Skauci modernizują się

8 sierpnia 2015
Źródło: cnn.com

Zarząd krajowy Boy Scouts of America, czyli amerykańskich skautów, zniósł obowiązujący od dekad zakaz mianowania na funkcje dowódcze dorosłych, którzy przyznają się do orientacji homoseksualnej. Decyzja ma naturalnie związek z orzeczeniem Sądu Najwyższego w kwestii małżeństw homoseksualnych. Stanowi istną rewolucję, w organizacji bardzo konserwatywnej. Około 70% lokalnych grup skautingowych sponsorują kościoły protestanckie oraz Kościół katolicki.

Wprawdzie mowa jest o rewolucji, ale to, co się dzieje z amerykańskimi skautami, wygląda na dawno już zamierzoną polityczną ewolucję. Już przed dwoma zaledwie laty młodzi „geje”, czyli zdeklarowani homoseksualiści, zostali dopuszczeni do skautingu. „Polityczną” ewolucję kreują oczywiście politycy, polityczne naciski, a nawet polityczne zastraszanie. Wspomnianą decyzję zarządu, która zapadła w Teksasie, w dużym stopniu spowodowały naciski organizacji LGTB, od lat grożących Boy Scouts of America pozwami, za rzekomą dyskryminację.

Współautorem „rewolucji” jest prezes ruchu skautingowego, czyli… Robert Gates, w administracjach George’a Busha i Baracka Obamy, Sekretarz Obrony.

„Zbyt długo kwestia ta dzieliła nas i rozpraszała. – mówi o problemie akceptacji dla „gejów” – Nastała obecnie chwila, aby zjednoczyć się wokół naszej wspólnej wiary w wyjątkową moc skautingu, jako siły działającej na rzecz dobra wspólnoty i życia naszych młodych członków”.

Z pewnością, kwestie tożsamości płciowej zaprzątają głowy „naszych młodych członków”… Sądzę, że bardziej zaprzątają głowę Gatesa, aniżeli 6-cio i 10-latków. Gates był i jest orędownikiem „zmiany” i dopiął swego. Oczywiście w myśl filozofii, która jest odwróceniem konserwatywnego porządku świata, czyli świata widzianego przez pryzmat wartości oraz na tychże wartościach budowanego.

„Musimy akceptować świat, takim, jakim jest, a nie jakim chcielibyśmy, by był [sic!]. – mówi natomiast Gates – Nie można, jeśli idzie o członkostwo w naszym ruchu, bronić obowiązujących standardów”.

Bardzo łatwo domyślić się, co będzie dalej. Uchwalono kompromis, który konserwuje stan konfliktu. Konflikt musi z czasem doprowadzić do sforsowania kolejnego „ewolucyjnego” etapu. W myśl bowiem porozumienia z Teksasu, lokalne jednostki skautingowe zachowały możność odrzucania kandydatur „gejów” na stanowiska dowódcze, jeśli naruszy to „wierzenia religijne panujące w oddziale”. Władze krajowe Boy Scouts of America zadeklarowały, iż uszanują każdą taką decyzję. Rodzice będą więc mogli wybrać dla swych dzieci taką jednostkę, którą odzwierciedla ich poglądy.

Skąd moja pewność, że porozumienie z Teksasu nie utrzyma się długo w mocy? Środowiska LGTB i ich ”front groups” odwołują się do sprawdzonej już metody zastraszania. Miast stworzyć własny „tęczowy” ruch skautingowy, preferują zmiany drogą odgórnej kolonizacji. Za chwilę przejdziemy do przykładu. Tymczasem, prezes Human Rights Campaign, Chad Griffin oświadczył:

„[…] Zgoda na to, by dorośli geje, lesbijki i biseksualiści pracowali i zgłaszali się na wolontariuszy, jest wielkim krokiem, by usunąć[czarną]plamę z tak ważnej organizacji [sic!]. […] Ale zapis o wyłączeniu oddziałów sponsorowanych przez organizacje religijne uderza i pomniejsza historyczną naturę dzisiejszej decyzji”…

Bardziej przyjazna armia

Skauci przechodzą zatem proces, jakiemu lewicowa administracja Baracka Obamy poddała wcześniej amerykańską armię. W 2011 r. Obama zniósł wprowadzoną za Clintona politykę „Don’t Ask, Don’t Tell”. „Kompromis” Clintona polegał na legitymizacji możności zaciągania się homoseksualistów do wojska, ale pod warunkiem, że nie będą się oni ze swą „orientacją seksualną” afiszować. Nie będzie zatem w armii ani dyskryminacji, ani żadnej agitacji i afirmacji.

Nowy, „ewolucyjny” krok Obamy zezwala na tworzenie całych oddziałów o otwarcie zdefiniowanej „orientacji”. Wojsko, które z natury rzeczy zaleca wstrzemięźliwość seksualną, by m. in. utrzymywać żołnierzy w ładzie psychicznym, chronić ich przed plagą chorób wenerycznych i wirusa HIV, stało się kolejnym polem debaty o „seksualności”. Obama, który nie otarł się nawet o mundur wojskowy, uczynił po prostu polityczny gest dla ledwo zauważalnej w wojsku „mniejszości”, ale poza nim wpływowej. Liczbę homoseksualistów w szeregach armii, same środowiska LGTB szacują na ok. 2%. Jako, że nie ma miarodajnych pomiarów, jest to i tak zapewne szacunek zawyżony.

Na złość danym procentowym, administracja Obamy wymusza na Pentagonie politykę afirmacyjną w dowództwie amerykańskiej armii. Czyli nie tylko wśród szeregowych tworzy się podziały, na heteroseksualistów i „gejów”. Osłabia się morale samego dowództwa. Kompetencje i predyspozycje ustępują ideologizacji, podług której rezerwuje się w sztabach wojsk określoną liczbę stanowisk czarnoskórym, „gejom”, kobietom, itd. – wedle politycznego parytetu.

Jeśli idzie o mężczyzn, ponad 70% amerykańskich żołnierzy stanowią biali, kiedy czarnoskórzy wojacy to zaledwie ok. 15%. Może zatem wkrótce dojść do sytuacji, że armią konserwatywnych Teksańczyków – najczęściej zaciągających się armii – dowodziło będzie międzyrasowe i międzyseksualne zgrupowanie aktywistów, urzędników i dyskutantów. W imię rzecz jasna XXI-wiecznego postępu, ustawowo znoszącego teorie wojskowe Cezara i Clausewitza. Ustawowo można znieść nawet wojnę, ale tu nie chodzi o wojnę, ale o dominację, prawda?

Zniewieścienie

Problem zniewieścienia mężczyzn to rzecz wymagająca osobnych rozważań. Bez wątpienia zniewieścienie jest prędzej kwestią wychowania, a nie hormonów czy genów. Godząc się na pewną generalizację, można rzec, że masowe ostatnimi laty zniewieścienie mężczyzn jest pokłosiem rozbitych rodzin. Rozbitych nie w wyniku jakiejś następnej wojny światowej i masowego zaciągu mężczyzn na front, ale masowego zdziecinnienia i sobiepaństwa dorosłych ludzi, w epoce „wielkiej konsumpcji”. Abstrahujemy od wyjątków, tj. sieroctwa czy ostrej patologii. Po II wojnie światowej, kiedy brakło ojca, w jego miejsce wchodzili dziadowie, rodzeństwo i wujowie, obecnie „samotna matka” chowa „samotne dziecko”.

Przyroda nie zna próżni, więc lukę po ojcu wypełniają kobiety. Kobiety stają się bardziej męskie i marzą o mężczyznach, którzy będą: „ciepli, wrażliwi, romantyczni, umiejący słuchać, czuli, opiekuńczy”. Słowem bardziej kobiecy, bo wspomniane cechy, to cechy, które ja przynajmniej, chciałbym widzieć w kobiecie. Wedle ortodoksyjnego modelu – mężczyzna powinien być: racjonalny, myślący abstrakcyjnie i dalekosiężnie, dominujący, rywalizujący, chłodny, waleczny, gotów do walki i przemocy. Tłumacząc to na język ludzki: przychodzi ten „zimny” zwierz do domu z polowania, gdzie zastaje czułą i opiekuńczą kobietę, która budzi w nim tę „lepszą stronę”, czyli właśnie cechy „kobiece”, obecne przecież w każdym człowieku. Przyroda w równowadze. „Ciepło domowe” nie może istnieć bez poczucia bezpieczeństwa, o które dba mężczyzna.

Homoseksualizm wyrasta, szczególnie obficie, na podłoży zniewieścienia. Wychowywanie dziecka, szczególnie chłopca, przez jednego tylko rodzica – przez matkę – niesie ze sobą ryzyko, przez brak prawidłowej interakcji z ojcem, niedoboru męskiego pierwiastka. Więź ojca i syna, kształtuje w dziecku męskie emocje, ruchy, zachowania, wartości, zainteresowania, poglądy, itd. Środowiska takie, jak skauci, wojsko czy nawet konspiracyjna grupa niepodległościowa, potrafią ów brak ojcowskiego pierwiastka zrównoważyć. Idąc dalej.

Sensacyjne orzeczenie Sądu Najwyższego, jak pisaliśmy, roznieciło dyskusję o legalizacji poligamii, jak również, np. rozważania nad problematyką pedofilii. Już dwa lata temu – a więc w epoce Baracka Obamy – Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne otworzyło naukowe drzwi do uznania pedofilii za „orientację seksualną”… Jeśli zniewieścienie stanowi żyzny grunt dla homoseksualizmu, to homoseksualizm stanowi żyzny grunt dla pedofilii. Wielu naukowców, badających związki między homoseksualizmem i pedofilią, wskazuje nie tylko na to, że oba zjawiska występują w parze nader często, ale tworzą razem prawdziwą „mieszankę wybuchową”.

Statystyk, opartych na badaniach, jest na tym polu bardzo wiele. Według popularnej publikacji Behavior Patterns of Child Molesters, aż 86% pedofilów, wykorzystujących seksualnie chłopców, deklaruje się jako homoseksualiści. Z kolei według nowszych badań, obszernej pracy sporządzonej na potrzeby episkopatu USA, tzw. John Jay Report, obejmującego lata 1952-2002, aż 80,9 proc. ofiar molestowania dzieci przez duchownych, zarówno księży, jak i diakonów, było płci męskiej. Wskazuje to na to, że sprawcy przejawili zachowania homoseksualne.

Ale bądźmy spokojni. Środowiska, które forsują w USA określone zmiany w ruchu skautingowym i wojsku, lubują się w nagłaśnianiu „problemu pedofilii” w Kościele katolickim. Kościół akurat bardzo skuteczni radzi sobie z tym problemem, który postrzega jako skrajne wynaturzenie i grzech. Jeśli idzie o przestępstwa seksualne przeciwko dzieciom w USA, na mniej więcej 3000 sprawców przypada tylko 1 duchowny, czyli 0,034%. W Niemczech zaś na 2000 tylko 1 przypadek molestowania dotyczy duchownego. Bardziej obawiałbym się o skautów…

Korzenie „czarnej plamy”

Zgodnie z logiką Gatesa i Griffina, czasy w których żył założyciel ruchu skautingowego Robert Baden-Powell, to były dzikie, „homofoniczne” czasy, skażone czymś na miarę niewolnictwa i zamykania Indian w rezerwatach. „Homofob” Baden-Powell rozmnożył potem swoją idę na cały świat, m. in. kładąc fundament pod polskie harcerstwo, ale odbierając „gejom” godność i prawo do samostanowienia. Dla nas ludzi jako tako znających historię wydaje się to wszystko komiczne, ale wielu współczesnych ludzi gotowa jest wiązać postęp „cywilizacyjny” z postępem w zaciemnianiu obrazu męskości i kobiecości.

Gates, były gospodarz Pentagonu, nie bardzo pojął paradoksalnie, czemu służy wojsko i czemu służy wojskowa dyscyplina. Może jednak dobrze się stało, że Obama podziękował mu w 2011 r., bo czego dobrego można się spodziewać po autorze słów: „Musimy akceptować świat, takim, jakim jest, a nie jakim chcielibyśmy, by był”, w epoce Państwa Islamskiego i wojny na Ukrainie.

W swym ostatnim liście do skautów, Robert Baden-Powell pisał tak:

„Wierzę, że Bóg umieścił nas w tym radosnym świecie, byśmy byli szczęścili i cieszyli się naszym życiem. Szczęście nie płynie z bogactwa, ani nawet ze wspaniałej kariery, ani z dogadzania samemu sobie. Krokiem w kierunku szczęścia jest praca nad własnym zdrowiem i siłą, gdy jesteś chłopcem, byś stał się użyteczny i radował się z życia, kiedy będziesz już mężczyzną”.

Mężczyzna to według Badena-Powella człowiek cnotliwy, męski oraz fizycznie zdolny do obrony swoich najbliższych i przyjaciół. Środowiska polityczne, które wokół problemu homoseksualizmu próbują budować jakąś „kulturę”, „kontrkulturę” czy „ruch społeczny”, upolityczniają instytucje społeczne, które z natury służą celom uniwersalnym. Stąd apolityczność wojska i policji. Większość z nas – niezależnie od tego, czego w życiu doświadczyliśmy – zgodzi się, że mężczyzna powinien być mężczyzną, i jedynie prawdziwy mężczyzna może być wzorcowym żołnierzem, ojcem czy nauczycielem-wychowawcą. Skauci wychowują dzieci i młodzież, a wojsko wychowuje mężczyzn. Jeśli do instytucji tych wprowadza się odgórnie ideologię i politykę, bijące w funkcję mężczyzny w społeczeństwie, wkrótce to owe instytucję stracą właściwą dlań funkcję społeczną.

Bo kogo ma wychowywać dowódca, który nie może powiedzieć o podwładnym, że: „rusza się, jak panienka” albo „użala się nad sobą, jak maminsynek”? Od użalania się nad dziećmi i facetami są ich matki i żony. Niedługo Kościół katolicki i niektóre kościoły chrześcijańskie pozostaną na Zachodzie ostatnią twierdzą „staroświeckiego” modelu rodziny, modelu mężczyzny i kobiety, modelu ojca i matki. Oczywiście dopóty, dopóki Biblia, jako podręcznik patriarchalizmu i „homofobii” nie zostanie uznana przez Sąd Najwyższy USA za niekonstytucyjną.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz