Przypadki kandydata antysystemowego

21 sierpnia 2015
Przypadki kandydata antysystemowego 
William T. Russel

Poproszono mnie, bym podzielił się swymi doświadczeniami kandydata do Kongresu USA w wyborach w 2008 i 2010 r. Kandydowałem w Dystrykcie nr 12 (południowo-zachodni kraniec) stanu Pensylwania, przeciw jednemu z najdłużej urzędujących i najpotężniejszych kongresmenów w historii USA, Johnie Murtha. W trakcie kampanii, byłem wystawiony na działanie wielu brzydkich „poufnych” i „zakulisowych” działań, które kształtują kampanie polityczne, jak i decyzje podejmowane przez polityków w USA. Mam nadzieję, że dzieląc się pewnymi przemyśleniami, pokazując, jak na nie reagowaliśmy, czytelnicy wypracują sobie pogląd korzystny dla swoich kampanii. Być może pomogę czytelnikom w lepszym zrozumieniu amerykańskiej polityki, szczególnie tych spraw, które wydają się oczywiste, a potem burzą nasze wyobrażenia.

Muszę zaznaczyć, że moja kampania wyborcza była niekonwencjonalna. Wszystko w niej było na odwrót. Kandydowałem z regionu Pensylwanii, skąd w zasadzie nie pochodziłem. Nie miałem z regionem żadnych politycznych związków, nigdy nie sprawowałem tam żadnej funkcji. Inaczej niż Hillary Clinton, która przeniosła się do Chappaqua, w stanie Nowy York, by kandydować do Senatu, ja nie miałem żadnych wpływów w krajowym aparacie partyjnym GOP [Partii Republikańskiej – P. Z.]. Nie otrzymałem żadnych gwarancji wsparcia finansowego, z żadnego źródła. Większość lokalnych mediów w pełni popierała Johna Murthę i każdy w dystrykcie wiedział kim on jest – połowa budynków i lotnisko nosiły jego nazwisko…

Moja kampania (jeden z 435 takich wyścigów w kraju) zyskała w 2008 r. ogólnokrajowe znaczenie. Ściągnęła zainteresowanie medialne, miliony dolarów z 30 tys. donatorów z całego kraju oraz zaangażowanie byłego i przyszłego prezydenta. Zmusiła Murthę do udziału w kampanii po raz pierwszy od 30 lat i do wydania ponad $1 mln. w ostatnich dniach kampanii (miast spożytkowania ich przez demokratów na inne kampanie), Democratic National Committe [kierownictwo Partii Demokratycznej – P. Z.] do udzielenia mu masowego wsparcia. Wszystko po to, by ratować jego stanowisko. By zrozumieć, dlaczego moja kampania uzyskała takie znaczenie, musimy bliżej przyjrzeć się dynamice wyścigu.

Murtha sprawował urząd już 34 rok, kiedy przeciw niemu wystartowałem. Z pełną bezwzględnością korzystał z władzy, którą dysponował i takoż bezwzględnie kierował Appropriations Subcommittee – Defense Izby Reprezentantów, kontrolującym finansami amerykańskiego Departamentu Obrony (włączając w to jego pracowników). Natarczywie chwalił się swą służbą w piechocie morskiej w okresie wojny w Wietnamie, zwłaszcza gdy wzywał do wycofania wojsk amerykańskich z Iraku, a później, kiedy oskarżał żołnierzy piechoty morskiej z miejscowości Al-Hadisa o „morderstwo z zimną krwią”, zanim oficjalne śledztwo w sprawie masakry zostało zakończone [w 2012 r., większość uczestników zajścia oczyszczono z zarzutu – P. Z.] [1]. Mimo, że Murtha był członkiem Partii Demokratycznej, przez długi czas należał do Citizens for Responsibility and Ethics (lewicowego „watchdoga”), znajdującej się na waszyngtońskiej liście organizacji najbardziej skorumpowanych. W 1980 r. FBI ujęła go w swym śledztwie korupcyjnym, które dwóm kongresmenom zaprzyjaźnionym z Murthą udowodniło łapówkarstwo. Wszystkim, którzy zastanawiają się, jak taki polityk mógł być wciąż wybierany do Kongresu, odpowiedź jest prosta: pozyskał opozycję.

Każdą osobę, która w trakcie kadencji zdawała się mu zagrażać, Murtha kooptował, marginalizował lub niszczył. Używał wszelkich dostępnych środków, żeby ludzie trzymali linię: nagradzał kontraktami, utratą kontraktów, straszył swoją pozycją, a nawet groził rodzinie. W skutek tego nie miał w obozie demokratów „widocznego następcy” albo długoletniego rywala, czekającego na schedę po nim. Po stronie republikanów zaś toczyła się długa historia, pozorowanej jedynie opozycji. Nie dlatego, żeby nie było kogoś odważnego, gotowego podjąć wyzwania, ale dlatego, że aparat partyjny nie pomógłby mu odpowiednimi środkami. Zresztą taki kandydat republikański nie miał szans przeprowadzić skutecznej zbiórki, gdyż potencjalni donatorzy obawiali się, że utracą pracę lub kontakty, zaraz po tym, jak ich nazwisko znajdzie się w raporcie Federal Election Committee. Pewien lokalny dentysta prowadził tu przez wiele lat kampanie antykorupcyjną, ale został zmarginalizowany. W 2006 r. komisarz Hrabstwa Waszyngton, również podjął pewien wysiłek, mimo gróźb kierowanych pod adresem jego rodziny, ale sprawa została zamieciona pod dywan. Żeby zrozumieć, dlaczego tak się działo, musimy spojrzeć jeszcze głębiej.

Fox News at in home presentationPopularność Murthy opierała się na wsparciu ze strony lokalnej społeczności. Nie krył, a nawet był w czasie kampanii dumny z tego, że zdołał pozyskać pieniądze podatników na rzecz korporacji przemysłu obronnego, które otwierały swoje fabryki w dystrykcie. Jednakże mały rozgłos zyskał najbardziej interesujący fakt, a mianowicie taki, że firmy, które demokrata Murtha pozyskiwał, którym przypochlebiał się lub przymusił do przenosin do południowo-zachodniej Pensylwanii, w zamian za fundusze Kongresu, potrzebowały… ubezpieczenia. Chcecie Państwo wiedzieć, gdzie po nie szły? Wiele z nich ubezpieczało się w miejscowej firmie ubezpieczeniowej, będącej własnością przewodniczącego ówczesnego lokalnego i stanowego Komitetu Republikanów, Roberta Gleasona. Przewodniczący przez cały czas utrzymywał bliskie osobiste i biznesowe relacje z Johnem Murthą. Obok rodzinnego grillowania, na stronie jego firmy widniało wspólne zdjęcie z Murthą, National Coveragewraz z całą listą klientów, którzy skorzystali na tej przyjaźni (wszystkie dane zostały potem usunięte). Jeśli firmy traciły rządowe pieniądze, które sprowadziły je do Johnstown, rezygnowały z ubezpieczenia i opuszczały miasto…

Jeszcze zanim opuściłem w końcu 2007 r. służbę czynną i wystartowałem przeciwko Murthie, poszukiwałem miejscowego kandydata i weterana wojennego z Iraku, który zgodziłby się kandydować. Nie znalazłem nikogo. W końcu zdecydowałem się sam wystartować, bo tylko weteran z Iraku mógł skutecznie zarzucić Murthie zdradę wojsk w warunkach wojny.

Wiedziałem od początku, że Murtha ma wielki wpływy w dystryktalnym establishmencie Partii Republikańskiej i, że zbiórka pieniędzy oraz wsparcie partii będą ograniczone, głównie ze względu na mój krótki czas zamieszkania w okolicy, praktyki obsadzania stanowisk w dystrykcie, i bezwzględność, z jaką to ostatnie praktykowano. Przekonałem się o tym na własnej skórze, kiedy jakieś 15 osób powiedziało mi, że nie podpisze mojego wniosku o umieszczenie na liście kandydatów lub nie może znaleźć się na liście sponsorów, bo ona lub małżonek stracą pracę.

Strategia Murthy oraz jego republikańskich pomocników, mająca zmarginalizować, a potem ograniczyć moją kampanię, miała kilka płaszczyzn. Po pierwsze, obóz Murthy chciał być pewny, że będę w mediach ignorowany, a w konsekwencji otrzymam niewielkie wsparcie finansowe. Kiedy było to konieczne, straszono dane medium lub biznes, pozytywnie nastawione do mojej kampanii. Przykładowo, w chwili, gdy pewna mała gazeta z Waszyngtonu w Pensylwanii przychylnie opisała moją sylwetkę, wszyscy jej reklamodawcy zostali odwołani, znęceni lub grożono im, aby anulowali swoje ogłoszenia na jej stronach.

Po drugie, stosowano triki prawne. Kiedy szczęśliwie spełniliśmy wymogi formalne, bym został kandydatem, były republikański burmistrz Johnstown (który zresztą podpisał mój wniosek), pozwał mnie, wykorzystując dużą, prężną kancelarię prawną z Philadelphii, celem unieważnienia wielu moich podpisów i usunięcia mnie z listy kandydatów do prawyborów. Kiedy powróciłem potem na listę, szef sztabu Murthy próbował wpływać na Departament Armii, by skierowano mnie na czas cyklu wyborczego do Afganistanu (wciąż byłem oficerem rezerwy). W końcu republikańscy sojusznicy Murthy odcięli mnie od wsparcia, które należało się partyjnym nominatom. Starali się w ten sposób, żebym nie został poproszony o zabranie głosu podczas trzech głównych wizyt prezydenckich (do czasu, aż mój menadżer wyborczy nie podniósł sprawy przy okazji wizyty Sary Palin w Johnstown) [w 2008 r. trwała kampania prezydencka, John McCain i S. Palin rywalizowali z tandemem B. Obama i J. Biden – P. Z.].

Zostałem pobłogosławiony świetnym menadżerem wyborczym, Peg Luksik. Peg rozumiała okoliczną dynamikę polityczną i właściwie planowała nasze posunięcia. Miała syna w marynarce i ją również oburzały polityczne ataki Murthy na żołnierzy piechoty morskiej spod Al-Hadisa. Uważała, że szkodzą one wewnętrznemu i międzynarodowemu wizerunkowi Ameryki, jak i żołnierzom, wśród nich mężczyznom i kobietom, walczącym przeciwko islamskiemu ekstremizmowi. Dostrzegła również szkody polityczne, które w tym patriotycznym dystrykcie odniósł przez to Murtha. Po pierwsze, stworzyła plan kampanii oparty na skromnym budżecie ($160 tys. – połowa tego, ile przeciętna kampania kosztuje), z możliwością wydatkowania większej ilości pieniędzy, jeśli dostępne będą środki. Stworzyła do tego strategię wyborczą, polegającą na spotkaniach z jak największą liczbą ludzi, dając im możność poznania mnie. Służyły temu prezentacje „front porch” [chodzi o kampanię „door to door” – P. Z.] oraz podwórkowe, gdzie prezentowałem się i rozmawiałem z całymi rodzinami oraz ich przyjaciółmi i sąsiadami. Spędziłem więc mnóstwo czasu wędrując przez sąsiedztwa, pukając do drzwi i przedstawiając się wyborcom. Taki personalny kontakt z nimi powoli budował nam grupę współpracowników, mających to poczucie, że znają mnie jako człowieka.

Po tym, jak zostałem usunięty z prawyborczej listy kandydatów, Peg zorganizowała silną kampanię „write-in” [chodzi o prawo dopisania kandydata do listy – P. Z.]. 4 tys. wyborców ręcznie wpisało moje nazwisko na liście. Stałem się dzięki temu pierwszym w historii Pensylwanii kandydatem do Kongresu, który wygrał prawybory dzięki kampanii „write-in”. Tak oto stałem się kandydatem Partii Republikańskiej w listopadowej „general election” [wyborach powszechnych – P. Z.].

Ikona mediów informacyjnych, Michelle Malkin oraz stacja Fox News, stanęli na czele grupy mediów, które sprawiły, że moja kampania uzyskała krajowy status. Wsparcie mediów krajowymch połączone ze społecznym oburzeniem na Murthę, za jego ataki na armię, uruchomiły strumień indywidualnych i lokalnych wpłat, jak i kontrybucji z całego kraju (39 tys. donatorów i $3,6 mln.). Kiedy pojawiło się więcej pieniędzy, Peg zainwestowała je w koszulki Russel Brigade, reklamy radiowe i telewizyjne, w których używaliśmy cytatów Murthy przeciw niemu samemu[2]. Uczestniczyłem we wszystkich trzech wiecach McCain/Palin, gdzie rozdawałem wodę, kawę i gorącą czekoladę, ściskając dłonie niemal z każdy wchodzącym. Dało to naszym oddolnym wysiłkom potężny impuls. Wielu ludzi zaczęło zadawać pytania, dlaczego przywództwo republikańskie sabotowało wcześnie moją kampanię.

Nikt (poza Peg), nawet ja, nie zdawał sobie sprawy, jak szybko wznosiłem się w sondażach. W końcu niezależne sondaże pokazały wszystkim Amerykanom, że w południowo-zachodniej Pensylwanii odbywa się „horserace” [wyścig łeb w łeb – P. Z.]. Niektóre sondaże dawały mi od 4 do 13 punktów przewagi nad Murhą. Wówczas została uruchomiona cała krajowa machina wyborcza Demokratów. Zahamowała ten wzrost.

Jednakże mniej niż czternaście dni przed końcem kampanii, obóz Murthy nie miał już czasu na normalną kampanię. Był tylko czas na frontalny siłowy atak za pomocą ignorancji i kłamstw. Pierwszy tego przykład stanowiły dwa kłamstwa sekretarza prasowego Murthy. Otóż rozesłano ulotki i informacje prasowe (wysłane także na mój adres w Johnstown) stwierdzające, że nie mieszkam w dystrykcie oraz podające, że wypłaciłem sobie (ukradłem) $185 tys. z moich funduszy kampanijnych (łatwe do udowodniania kłamstwa, choćby na podstawie moich raportów FEC). Do dystryktu dwukrotnie przybył Bill Clinton. Jego małżonka, Hillary Clinton nagrała sześć wypowiedzi telefonicznych. Na ostatnią chwilę, do południowo-zachodniej Pensylwanii przyjechał Barack Obama. Nawet przewodniczący Partii Republikańskiej zrobił swoje: moje nazwisko zostało pominięte na republikańskiej karcie kandydatów wręczanej przed pójściem do urny wyborczej…

Rezultaty demokratycznego szturmu, wznoszące falę trwającej wówczas “Obama-manii” oraz ponad dwukrotna przewaga zarejestrowanych w dystrykcie wyborców demokratycznych – to zbyt dużo do przezwyciężenia. Nie byłem dość znany w dystrykcie, by stawić czoła pomówieniom o bycie „spadochroniarzem” oraz defraudantem kampanijnego budżetu, i przekonać wyborców „ostatniej chwili”. Odniosłem w „roku Obamy” 16-punktową porażkę. Ale wynik mojej kampanii okazał się lepszy od każdej toczonej przeciwko Murthie od 1974 r.

Postanowiłem więc wystartować w wyborach powszechnych w 2010 r. i napsuć krwi Gleasonowi i Murthie. Byłem pewien, że zbudowaliśmy wystarczająco silną bazę, a moje nazwisko było na tyle silne, aby przezwyciężyć pomówienia z roku 2008, wygrać prawybory i ostatecznie pokonać Murhę. Ale życie wciąż nas zaskakuje. Znowuż wszystko stanęło na głowie, kiedy 8 lutego 2010 r. Murtha zmarł…

Śmierć Murthy spowodowała konieczność uzupełnienia wakującego stanowiska drogą “Special Election” [wyborów uzupełniających – P. Z.]. Demokraci mieli ten ze mną problem, że wystrzelali się już z wszystkiego, co mieli, a kłamstwa, które stosowali przeciwko mnie w 2008 r. (wydrukowane na ulotkach) obracały się teraz przeciwko nim. Przerastałem Murthę pod względem funduszy w każdym okresie rozliczeniowym dwa do trzech razy. Jednakże „wybory uzupełniające” dają przewodniczącemu Partii Republikańskiej możność przejścia z pasywnego nie-wspierania kampanii danego kandydata, do nastawienia całej potęgi aparatu partyjnego – finansowego, medialnego i politycznego – przeciwko niemu, po to, by wygrał wskazany. Zostałem pokonany w prawyborach, które pokrywały się z „wyborami uzupełniającymi” w maju 2010 r., co skutecznie odebrało mi możliwość kandydowania do Kongresu w wyborach powszechnych.

Dla wszystkich, którzy zastanawiają się, czy można coś osiągną, nie wygrywając wyborów, daję odpowiedź: tak. W czasie mojej kampanii, skutecznie uciszyłem głównego krytyka wojny w Iraku i pomogłem opóźnić krótkowzroczne i politycznie umotywowane wycofanie wojsk w Iraku, o co najmniej dwa lata. (wycofanie przyspieszyłoby szyicko-sunnickie ludobójstwo, z którym mamy do czynienia obecnie). Mój sztab zmusił wieloletniego kongresmena do walki oswój stołek, co być może związało siły Demokratów, osłabiając ich zwycięstwo w 2010 r.. Wreszcie, tekst opisujący postępowanie przewodniczącego Komitetu Stanowego Partii Republikańskiej, zmusił go, w ciągu 15 godz. od publikacji materiału, do wycofania się z ubiegania się o funkcję przewodniczącego National Republican Committee [organ kierujący GOP – P. Z.]. Są to rzeczy, które mnie osobiście przynoszą drobną satysfakcję. Natomiast polskich kandydatów zachęcam do spisywania swych kampanijnych wspomnień…

Bill Russel (tłumaczył Paweł Zyzak)

[1] Marine, pochodzący z 8 Armii, zostali fałszywie oskarżeni o “mord na cywilach z zimną krwią”. Jako pierwsza oskarżenia wysunęła propaganda islamska. Natychmiast zostały podchwycone i poparte przez Murthę oraz przedstawicieli amerykańskich mediów, podkopując wysiłek USA na wielu frontach. Marine zostali oczyszczeni z zarzutów zabójstwa. Murtha nigdy nie przeprosił żołnierzy.

[2] https://www.youtube.com/watch?v=YKAuJYkYQLw

Dodaj komentarz