PAD w USA

31 marca 2016
Źródło: www.tvn24.pl

Czytelnicy pewnych gazet i stron internetowych musieli być poważnie zaskoczeni, że prezydent Andrzej Duda pojawił się jednak w Waszyngtonie. Gdyby mieli wierzyć swoim ogłupiaczom, to logicznym byłoby albo cofnięcie prezydenta z lotniska z powrotem do Polski, albo zatrzymanie go i oddanie do Międzynarodowego Trybunału w Hadze, gdzie osądzony byłby za łamanie demokracji w Polsce. Tak się jednak nie stało i w środę o godz. 9: 30 prezydent pojawił się w National Press Club (Krajowy Klub Prasy), co spowodowało pewne nieporozumienie. Spotkanie to nazwano „spotkaniem z prasą”.

Organizowały je wspólnie Atlantic Council i Center for European Policy Analysis (CEPA), znane i prestiżowe organizacje waszyngtońskie, ale żadna z tych organizacji nie ma odpowiednio dużej sali. Zaproszeni byli politycy, analitycy z instytutów badawczych, dziennikarze i po prostu zainteresowani ludzie. Sala, na około 400 miejsc, była pełna, a średnia wieku była powyżej pięćdziesiątki, co jest o tyle istotne, że często zaproszeni posyłają swoich stażystów, którzy piszą, zwykle bezsensowne notatki, i jedzą bezpłatne ciasteczka.

Tym razem widziałam wiele znajomych twarzy – niektórych znanych tylko ze zdjęć czy telewizji. Wśród gości było co najmniej dwóch byłych ambasadorów USA w Polsce: Stephen Mull i Daniel Fried. Tego ostatniego, którego znam od bardzo dawna,  poprosiłam o wywiad w związku z twitterem Eugeniusza Smolara, jakoby Fried przyjeżdżał do Polski obsztorcować rząd w Polsce, ale – dyplomatycznie – odmówił. Obecność obu ambasadorów i wielu innych polityków była sygnałem, że rząd USA potwierdza swoje dobre stosunki z Polską. I Mull i Fried i wszyscy inni zresztą mogli zostać w domu czy w biurach i słuchać tego, co działo się w National Press Club za pomocą streaming. Przyszli jednak i siedzieli w pierwszych rzędach.

Po uroczystych powitaniach, prezydent Duda wygłosił przemówienie, po angielsku, krótkie i treściwe, głownie na tematy strategiczne. Wielu spodobało się to, że nie tylko mówił o Rosji i Ukrainie, ale wspomniał, zepchnięty pod dywan zapomnienia, Krym.

Znani dziennikarze Mika Brzezińska i Joe Scarborough zasiedli potem z prezydentem Dudą w fotelach i prowadzili z nim rozmowę-wywiad. Tym razem pytania były po angielsku, ale prezydent odpowiadał po polsku. W sumie było dobrze, ale niestety polityków z Polski, a właściwie z całego postsowieckiego bloku cechuje nadmierne gadulstwo. Różne są tego przyczyny, ale warto by najważniejsi nawet politycy ćwiczyli umiejętność szybkiej riposty i zwartych odpowiedzi. Scarborough zrobił nawet żart. Po drugiej,czy trzeciej długiej odpowiedzi prezydenta Dudy powiedział: „Prowadzę również trzygodzinny telewizyjny show, pan byłby tam doskonały.”

Nie jest to jednak cecha tylko wschodnioeuropejczyków. Ted Cruz, kandydat partii republikańskiej na prezydenta, dostał kilka dni temu konkretne pytanie, powtórzone zresztą dwukrotnie: „Proszę powiedzieć po prostu tak czy nie: czy zdradzał pan swoją żonę?” Odpowiedź, w duecie z żona, była bardzo długa i nie przyniosła odpowiedzi na to istotne pytanie.

Na pytanie o Trybunał Konstytucyjny prezydent Duda odpowiedział zwarcie i logicznie i nawet jeśli ktoś nie jest przekonany, co do jego racji to musi przyznać, że były one wyłożone bardzo jasno. I tu Scarborough zażartował, mówiąc: „Gdy rozwiążecie problem mianowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego, dajcie nam koniecznie znać”, co odnosiło się do pata, jaki zaistniał między prezydentem Obamą i Kongresem w sprawie mianowania brakującego sędziego Sadu Najwyższego.

Całe spotkanie trwało około godziny więc starczyło czasu tylko na dwa pytania, które, zupełnie przypadkowo zadali Polako-Amerykanie, a nie Amerykańscy Amerykanie. Pierwsze brzmiało: „Co prezydent i rząd Polski mają zamiar zrobić z Fareedem Zakaria z CNN i Anne Applebaum, którzy szkalują Polskę”. Prezydent odpowiedział, że nic z nimi nie zrobi. Ludzie piszą to co chcą, ale na przykład on właśnie po to przychodzi na takie spotkania, by przedstawiać swój punkt widzenia. Pytanie było zabawne dla wtajemniczonych, którzy wiedzą, że Anne Applebaum jest w radzie CEPA.

Następne, i ostatnie pytanie, zadane również mocno akcentowaną angielszczyzną dotyczyło granicy Polski z Rosją, czyli z obwodem kaliningradzkim. „Czy nie ma obawy, że może to osłabić efekt sankcji lub skutkować atakami terrorystycznymi i czy Polska nie zamierza ograniczyć ruchu bezwizowego”. Tu prezydent Duda poparł w pełni politykę poprzednich rządów, mówiąc, że sankcje są ważne, ale ruch graniczny sprzyja wymianom międzyludzkim. Osoba, która zadała to pytanie, czyli ja, uśmiechnęła się miło, ale w duch pomyślała „delenda est granica z Kaliningradem”.

ps. Spotkanie z Mateuszem Kijowskim, zaplanowane na ten sam dzień zostało przełożone na 4 kwietnia, a Freedom House, który był mitycznym organizatorem wizyty Kijowskiego, oznajmił, że go do USA nie sprowadza, a tylko daje mu okazję wymiany poglądów małym gronie. By pochwalić się łaciną, której uczę się na nowo, sic transit gloria mundi.

 Irena Lasota

Dodaj komentarz