Polityka historyczna i harem

25 listopada 2015
AfpcEGPl

W języku angielskim nie ma odpowiednika „polityki historycznej”. Jeśli więc ktoś będzie uprawiał polską politykę historyczną w Stanach Zjednoczonych, niech tego nie nazywa po imieniu. I lepiej nie rozpowiadać, że władze państwowe, to znaczy politycy, będą uprawiać historię i to za pośrednictwem artystów. Wymówką nie może być to, że wśród polityków są historycy, a nawet artyści. Po prostu w USA nikt tego nie zrozumie. Jest to kraj w którym nie ma i nigdy nie było ministerstwa kultury i gdzie antyamerykańscy, czy też antypaństwowi historycy wykładają na najlepszych uczelniach.

Oczywiście można zasadnie twierdzić, że to nie dobrze dla Stanów Zjednoczonych i że ich wrogowie, na przykład wredna stacja telewizyjna RT (do niedawna Russia Today) zaprasza do studia głównie Amerykanów sączących antyamerykański i prorosyjski jad. Ale z drugiej strony Amerykanie są ogromnie przywiązani do swojej konstytucji i zwłaszcza dodatków do niej, błędnie po polsku nazywanych poprawkami. A to one właśnie gwarantują wolność słowa, przekonań i ostro rozdzielają różne gałęzie władzy, władze zaś oddzielają od nauki od i kultury

Władze w Polsce maja więc dylemat: z jednej strony chcą „poprawić” obraz Polski, ale z drugiej strony mogą temu obrazowi zaszkodzić ogłaszając początek akcji „polityki historycznej”.

Zacznijmy od tego, ze obraz Polski wcale nie jest taki zły. Jest na odwrót. Mój rzeźnik daje mi zawsze ładny kawałek schabu ze względu na Kopernika, sąsiedzi pytają mnie co słychać u Wałęsy a wszyscy emigranci, legalni i nielegalni, z Ameryki Lacińskiej ściskają mi rękę w podzięce za Papieża.

Nie bardzo wiem co może wyjść z megafilmu o polskiej historii robionym pod batutą, najlepszych nawet i najmądrzejszych władz. Polska ma już sporo doskonałych filmów i to wbrew pozorom, nie antypolskich, które prawie nie istnieją na świecie.

Może zamiast milionów na megafilm można by przeznaczyć jeden procent tych funduszy na skuteczne promowanie polskiej kultury za granicą i to niezależnie od tego czy reżyser, aktor, czy autor był we wrażej partii. A i ośrodki kultury polskiej powinny być oddawane – z konkursu – w kompetentne ręce, a nie traktowane jako synekura dla swoich.

Przeciwko „polityce historycznej” mogliby tez zaprotestować historycy, którzy wolą być chyba postrzegani jako naukowcy, a nie jako urzędnicy państwowi. Zamiast „polityki” powinni domagać się zwiększonych środków na niezależne badania historyczne, stypendia dla studentów, większe możliwości wyjazdów zagranicznych.

Prawdziwa nauka i prawdziwa sztuka powstają zazwyczaj bez nadzoru państwa. Nawet propaństwowa ersatz sztuka może powstać z pobudek komercyjnych a nie tylko patriotycznych.

Należy uczyć się od Turków. Wyprodukowali oni serial „Wspaniałe stulecie” o Sulejmanie Wspaniałym (zwanym po turecku Sulejmanem Sprawiedliwym bądź Sulejmanem Prawodawcą), XVI-wiecznym władcy otomańskim. To właśnie jest skuteczna, nie zamierzona, jako taka i nie podobająca się władzy polityka historyczna. Ponad 150 odcinków po półtorej godziny każdy. Serial oglądany był w ponad pięćdziesięciu krajach i wedle badan opinii publicznej zmienił, na lepsze, obraz Turcji w świecie. Wzrosła też ilość turystów, a każdy z nich chciał odwiedzić miejsca znane z serialu i kupić imitacje pierścienia żony sułtana, Hurrem.

No bo jak by inaczej: nadzwyczajnie mądry i bardzo urodziwy sułtan urzęduje w pałacu Topkapi w Istambule, ale czasami idzie na wyprawy i podbija terytoria europejskie, negocjuje z Watykanem, a w czasie wolnym od rządzenia państwem próbuje, nieskutecznie, rządzić swoim haremem. W haremie zaś jest piękna Hurrem, z domu Aleksandra, ponoć córka popa z Rohatynia. Można było oczywiście zrobić awanturę, że jest to fałsz historyczny, że Aleksandra była Polką, siostrzenicą biskupa. Ale chyba nikt poza mną nie wpadł na taki pomysł. A szkoda.

Cały świat i połowa Polski nie mogło oderwać się od „Wspaniałego stulecia”. – „Nie nie mogę się umówić na 16-tą, bo jestem wtedy w haremie” – powiedziała znajoma.

Serial był pokazem przepięknych kobiet, strojów, biżuterii, ale też wiele mówił o samej Turcji, o jej zwyczajach, o stosunku do Islamu, do prawa, do reszty świata. Wzbudzał zachwyt i szacunek.

Chociaż Turcy nie mogli oderwać się od telewizorów, serial wzbudził też szereg protestów. Premier Turcji Erdoğan publicznie skrytykował go za zbytnie zainteresowane Sulejmana kobietami (80% akcji odbywa się w haremie) a i zwykli obywatele napisali kilkadziesiąt tysięcy skarg do swojego KRRiTV.

Serial oczywiście szedł w najlepsze, a teraz pojawiła się już jego kontynuacja „Wspaniałe stulecie – Kosem”.

Irena Lasota

Dodaj komentarz