Poległym w walce z hitleryzmem – stalinowcy

10 kwietnia 2016
Źródło: www.polskieradio.pl

Jakiś czas temu prezes IPN – Łukasz Kamiński oświadczył, że Instytut w ciągu kilku tygodni zwróci się z do władz samorządowych z projektem, czy właściwie apelem, przeniesienia pomników „wdzięczności” do muzeów, aby tam były świadectwem przykrych czasów.
5 kwietnia b.r. na stronie internetowej „Gazety Wyborczej” został opublikowany list otwarty prof. Jerzego Jedlickiego. Autor apeluje o refleksje nad sensem likwidacji pomników pamięci Czerwonoarmistów oraz wyraża zaniepokojenie nieposzanowaniem symboli narodowych (oczywiście rosyjskich). Wskazuje, że likwidacja może zostać odczytana „na świecie” jako objaw polskiej rusofobii i nacjonalizmu. Argumentuje to w sposób następujący: Związek Radziecki był sojusznikiem Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, gdyby nie Związek Radziecki to III Rzesza wygrałaby wojnę, a Polska byłaby jej niewolniczą prowincją, Armia Czerwona poniosła największe straty podczas II WŚ w tym na terenie Polski, w składzie tej armii znajdowało się również wojsko polskie. Stwierdził: „Jeżeli mamy usuwać znaki naszej pamięci, to bądźmy konsekwentni: nie będziemy od tej pory przypominać dnia wyzwolenia Warszawy ani innych miast, nie będą się więcej przedstawiciele narodów spotykać w Oświęcimiu w rocznicę oswobodzenia obozu Auschwitz”. Na koniec autor listu wyraził troskę o karierę obecnego Prezesa IPN i przestrzegł przed tym, iż może on zostać zapamiętany, jako rzecznik pogardy zamiast „szacunku ponad granicami”. Pogarda ta, jak podnosi Jedlicki, będzie powodem do wstydu nie tylko dla Łukasza Kamińskiego, ale również dla nas wszystkich.

Oczywiście za żadnym z powyższych twierdzeń nie kryją się silne argumenty. Pomijając niedorzeczne powoływanie się na sojusze ZSRR i domysły w charakterze historii alternatywnej, należy zwrócić uwagę, że ilość poległych Czerwonoarmistów była wprost proporcjonalna do ambicji imperialistycznych Józefa Stalina. Wspomnijmy tylko rozkaz Stalina zdobycia Berlina jak najszybciej, za wszelką cenę, przed sojusznikami, co doprowadziło do słynnej już rywalizacji marszałków (Koniewa i Żukowa), skutkiem czego zginęło więcej wojsk radzieckich, niż było to potrzebne ze strategicznego punktu widzenia (często z własnej, czerwonej, broni). Równie dobrze można by wystosować list otwarty do premiera Wielkiej Brytanii, Dawida Camerona, obwiniający rząd brytyjski o wspieranie Związku Radzieckiego podczas walk na froncie wschodnim, podnosząc, że im szybciej państwo to by się poddało, tym mniej byłoby ofiar wśród Czerwonoarmistów. W postscriptum, uzasadnionym wydaje się propozycja przekazania przynajmniej kilkudziesięciu pomników pamięci poświęcenia Armii Czerwonej, aby zostały postawione przy ulicach Londynu, Yorku, Manchesteru etc. Jest to ten sam poziom nonsensu.

Profesor Jerzy Jedlicki podkreśla, że w Armii Czerwonej służyli również Polacy. Oczywiście nie wyjaśnia skąd oni się tam wzięli. Część z nich to byli obywatele Rzeczypospolitej narodowości żydowskiej, białoruskiej czy ukraińskiej, którzy zostali wcieleni do tej wyzwoleńczej armii po to, by pracować w niewolniczy sposób nieodbiegający od realiów łagiernych (bataliony pracy – Strojbrat). Jeżeli to na ich cześć miałyby pozostać pomniki z czerwoną gwiazdą, to jest to oczywiście ponury żart, bo inaczej tego traktować nie sposób. Żartem już nie są wyżej zacytowane słowa Jedlickiego odnośnie przypomnienia wyzwolenia obozu w Oświęcimiu, czy też wyzwolenia Warszawy. Wniosek jest taki: profesor uważa, że daty te czczą przede wszystkim dzieło Armii Czerwonej. Najodpowiedniejszym będzie pozostawienie tych rewelacji bez komentarza.

Wśród wymienionych przez prof. Jedlickiego quasi-argumentów zabrakło tego, który wydawałby się najbardziej racjonalny. Otóż pomniki upamiętniające Czerwonoarmistów na ziemi polskiej powinny zostać nietknięte, gdyż zostały one postawione przez rząd marionetkowy, sterowany przez zwycięzców II Wojny Światowej czyli Sowietów. W świetle powyższego obecne państwo rosyjskie, które jest następcą prawnym ZSRR, słusznie rości sobie prawa do autonomii tej kupy betonu, natomiast Polacy, po rzekomych 25 latach wolności, zobowiązani przeszłością niewolnika winni robić wszystko, by te pomniki zostały nietknięte. Jest to oczywiście nie do przyjęcia, ale obiektywnie należy stwierdzić, że takie twierdzenia mają o wiele więcej sensu niż cały list i przytoczone w nim okoliczności.

Na koniec wypada zauważyć, że w Polsce znajdują się tysiące pomników upamiętniających Czerwonoarmistów i nigdy nie zostaną one naruszone. Są to groby i mogiły. Prawnie zostało to uregulowane umową między Rzeczpospolitą Polską a Federacją Rosyjską z 1994 roku. Inną kwestią są pomniki ustanowione poza cmentarzami. Swoją drogą obecne przepisy prawa karnego przewidują sankcje za gloryfikacje ustrojów totalitarnych w tym komunizmu. O ile stawianie pomników z czerwoną gwiazdą, czyli gloryfikujących armię komunistyczną walczącą o ten ustrój i narzucającą go innym narodom,  np. w latach 50-tych było legalne, co w obecnym stanie prawnym nie może prowadzić do ukarania ludzi za to odpowiedzialnych – to już renowacja takich obiektów mogłaby stanowić czyn z art. 256 k.k. Oczywiście należałoby przy tym udowodnić, że sprawca chciał propagować ustrój totalitarny.

Mariusz Wojski

dla foreign.pl, 9 kwietnia 2016 roku

Dodaj komentarz