Pierwsze jaskółki wyborcze

24 września 2021

Przed tygodniem we wtorek w nagrzanej słońcem Kalifornii odbyły się recall elections.  Owo swoiste referendum nad sprawującym urząd gubernatora demokratą Gavinem Newsomem było drugim w historii „Złotego Stanu” i czwartymi w całej historii USA. Z punktu widzenia przeciwników Newsoma mogły się zakończyć jego faktycznym odwołaniem. Od 1911 r. podjęto 55 prób zebrania wystarczającej liczby głosów, by je przeprowadzić. W 2003 r. w pierwszych wyborach odwołujących w Kalifornii zwyciężył republikański kandydat. Obywatele odwołali wówczas demokratę Gray’a Davisa i wybrali jego następcę, kulturystę i legendę kina akcji, Arnolda Schwarzennegera. Kandydatów było… 135. Zwycięzca otrzymał 48,6%. W tegoroczny wyborach sami demokraci nie wykluczali powtórki z historii. Wróżył ją wspomniany Schwarzenneger.

Newsom oskarżany był, nawet przez demokratów, o chaotyczne zarządzanie sytuacją pandemiczną w stanie: brak konsekwencji, powrót do uciążliwych obostrzeń, m. in. ponowny nakaz noszenia maseczek oraz hipokryzję. Wbrew stanowym obostrzeniom pandemicznym w zeszłym roku wziął udział w tłumnej imprezie urodzinowej. Oberwało mu się za szalejące pożary, rosnącą przestępczość i podatki, powodujące zresztą emigrację zamożnych demokratów do stanów tradycyjnie republikańskich. Perspektywa sensacyjnej porażki przełożyła się na tłok w peletonie rywali wyborczych Newsoma, ale przede wszystkim na pełną mobilizację demokratycznego aparatu partyjnego. Ewentualna porażka w liberalnym bastionie byłaby dla demokratów katastrofą.

Mobilizowali się również republikanie, ale ich siły rozproszyły się pomiędzy kilkoro aspirujących. Walczyli de facto więc ze sobą John Cox, republikański kandydat na ten sam urząd w 2018 r., ikona konserwatywnego radia Larry Elder, były burmistrz Sand Diego Kevin Faulconer, były olimpijczyk, a ostatnio ikona chirurgii zmiany płci Caitlyn Jenner, urzędnik stanowy Ted Gaines oraz przedstawiciel zgromadzenia stanowego Kevin Kiley. Na ostatniej prostej peletonowi uciekł Larry Elder. Republikanie, którzy zainicjowali recall, liczyli przynajmniej na fatalny wynik Newsoma, jeśli nie na zwycięstwo swojego kandydata. Każdy z dwóch tych scenariuszy byłby świetnym prognostykiem przed nadciągającymi midterms do Kongresu w roku 2022. No więc z jakim wynikiem zakończyły się wybory odwołujące A. D. 2021?

Larry Elder otrzymał 47% głosów oddanych na uczestników republikańsko-demokratycznego wyścigu o stołek Newsoma. Prawie tyle co Schwarzenneger przed laty. Jednakże to wynik głosowania: odwołać/nie odwołać, stał się podstawą do formułowania ostatecznych wniosków. W sumie zagłosowało nico ponad 9 mln mieszkańców stanu. 63,9% przeciwko odwołaniu Newsoma, co przełożyło się na prawie 6 mln głosów, 36,1% zagłosowało za odwołaniem. Różnica bardzo duża. Komentatorzy zgodnie ogłosili sromotną porażkę republikanów. Niektórzy z nich uznali, że Newsomowi pomogło poparcie Joe Bidena oraz wiceprezydent Kamali Harris, byłej senator z Kalifornii, która ruszyła na kampanijny szlak Newsoma. Ten drugi wniosek jest mocno dyskusyjny. Harris jest jednym z najgorzej ocenianych współczesnych wiceprezydentów. Wedle sondażu konserwatywnego RealClearPolitics z połowy września aż 49,8% wyborców negatywnie ocenia jej pracę, jedynie 41.4% pozytywnie.

Od czerwca poparcie dla niej spadło o ok. 8%. Ocena Harris jest nieco wyższa od oceny Mike’a Pence’a w tym samym punkcie kadencji, ale na wynikach Pence’a ciążyła mocno dominująca i polaryzująca osobowość Donalda Trumpa. Tu jest odwrotnie. Tu, nie dość, że Harris pozostaje w chłodnych relacjach z otoczeniem Bidena i nim samym, stanowi dlań obciążenie wizerunkowe. Złe wyniki zawdzięcza licznym wpadkom wizerunkowym, biorącym się zarówno z toksycznej atmosfery w jej otoczeniu, a zatem wśród merytorycznych doradców, jak i własnych braków merytorycznych i w obyciu międzynarodowym.

I żeby nie pozostać gołosłownym, bodaj najbardziej dewastujący dla reputacji Harris był wywiad, którego udzieliła Lesterowi Holtowi na antenie NBC w czerwcu, przed lawiną spadkową w badaniach opinii publicznej. Odpowiadając na pytanie, dlaczego nie pojechała dotąd na granicę z Meksykiem, stwierdziła, że przecież nie odbyła jeszcze wizyty… do Europy. Szczególnie poirytowani byli demokraci. Na jej usprawiedliwienie, Harris jest przez Bidena celowo eksploatowana na odcinkach zapalnych i polaryzujących nastroje społeczne. W jego imieniu zajmuje się rozwiązaniem kryzysu migracyjnego.A jakto czyni?Podczas wizyty w Gwatemali, w trakcie konferencji prasowej z prezydentem Alejandro Giammattei, zwróciła się do… Gwatemalczyków, by nie przyjeżdżali do USA w sposób nielegalny, bo będą zawracani z granicy.

Wśród wyborców demokratycznych Harris ma wysoko postawioną poprzeczkę. Musi udowodnić, że to nie względy rasowe i płciowe zdecydowały o tym, że jest obecnie drugą osobą w państwie. Nie zapracowała sobie jeszcze na wiceprezydenki „autorytet” popełniając liczne gafy, z których słynął dotąd Biden. Popełniała je, mimo iż wyborcy zarówno republikańscy, jak i demokratyczni, zarzucają jej, że jest… niewidoczna i unika stawiania czoła kryzysom. Nie udowodniła też, o czym wspomnieliśmy, że jest faktycznie drugą osobą w państwie. Wyborcy demokratyczni uważają, upraszczając rzecz jasna, że Harris jest niedecyzyjna. Ostatnie jest wizyty w Singapurze i Wietnamie, choć istotne i odbywające się w związku z ewakuację w Afganistanie, poniekąd przez samą ewakuację, pozostały niezauważone. Obyło się tym razem bez gaf – powiedzą złośliwcy – to dlatego.

Ale Harris jest problemem jej samej i administracji prezydenckiej, która swój wyborczy osąd będzie miała w 2024 r. Wyborczy rezultat w Kalifornii to wyjątkowo zła widomość dla republikanów. Zresztą w GOP poczęto wyciągać już pierwsze wnioski. Podnosi się tam, że jednym ze sprawców porażki jest ferment anty-wyborczy wśród zagorzałych zwolenników Trumpa, z drugiej zaś strony strach umiarkowanego elektoratu przed rządami republikańskimi. Kalifornia jest stanem, w którym głosuje się w dużej proporcji drogą pocztową. Wiodący wątek trumpowej mistyfikacji o „masowym fałszerstwie wyborczym” mówił o dosypywaniu kopert z kartami wyborczymi. Część wyborców republikański nie na żarty zraziła się zatem do głosowania na odległość… Zresztą po co głosować w wyborach, które i tak zostaną „ukradzione”: gdzie jak gdzie, ale w liberalnej Kalifornii to na pewno fałszują. Prawda? Elder nie był w stanie sobie pomóc, ani nawołując wyborców republikańskich do głosowania wszelkimi legalnymi sposobami, do szturmu na punkty wyborcze, ani też uderzając w łagodniejsze retorycznie i ideowe tony.

Republikanie słusznie nie pocieszają się faktem, że w tym samym czasie odnieśli dwa zwycięstwa do stanowych legislatur. W Iowa do Izby Reprezentantów wszedł Mike Bousselot zdobywając 51%, zaś w Tennessee triumfował Greg Vital, którego demokratyczny rywal został ona  kilka dni przed wyborami skarżony o gwałt… Aktywność polityczna Trumpa, jego bezpardonowa walka z establishmentem republikańskim w Senacie, wiece organizowane przez skrajne grupy, mające uczcić plądrowanie Kapitolu 6 stycznia, kolejne książki ujawniające rewelacje z „epoki Trumpa”, m. in. rozterki Paula Ryana, który po uzyskaniu nominacji prezydenckiej przez Trumpa szkolił się, jak postępować osobami cierpiącymi na „narcissistic personality disorder” czy generałów, próbujących odciągnąć uwagę Trumpa od wojska i broni nuklearnej, sprawiają wrażenie głębokiego kryzysu wewnątrz partii. Tak jak nie miała ona w 2020 r. swej platformy wyborczej w 2020 r., tak nie zbuduje jej obecnie, dopóty dopóki panuje w niej strach przed jednym człowiekiem. A Kalifornia jest sygnałem ostrzegawczym.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz