na przywrócenie Polsce podmiotowości w stosunkach unijnych. Próba odbudowy przez Andrzeja Dudę bliskich stosunków z krajami Europy Środkowo-Wschodniej i ewentualne zwycięstwo 25 października sił pragnących silnej i prawdziwie niepodległej Rzeczypospolitej mogą odwrócić niekorzystne dla Nas międzynarodowe trendy. Kryzys imigracyjny można wykorzystać do wskrzeszenia piłsudczykowskiej idei Międzymorza i prowadzić niezależną politykę w ramach Unii. Możni tego świata liczą się tylko z dumnymi i odważnymi narodami, a Polska nie może zapomnieć o swej chwalebnej i pięknej historii.

                Jarosław Jarosz

Dodaj komentarz