Piractwo somalijskie

19 stycznia 2014
autor: Jan van Rijn

Miniony rok przyniósł znaczny spadek pirackich incydentów w rejonie Somalii, gdzie odnotowano zaledwie kilka porwań (dla porównania w 2010 roku uprowadzono blisko 50 jednostek). Znaczący wpływ na poprawę bezpieczeństwa wód Rogu Afryki miały operacje wojskowe „Atalanta” w ramach Unii Europejskiej oraz „Ocean Shield” z inicjatywy NATO. Pojedynek technologii wojskowej, którą stawia się przeciw prymitywnej technice pirackiego fachu, przypomina walkę Dawida z Goliatem.

Piraci Somalijscy wykorzystują obecnie sprzęt od starej, zniszczonej rybackiej łodzi, po drogie łodzie motorowe, wyposażone w najnowocześniejszy system nawigacji GPS i łączności, uzbrojone w broń maszynową, granatniki. Często zdarza się, że członkowie pirackich grup maja wojskowe przeszkolenie, tak jak w przypadku dowódców pirackich, którzy szkolili się w ZSRS. Według kontradmirała Sergieja Blizniuka, Kaspijska Uczelnia Marynarki Wojennej w latach 80, co roku przyjmowała ok. 70-80 Somalijczyków, gdzie poznawali zasady nawigacji, manewrowania okrętami i prowadzenia walki na morzu.

Nowa ekonomia

Piractwo somalijskie opiera się na przekształcaniu małych rybackich miejscowości w dobrze uzbrojone i ufortyfikowane twierdze, co w kraju ogarniętych chaosem politycznym nie jest trudne. Piraci organizują się w większe grupy zarządzane „zza biurka” przez pirackich kacyków na lądzie. Liderzy grup zazwyczaj nie biorą czynnego udziału w akcjach na morzu, nierzadko są nimi zamożni biznesmeni, powiązani z lokalnymi i klanowymi władzami. W tym przypadku piractwo jest pewnego rodzaju inwestycją, dzięki wysokim okupom, na których opiera się piracki proceder.

W północno-wschodniej części Somalii – Puntlandzie, który obecnie jest kolebką piractwa w tym rejonie, określa się to zjawisko mianem „nowej ekonomii”. Piraccy inwestorzy wykładają kapitał na przeprowadzenie ataku, a gdy odniosą sukces, inwestor zabiera większą część łupu. Resztę pozostali piraci dzielą między sobą, kierując się ustalonymi zasadami. W czasie ataku najtrudniejszą pracę wykonuje osoba wchodząca na pokład jako pierwsza, nazywana „skoczkiem”. Jeśli jeden z członków pirackiej grupy zginie, jego rodzina otrzyma kwotę w wysokości nawet 200 tysięcy dolarów.

Takie zachowania i organizacja piratów somalijskich przypominają znane z XVII wieku zasady Bukanierów. Na oceanie stosuje się metodę „statku – matki”, służącego jako centrum zaopatrzeniowe mniejszych jednostek na otwartym morzu. „Matka” przewozi paliwo i uzbrojenie.

Porwania i handel bronią

W 2009 roku Administracja Morska USA zalecała trzymanie się z dala od brzegów Somalii na odległość przynajmniej 1000 km. Odległość ta w wielu przypadkach i tak nie stanowiła dla piratów problemu. Znany z filmu kapitan kontenerowca Maersk Alabama zaryzykował rejs w odległości 440 kilometrów. Zakończył się ów porwaniem przy użyciu wspomnianego „statku-matki”. Na atak najbardziej narażone są statki z nieliczną załogą i o niskich burtach, co znacznie ułatwia wejście na pokład z niewielkich łodzi motorowych za pomocą lin z hakami czy drabin. Ataki zazwyczaj dokonywane są rankiem lub nocą.

Dopływ gotówki pochodzącej z okupów, stanowi główne źródło dochodów piratów. Podejrzewa się, że spora somalijska społeczność zamieszkująca Dubaj ochoczo wspiera rozbójników morskich z Zatoki Adeńskiej nie tylko petrodolarami ale również sprzętem i wyposażeniem pirackich jednostek. Nieformalnego wsparcia udzielała nierzadko sąsiadująca Etiopia, która wielokrotnie wysyłała broń AK-47 (czyli popularnego Kałasznikowa) w celu ograniczenia wpływów islamskich fundamentalistów w Somalii. Broń po czasie trafiła na czarny rynek, z którego piraci mogli czerpać pełnymi garściami.

Kolejne lata to sprawdzian dla społeczności globalnej. Pozostają otwarte pytania: Czy Somalia dzięki międzynarodowej pomocy wyjdzie z dwudziestoletniego kryzysu? Ustabilizuje Róg Afryki? Czy siły Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej poradzą sobie z piractwem w tym regionie? Czy liczba porwań wzrośnie czy zmaleje? Czy Somalia będzie afrykańskim politycznym węzłem gordyjskim? Odpowiedź na nie przyjdzie z czasem, w tej chwili warto zadać jedno, być może najważniejsze, czy społeczność międzynarodowa zrobiła do tej pory wszystko aby zapobiec klęsce i upadkowi Somalii?

Mateusz Gruchel
Absolwent stosunków międzynarodowych w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej Im. W. Korfantego w Katowicach. Zajmuje się problematyką współczesnego piractwa.

Dodaj komentarz