Scjentologia i okultyzm

17 kwietnia 2015
Scjentologia i okultyzm 
Paweł Zyzak

29 marca amerykańska stacja HBO wyemitowała od dawna zapowiadany film dokumentalny: Going Clear: Scientology and the Prison of Belief. Premiera Going Clear zdobyła dla HBO największą od niemal dekady oglądalność. Dwugodzinne dzieło Alexa Gibney’a obejrzało prawie 1.7 miliona widzów, prawie zrównując się z czteroczęściowym filmem Spike Lee’a When the Levees Broke z 2006 r., opowiadającym o tragedii, jaką spowodował huragan Katrina. Biorąc pod uwagę dodatkową popularność, jaką film zyskał już po premierze, obejrzą go kolejne miliony. Nagłaśniają go media wszystkich politycznych opcji i zapatrywań.

W ostatnich latach radykalnie wzrosło zainteresowanie tematem Scjentologii. Going Clear jest właśnie owocem tego zainteresowania. Zainteresowanie jest zasługą Internetu, głównie przez wojnę, jaką Scjentologii wypowiedzieli tzw. Anonymous, po części także dzięki dezercji na samym wierzchołku „kościoła”. Uciekli stamtąd najbliżsi współpracownicy przywódcy sekty, Davida Miscavige’a, dręczeni przezeń psychicznie i, dosłownie, bici. Rosnąca w sekcie paranoja przyspieszyła odejście wielu hollywoodzkich gwiazd, żeby tylko wymienić Jasona Beghne, Leah Remini i Paula Haggisa, reżysera i zdobywcy Oscara za film Crash.

DianeticsW międzyczasie na rynku wydawniczym w USA ukazało się całe mnóstwo książek traktujących o Scjentologii, zwłaszcza o charakterze wspomnieniowym. Bohaterowie i autorzy tych publikacji zostali wchłonięci do sieci telewizyjnych i radiowych. Występowali w licznych programach internetowych oraz publicznych wykładach. Zostawili po sobie dziesiątki wywiadów prasowych, artykułów i książek. Dziennikarze bowiem poczęli zgłębiać na powrót korzenie sekty oraz jej założyciela, L. Rona Hubbarda. Tym razem mogli wykorzystać dokumenty archiwalne np. FBI i Departamentu Obrony, dostępne w National Archives. W latach 80. i 90. dostęp do akt z lat 60. i 70 był utrudniony, również ze względu na kilkudziesięcioletni okres tajności.

Żadna z książek na temat Scjentologii nie wywoływała reakcji porównywalnej do tej, jaka towarzyszy dowolnej produkcji filmowej o „kościele”. Na wieść o takiej sekta zdaje się wpadać w popłoch, zdając sobie sprawę z siły rażenia i zasięgu oddziaływania kina oraz telewizji. Co tu dużo mówić. Główna siedziba sekty mieści się w Los Angeles. Tutaj mieści się jej najważniejsze Celebrity Center, tutaj mieszkają jej najbardziej dochodowi członkowie, Kirstie Alley, Toma Cruise oraz John Travolta.

Scjentologia na ekranach

W okresie przedpremierowym sekta, zgodnie ze zwyczajem, przeprowadziła na superprodukcję HBO atak. Wynajęci przez Scjentologów prawnicy zagrozili kierownictwu stacji konsekwencjami prawnymi. Portale społecznościowe oraz liczące się w Ameryce redakcje zalała powódź wytworów „brudnej kampanii”, skierowana przede wszystkim na twórców i bohaterów Going Clear.

HBO przygotowała się do starcia zawczasu. Scenariusz, a następnie sam obraz, oglądało ponoć około 160 prawników stacji. Może dzięki temu sekta nie zdecydowała się póki co na żaden pozew. W filmie z drugiej strony nie pojawiło się w zasadzie nic, czego by dotąd nie ujawniły media i Internet. Sekty, wyjątkowo zamożnej i bezwzględnej, nie wolno jednak lekceważyć. Jej presja działała dotąd z wzorcową skutecznością. Przez dekady zniechęcała do podobnych produkcji największe korporacje. Nie chciały wyświetlać nawet europejskich produkcji na ten temat. A było ich kilka.

We Francji na zlecenie kanału France 2 powstał znakomity film o związkach Toma Caruse’a z sektą. Jeszcze dolegliwszy dla niej okazał się materiał, a w zasadzie dwa, wyemitowane przez brytyjską BBC, filmy. W 2007 r. telewizja pokazała półtoragodzinny Scientology and Me, który obejrzało prawie 5 mln. widzów. W trzy lata później wyemitowała następny film Johna Sweeney’a, The Secrets of Scientology, z udziałem Marka Rindera, zbiegłego z sekty wieloletniego rzecznika prasowego. Obraz jeszcze ten wynik poprawił.

Paradoksalnie, łatwiej było w USA o emisję filmu fabularnego, przynajmniej ocierającego się o temat Scjentologii. Przed trzema laty nerwy przywódców sekty – szeregowi członkowie odcięci są od mediów – przećwiczyła bardzo dobra hollywoodzka produkcja. Mowa o filmie „Mistrz” z Phillipem Hoffmanem, Joaquinem Phoenixem i Amy Adams w rolach głównych. Scenariusz filmu został w luźny sposób oparty na życiorysie Hubbarda. Sekta i tak spróbowała, aczkolwiek bezskutecznie, wpłynąć na jego kształt.

Oblężona twierdza

Interesuję się Scjentologią od dłuższego już czasu – powiem szczerze – namiętnie. Zwabiła mnie sensacja, ale zainteresował fenomen sekty. Jej dzieje są, owszem, bardzo interesujące. Jednak bez zagłębienia się we wszystkie płaszczyzny, historyczną, „teologiczną” i praktyczną, ciężko jest ten fenomen zrozumieć. Scjentologia jest bodaj jedyną sektą destrukcyjną w USA, która zdobyła wielki majątek i tak duże wpływy. Ma „swoich” dziennikarzy, aktorów, biznesmenów, finansistów, a ostatnio także czynnych polityków. Jej „teologia”, wprawdzie naszpikowana elementami literatury science fiction, wyrasta z antychrześcijańskiego, antykatolickiego czy wręcz satanistycznego podłoża.

Rzecz następna. Sekta jest skansenem praktyk totalistycznych rodem ze stepów i dżungli wschodnioazjatyckich. Ich XXI-wiecznym skansenem, który otaczają zastępy bojowników humanitaryzmu, tego klasycznego, jak i tego nasączonego hedonizmem. Wreszcie aspekt ekonomiczny. Scjentologia od zarania jest jedynym swego rodzaju przedsiębiorstwem finansowym, umożliwiającym zakup problemów finansowych, utraty zdrowia psychicznego, rodziny, dobrego imienia i godności. Wyłudzanie od „fundatorów” pieniędzy np. na stawiany na dachu symbol „religijny” sekty, gdzie każdy „fundator” sądzi, że jest tym jedynym, zaliczam do przewin najmniejszych. Scjentologia jest „piramidą finansową”, która nie gwarantuje zwrotu pieniędzy: ot i sekret długowieczności.

Katie Holmes i Tom Cruise. Źródło: www.corporatefraudswatch.blogspot.com

Katie Holmes i Tom Cruise. Źródło: www.corporatefraudswatch.blogspot.com

Scjentologia cieszy się największymi wpływami w krajach Anglosaskich: w USA, Kanadzie, Australii, RPA oraz Wielkiej Brytanii. Wrosła tu jak nigdzie w system prawny, rynek kapitałowy i showbusiness. W pionie i w poziomie. Stawiała gmachy własnych firm deweloperskich, wytwórni filmowych, banków, szkół, szpitali. Wznosi setki placówek „kościelnych”, w większości opustoszałych, stawianych niejako z przymusu. Sekta, posiadając status „kościoła”, a więc i zwolnienie z płacenia podatków, musi udowadniać, że pożytkuje pieniądze na utrzymanie i rozwój „kościoła”.

Owa „kościelna” reputacja ochrania też liczne patologie, jakich w sekcie jest na potęgę. Rodzice są separowani od swoich dzieci, bracia od sióstr, dzieci od dziadków. Od lat początku 90. nie mogą one mieszkać ze swymi rodzicami. Rodziców zastępują nianie, zajmujące się bardziej indoktrynacyjną, aniżeli wychowywaniem. W sekcie niszczy się zatem więzi rodzinne, jak zresztą w każdej sekcie destrukcyjnej. Więzi międzyludzkie zaburzają pełną zależność „parafianina” od kierownictwa grupy.

Z takiej samej przyczyny niedopuszczalne są stosunki przedmałżeńskie, począwszy od całowania się i szeptania miłosny ballad, po czyny natury erotycznej. Wszystkie te „praktyki” uznaje się za „nie-etyczne”. To samo dotyczy się homoseksualizmu. Kościół katolicki, podobnie, jak i wielu świeckich badaczy problemu, postrzega ten pociąg za sprzeczny z naturą i biologią. Jednakże potępia się nie homoseksualistę, ale sam akt seksualny, który musi być cudzołóstwem. Małżeństwo dotyczy związku mężczyzny i kobiety. Scjentologia, jak każda sekta, postrzega homoseksualizm, jako burzyciela świata pruderii, równości i porządku, który buduje się po to, by utrzymać ludzi w ryzach.

Organizacja totalistyczna

Scjentologia prowadzi własne obozy pracy i więzienia. Jej prywatny GUŁAG nosi nazwę Rehabilitation Project Force (RPF). Więźniowie znakowani są, podobnie jak w społeczeństwo Kambodży w czasach Pol Pota, czarnym ubiorem. Nie wolno im rozmawiać z ludźmi z „zewnątrz”, żywią się odpadami. Najsłynniejsze więzienie Scjentologii nosi nazwę The Hole – Dziura. Mieści się niedaleko miasta Hemet w Kaliforni. Gdyby w tej chwili ktoś z nas wylądował w Dziurze, i poprosi o wywiad, dostanie od „jeńca” odpowiedź, że jest tu z własnej woli, prawie jak na wczasach.

Jednym wielkim wyrokiem skazującym na pobyt w obozie pracy, jest dzieciństwo członka sekty. Dzieci, poza tym, że odcina się je od bliskich, pozbawia snu, pokarmów właściwych dla prawidłowego dorastania, leków oraz klasycznej edukacji. Ponadto zmusza się je do ciężkiej pracy fizycznej. Zarówno rehabilitowanym, jak i tym dzieciom, ich położenie wyjaśnia się na sposób, przypominający resocjalizację kryminalistów.

„Powiedziano nam – wspomina była adeptka scientologicznego internatu – że praca stanowi po prostu wymianę handlową – dzięki niej mogliśmy mieszkać na Ranczu. […] Było to ważne, bo w ramach edukacji scientologicznej uczono nas, że dzięki pomocy naszych superwizorów nigdy nie zostaniemy kryminalistami, a tylko oni wszystko dostają za darmo”. […] Prace były prowadzone i nadzorowane głównie przez dzieci. Dorośli wywierali na nas naciski, żebyśmy pracowali jeszcze ciężej, szybciej i solidniej. […] Jeśli ktoś sprzeciwiał się czemuś wielokrotnie, mógł skończyć w HMU, Jednostce Prac Ciężkich MEST […]”.

Rehabilitacja scjentologiczna jest bliźniaczą siostrą azjatyckiej reedukacji. O poranku dzieci, niczym pensjonariusze Laogai, przechodzą tzw. chińską szkołę. Oto i kolejny mało oryginalny wynalazek L. Ron Hubbarda. Tę quasi-musztrę nazwał on „chińską szkołą”, ponieważ:

„obserwował odbywające się w Chinach lekcje i był pod wielkim wrażeniem współpracy uczniów z nauczycielem. W wersji chińskiej szkoły wprowadzonej przez LRH cytaty z jego dzieł wypisane były na kawałkach kartonu drukowanymi literami, byśmy wszyscy mogli je widzieć, gdy je nam pokazywano. […] Chodziło o to, by wpoić nam zasadę, że nie należy niczego kwestionować ani samodzielnie myśleć, że trzeba akceptować wszystko bez cienia wątpliwości”.

Jak człowiek, i myślący, i wrażliwy, wytłumaczy te praktyki? Człowiek z tzw. Zachodu uzna za naganne. Scjentolog jest przekonany, że dzieci są thetanami, tak jak i dorośli. Thetan stanowi zamknięty w ciele odpowiednik duszy. W chrześcijańskim kodzie kulturowym dusza ludzka, jest zespolona z ciałem, i mimo, że nieśmiertelna, wciąż dorasta. Thetany nie. W wypadku dzieci, mają po prostu młodszą powłokę. Wszystkie traktowane są na równi…

Wykoślawienie normatywnego rozwoju psychofizycznego i duchowego jednostki ludzkiej, pomaga w ulepieniu „nowego” człowieka; obojętnie czy jesteśmy w granicach państwa totalitarnego, czy za murami totalistycznej sekty. Kontrola Scjentologii rozciąga się na każdą sferę życia prywatnego. Musztra, ciężka praca i wielogodzinne „kursy” mają tę sferę jeszcze zawężać, najdalej jak się da. Obserwacja, audytowanie i kontrola korespondencji umożliwiają kontrolę ochłapów życia osobistego:

„Każdy list, który otrzymała od rodziców lub kogokolwiek innego, był najpierw otwarty, a następnie na powrót zamknięty” – mówi Jenna Miscavige Hill.

Kontrola ma zapobiegać „aktom wywrotowym” i demaskować tzw. Suppressive Persons (SP), scjentologicznych „kontrrewolucjonistów”. W zbiorze owych „aktów wywrotowych” mieszczą się: krytyczne komentarze o Scjentologii, atakowanie jej w mediach, praktykowanie Scjentologii poza sektą (vide „trockizm” i mnogie „odchylenia”), domaganie się zwrotu zainwestowanych w kursy pieniędzy, pozywanie sekty do sądu itd. „Nieprzyjaźni” stają się w sekcie synonimem zła. Członkowie, którzy się od nich nie odetną, w tym najbliżsi, sami stają się SP. Odcięcie się ma swoją nazwę, to tzw. disconnection.

Jak każde państwo totalitarne, sekta wykorzystuje status oblężonej twierdzy. Parodiuje męczeństwo. Jednakże dla zamkniętych w twierdzy, stanowi ono czynnik motywujący. Walczy się wszak o pokój na świecie i powszechną zgodę, dla dobra ludzkości. Sekta równocześnie wyjątkowo agresywnie reaguje na oponentów. Gnębi ich w Internecie i w miejscach pracy, ciąga po sądach, śledzi, a nawet nachodzi. Wydaje miliony dolarów na armię prywatnych detektywów, którzy inwigilują, przede wszystkim tzw. squirrels (wiewiórki), czyli problematycznych uciekinierów z sekty oraz dziennikarzy i obrońców praw człowieka, tych co bardziej dociekliwych.

Każda sekta destrukcyjna agresywnie broni się przed dezercją. Scjentologia wyróżnia się na tym tle tylko większymi możliwościami. Słowem, jej gnębiciele noszą garnitury, zamiast dresów.

Wynajęci przez sektę informatycy blokują adwersarzom konta społecznościowe, jak i, przede wszystkim, materiały publikowane na Youtube. Permanentna ingerencja w treści dostępne na stronach Wikipedii, spowodowała, że jej zarząd zablokował adresy scientologicznych użytkowników. W przeszłości sekta prowadziła bardziej bezpośrednie ataki. Słynna operacja Snow White z lat 70. polegała na infiltrowaniu przez Scjentologów urzędów federalnych, m. in. IRS. Zakończyła się wielką kontr-operacją FBI, wyrokami dla Scjentologów i zejściem, ukrywającego się przed urzędem podatkowym Hubbarda, do jeszcze głębszej konspiracji.

 Trutka na katolicyzm

Scjentologia jest wiernym naśladowcą praktyk obowiązujących wewnątrz Kościoła katolickiego. Spowiedź nazywa się tu audytowaniem. W scjentologicznej spowiedzi tkwi siła sekty. Władzę, jaką daje nad człowiekiem spowiedź, eksploatowały już XVIII-wieczne grupy okultystyczne, tzw. illuminaci. Inaczej, niż w konfesjonale, wyrażone podczas audytowania czyny i fantazje są pieczołowicie protokołowane i przechowywane w teczce „parafianina”. W szczególnych wypadkach, z inspiracji kierownictwa sekty, są po prostu nagrywane. Sekta po wielokroć upubliczniała zdeponowane w gabinetach kierownictwa informacje, choćby walcząc z „wiewiórkami”.

Sekta posiada własną kastę kapłanów, zgrupowanych w Sea Organization. Członkowie Sea Org

L. Ron Hubbard. Źródło: afflictor.com

L. Ron Hubbard. Źródło: afflictor.com

tak samo bezwolnymi ofiarami sekty, jak szeregowi współwyznawcy. Do Sea Org wpisuje się kobiety, mężczyzn, małżonków a nawet dzieci. Obowiązuje w niej osobliwy celibat: będąc członkiem Sea Org nie można płodzić dzieci. Już spłodzone – jeśli pragnie się pozostać w Sea Org – należy uśmiercić. Wybór jest pozorny. Wstępując do Sea Org podpisuje się „kontrakt na miliard lat”, swoisty cyrograf, którym własną duchowość związuje się z organizacją. Kobiety, bez konsultacji z mężem, zmuszane są zatem do aborcji.

Nie wszystkie „katolickie” rozwiązania są dziełem założyciela sekty, praktyka okultyzmu, który wspólnie z niejakim Jackiem Parsonsem, podejmował się dzieła spłodzenia „Antychrysta”. Wiele „katolickich” rysów przybyło już po śmieci Rona L. Hubbarda, a wprowadzał je jego następca David Miscavige. I jemu praktyka katolicka nie jest bynajmniej obcą.

Jedną z nielicznych książek o Scientologii, obecnych na polskim rynku, są wspomnienia bratanicy Miscavige’a, wspomnianej Jenny Hill. Mowa jest w nich o korzeniach rodziny „wuja Dave’a”. Niestety nie ma tam dobrych wieści dla Polaków.

„[…] Ojcem [Davida Miscavige’a] a moim dziadkiem – pisze autorka – był Ron Miscavige senior. Urodził się w Mount Camel, małym miasteczku usytuowanym w pobliżu kopalni węgla w południowozachodniej Pensylwanii, odbierając polskie katolickie wychowanie”.

 Werbunek

 W przypadku każdej sekty destrukcyjnej należy oddzielić proces werbunku od fazy członkostwa w grupie. W czasie tego pierwszego, sekta każdy przypadek traktuje indywidualnie. Posługuje się wszakże uniwersalną praktyką. Na wstępie sekta, w tym wypadku także Scjentologia, stara się nawiązać z osobnikiem kontakt oraz rozproszyć jego antagonizm i obawy. Punkt trzeci werbunku mówi: „znajdź ruinę”. Innymi słowy werbownik musi odnaleźć bolesną ranę ofiary. Znalazłszy taki, należy teraz przekonać delikwenta, że Scjentologia zna i zapewnia lekarstwo.

Scjentologia posługuje się w celach werbunkowych własnymi front groups. Sceptyków łowi się po prostu na naukowy jakoby image sekty. „Teologia” sekty jest ciekawą kompilacja literatury science fiction, psychoanalizy, komunistycznej reedukacji i wykrywacza kłamstw. Nitki te, spajające całość, wybornie opisał m. in. Lawrence Wright, w książce Going Clear: Scientology, Hollywood, and the Prison of Belief, na podstawie której powstał scenariusz produkcji HBO.

Electropsychometr, którym Scjentolodzy posługują się podczas sesji audytowania, to w jednej trzeciej właśnie wykrywacz kłamstw. E-meter to swoisty odpowiednik katolickiego rachunku sumienia. To on pomaga znaleźć „ruinę”. Audytowanie jest doskonałym pierwszym stopniem werbunku.

Wykrywacz kłamstw prowadzi nas do rozważań o związkach Hubbarta z wywiadem wojskowym USA. Powstrzymamy się przed nimi. To historia odrębna, i sama w sobie pasjonująca. Słynne podróże „floty” Hubbarda po Morzu Śródziemnym z przełomu lat 60. i 70., to gruba opowieść z gatunku szpiegostwa i przemytu.

Największy narybek sekty stanowią ludzie „po przejściach”. Scjentologia tak samo łowi pośród ludzi samotnych, zagubionych, skrzywdzonych, „poszukujących”. Gdzie jest ich więcej, aniżeli w krainie piękna i rozkoszy – Hollywood? Sekta preferuje „grube ryby”. Gwiazdy i gwiazdeczki showbusinessu posiadają dodatkowy walor marketingowy. Wielu jednak aktorów nie przyznaje się do swych związków z kontrowersyjną sektą.

Scjentologia rozsiała sieci łowne po całych USA, w postaci choćby ośrodków odwykowych. Oferują one scjentologiczne sposoby wydostawania ludzi z nałogu. Przepis jest już z grubsza znany: dużo audytowania, dużo witamin i dużo sauny. Scjentologiczne „odwyki” mają ostatnio bardzo złą opinię. Wokół Narconu, programu zajmującego się przeciwdziałaniem uzależnieniu od narkotyków, wybuchła ostatnio seria skandali, wywołana m. in. serią tajemniczych zgonów pośród pensjonariuszy.

Scjentologiczne egzorcyzmy

Aleister Crowley

Aleister Crowley

Do grona pierwszych biografów L. Rona Hubbarda należy jego najstarszy syn, L. Ron Hubbard Jr., który zmienił potem nazwisko na DeWolf. Syn postanowił na własną rękę rozprawić się z mitem ojca. Powiedział wiele o zaangażowaniu ojca w „czarną magię”, o jego związkach z okultystami Aleisterem Crowley’em oraz Jackiem Parsonsem. Po śmierci Crowley’a, L. Ron Hubbard wyraził – według DeWolfa – chęć przejęcia spuścizny po guru okultystów. DeWolf powiedział wprost: “Czarna magia jest jądrem Scientologii”, a “mój ojciec [wcale] nie czcił Szatana. Uważał się za jego wcielenie”.

Hubbard nigdy nie przestał zgłębiać okultyzmu i różnych odcieni ezoteryki. W trakcie swych licznych podróży lubił nawiedzać miejsca i kultury, w których diabeł odgrywał rolę bóstwa. Upodobał sobie Karaiby, gdzie okrywał miejsca kultu Voodoo. W Scjentologii można się doszukać składników tych wierzeń. Weźmy przykładowo zbieżność pomiędzy duchami loa a body thetanem, o którym za chwilę. Duchy loa objawiają się w wyniku opętania.

Na zaawansowanych poziomach drabiny scjentologicznej, czyli od poziomu Operating Thetan 3 (OT 3), zwanego Ścianą Ognia do poziomu OT 7, zaczynają się w Scjentologii egzorcyzmy. Otóż to. Wraz z OT 3 rozpoczynają się wieloletnie zabiegi służące, głównie za pomocą audytowania, pozbyciu się body thetanów i osiągnięciu stanu clear. Egzorcyzmy mogą trwać krócej lub dłużej. Może się bowiem okazać, że body thetanów jest w ciele więcej aniżeli jeden. Osobom względnie obeznanym z egzorcyzmami Kościoła katolickiego nie trzeba tłumaczyć skutków prowadzenia egzorcyzmów przez osoby do tego nieprzygotowane…

Katolicki ksiądz nie podejmie się egzorcyzmów, zanim nie upewni się, że ma do czynienia z osobą zdrową na umyśle. Egzorcysta ściśle współpracuje z psychiatrą i psychologiem. Scjentologia nie uznaje, ani jednej, ani drugiej dziedziny. Zdaniem DeWolfa, L. Ron Hubbard sam był chory psychicznie i dlatego zajmował się czarną magią. W świetle praktyki Kościoła katolickiego, jak i biblijnych przykładów, może być odwrotnie. Za chorobą psychiczną może stać opętanie.

Według Scjentologii schorzenia psychiczne wywołuje thetan. Thetan bywa niesforny. Może być niepocieszony obecną inkarnacją, bądź dolegają mu doświadczenia z przeszłych wcieleń. Ciało gnębi jeszcze jeden thetan, właśnie ów body thetan, pewnego rodzaju pasożyt. Body thetan jest wędrującą po świecie od milionów lat bezpańską duszą, jak rzep przyczepiającą się do ludzkich ciał. Thetanów są miliardy. O tym skąd się wzięły, czyli o losach Xenu, przywódcy „galaktycznej konfederacji” sprzed prawie miliarda lat, czytelnik dowie się z książek, albo specjalnego odcinka South Park poświęconego Scjentologii. L. Ron Hubbard ponoć do końca życia próbował wypędzić z siebie jednego najpotężniejszych thetanów

 Białe plamy

 Wróćmy na koniec do produkcji HBO. Nie wnosi ona w praktyce niczego nowego do tego, co już o Scjentologii wiemy. Jest próbą opowiedzenia tego wszystkiego w jednym materiale. Raz jeszcze możemy posłuchać Marka Rindera czy Marka Rathbuna, który audytował Toma Cruisa i de facto sprawił, że tamtej wrócił do sekty po rozłące z nią w latach 1995-2000. Występuje np. Tony Ortega, dziennikarz, który prowadzi bloga o bieżących wydarzeniach w łonie i wokół Scjentologii.

Mój scenariusz filmu byłby nieco inny. W filmie zabrakło, moim zdaniem, choćby próby odpowiedzi na pytania, skąd się wzięła Scjentologia, dlaczego powstała i czym jest w rzeczywistości. W styczniu 1949 r. Hubbard, w trakcie pisania epokowej Dianetics: The Modern Science of Mental Health, na sukcesie której zbudował swą sektę, skreślił do Forresta Ackermana, swego przyjaciela z branży science fiction list.

“[…] Nie zdecydowałem jeszcze, czy zniszczę Kościół katolicki czy jedynie założę nowy” – napisał.

Kościół katolicki stanowił zatem dla Hubbarda mocny punkt odniesienia. Zresztą cała ta historia ze Scjentologią nasączona jest „katolicyzmem”, a w filmie zabrakło bodaj nawet tego słowa. Mimo, że reżyser wspomniał o okultyzmie, Crowley’u i godach, mających sprowadzić na ten świat Antychrysta.

Na ekranie pojawiły się sylwetki najsłynniejszych Scjentologów, Paula Haggisa, Toma Cruise’a, Johna Travolty, Nicole Kidman, Katie Holmes. Może mam obsesję, i wszędzie widzę katolików, ale przypadkowo wszystkie te gwiazdy wywodzą się z rodzin katolickich. Jest w tej sekcie coś, że stanowi lep na takich ludzi, gdy już znajdą się w Krainie Marzeń, Jakiś katolicki i anty-katolicki składnik.

Haggis, nim dołączył do ruchów kontrkulturowych, a w końcu do sekty, co niedziele uczęszczał z rodzicami na Mszę świętą. Tom Cruise prawie został katolickim klerykiem. Do sekty trafił już w Hollywood. Wciągnęła go do niej Mimi Rogers, jego pierwsza wielka miłość i żona. On z kolei wciągnął swoje dwie następne.

Ciekawią perypetie zarówno Nicole Kidman, jak i Katie Holmes. Uznaje się, że Kidman w 2006 r. pojednała się z Kościołem katolickim, biorąc w Australii ślub z Keithem Urbanem. W wierze katolickiej wychowuje swoje dzieci. Sekta odebrała jej dwójkę adoptowanych z Cruisem dzieci. Holmes znając te perypetie, uciekła z sekty z córką, którą ukrawała przez długie tygodnie. Obecnie posyła do katolickiej szkoły. Po co o tym wszystkim piszę?

Bo, byłoby to doskonałe memento mojego scenariusza. Reżyser filmu Going Clear wybrał jednak inną puentę. Pod koniec filmu jesteśmy pod silnym wrażeniem słów Paula Haggisa, który oznajmia widzowi, że zerwał ze Scjentologią, bo dowiedział się o stosunku sekty do homoseksualizmu, a jego dwie córki są „gay”. Dowiedział się po 30 latach w sekcie… Jasne. Brak wzmianki o katolicyzmie rekompensuje wzmianka o chrześcijaństwie. Również wyrażona w ostatnich minutach filmu. Jedna z bohaterek filmu czyni następującą uwagę:

„Twoja przyszłość, twoja wieczność, wszystko zależy od twojego wspinania się na moście [przez poziomy OT – P. Z.]. To przerażające. To jak chrześcijaństwo z piekłem”.

Cudowne przesłanie na koniec. Dodał bym jeszcze motto Hubbarda: „Prawdą jest to, co jest prawdą dla ciebie”. Memento mamy zatem super-świeckie, bo dostosowane do poprawności obowiązującej w Hollywood na zewnątrz Celebrity Center. Ale czy to nie tam najlepiej się sekcie łowi?

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz