Ostatnia reduta demokracji

7 grudnia 2015
Żródło: wikipedia.pl

Ostatnie wydarzenia związane z próbą uzyskania przez PiS częściowej kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym uznane zostały wśród zwolenników postkomunizmu III RP za próbę obalenia demokracji.

Nad genezą obecnego „kryzysu” nie będę się długo rozwodził. Na nielegalną próbę zawłaszczenia przez Platformę Obywatelską wszystkich miejsc w Trybunale Konstytucyjnym, dokonaną tuż przed zakończeniem jej rządów, partia Prawo i Sprawiedliwość odpowiada ostrym kontratakiem, o równie wątpliwym z punktu widzenia zasad tzw. „demokratycznego państwa prawa”, charakterze. W wyniku różnych zabiegów w Sejmie partia Jarosława Kaczyńskiego w ostatecznym rozrachunku może przejąć dla swoich ludzi nawet 7 z 15 stanowisk w tym szacownym gremium. Oprócz obecnych 5 nominowanych sędziów za 3 miesiące zmianie podlegać będzie także stanowisko Przewodniczącego TK i jego zastępcy. To nadal nie będzie dawać większości pozwalającej na pełną kontrolę tego organu, ale pozwoli PiS na w miarę samodzielne rządzenie Polską, a być może nawet na pokuszenie się dokonania jakichś naprawdę istotnych zmian w jego strukturze.

To co mnie najbardziej dziwi w zachowaniu Pana Prezesa, to nie tyle pozytywnie zaskakująca ofensywna postawa PiS w tej materii – postawa absolutnie konieczna, jeśli marzy się o realnej naprawie polskiego państwa – ile niekonsekwentną oprawę propagandową tejże postawy. Partia obecnie rządząca dała się niejako zepchnąć do narracyjnego narożnika, przyjmując za własną, oficjalną, demo-liberalną, interpretację zdarzeń. Osią tej narracji jest idea tzw. „demokratycznego państwa prawa” – ulubiony termin wszelkiej maści prawniczych „autorytetów” forsujących rzekomo absolutny charakter konstytucji Aleksandra Kwaśniewskiego. W kazamatach tej idei powinni obracać się ponoć wszyscy, którzy nie chcą być na bakier z zasadami stanowiącymi fundamenty ustrojowe III RP.
Mówiąc w skrócie. językiem oficjalnej postkomunistycznej propagandy: PiS miał złamać konstytucję, powołując nowych pięciu sędziów TK i naruszając tym samym niezawisłość naczelnego organu kontrolnego, a przez to zagrozić istnieniu samej demokracji w wersji liberalnej, czyli takiej, która oparta jest na idei „państwa prawa” (ang. „state of law”; niem. „Rechtstadt”).

Otóż moim skromnym zdaniem:
• to, czy PiS złamał prawo i konstytucję, jest nie tylko dyskusyjne, ale przede wszystkim mało istotne; prawdopodobnie wybór 3 z 5 sędziów był niekonstytucyjny, tak samo jak nowa ustawa o Trybunale, która za ok. 3 miesiące wysadzi z siodła Prezesa TK, Andrzeja Rzeplińskiego. Ale obowiązująca tzw. wykładnia domniemania konstytucyjności może jedynie skutkować wydawaniem wyroków TK „na przyszłość”, więc nie może unieważnić już podjętych przez Sejm uchwał, a jedynie wyznaczyć zasady procedowania w danej sprawie ku potomności; efekt musi być taki, że nawet uchwały niekonstytucyjne muszą mieć moc obowiązującą i takie też zapewne były intencje PO przy wyborze swojej „ekipy”;
• kluczowa w dzisiejszej medialnej nowomowie jest dla mnie kwestia rzekomego niszczenia demokracji w przypadku – realnej bądź co bądź – próby spacyfikowania TK przez obecny rząd i Prezydenta RP.

Trybunał Konstytucyjny „źrenicą demokracji”?

Klasyczny podział form rządzenia państwem wyróżnia zasadniczo 3 ich modele: monarchię, arystokrację i demokrację. Każdy z tych modeli może wszakże przerodzić się w swoją diaboliczną parodię. Monarchia może się zdegenerować w tyranię (nie mylić z dyktaturą!), arystokracja (rządy najszlachetniejszych) w oligarchię (rządy najbogatszych/najsilniejszych), a demokracja w ochlokrację (dyktaturę motłochu). Otóż w wersji optymistycznej sędziowie z TK lokują się w tej wykładni jako element ewidentnie arystokratyczny. Dotyczy to zresztą całego sądownictwa, nie tylko polskiego. Nie tylko nie są oni wybierani przez ogół społeczeństwa w sposób bezpośredni, ale także nie podlegają jakiejkolwiek kontroli ze strony demosu-populosu-narodu, nawet poprzez ciała przedstawicielskie – Izbę Reprezentantów (zwaną obecnie Sejmem), Senat czy Prezydenta. Oczywiście formalnie nie jest to urząd dziedziczny, tylko obieralny, więc nie jest to formalna arystokracja (aristoi). Jednakże nieubłagane realia życia społecznego III RP, czyli skrajny nepotyzm postkomunistyczny, który całe gałęzie życia publicznego, zwłaszcza te najbardziej lukratywne, uczynił domeną władzy często kilkuset/kilku tysięcy rodzin, powoduje, że jest to tylko formalność. Z tego punktu widzenia stłamszenie tej – w moim mniemaniu bardziej oligarchicznej, niż arystokratycznej – instytucji przez wybrańców narodu jest raczej aktem demokratyzacji życia publicznego w Polsce, niż tejże demokracji niszczenia. Ale w oficjalnej nowomowie mamy do czynienia nie tyle z demokracją w znaczeniu klasycznym, ile z tzw. „demokratycznym państwem prawa”.

Demokratyczne państwo prawa

Ideologia państwa prawa zrodziła się w epoce Oświecenia i była niczym innym, jak wyrazem lęków ówczesnych zdechrystianizowanych mieszczańskich i arystokratycznych elit przez czystymi formami demokracji. Ówcześni oświeceniowcy, oczytani zarówno w literaturze antycznej, która – delikatnie mówiąc – często nie wychwalała demokracji, a wręcz pokazywała związane z nią zagrożenia, jak i pomni wydarzeń z niedawnych epok krwawych rzezi religijnych w Europie Zachodniej, często mających podłoże właśnie „demokratyczne” – ludowe, masowe i skrajnie fanatyczne, a przy tym nie tolerujące żadnych odstępstw od „jedynie słusznej” religijnej normy własnego stada (dyktatura Cromwella w Anglii; wojna trzydziestoletnia w Rzeszy; wojny katolicko-hugenockie we Francji), bali się władzy mas, pozostając jednak politycznymi doktrynerami demokratyzacji. To na takiej mentalnej niwie ukuto idee „państwa prawa”, które w systemie demokratycznym miało stanowić swoiste cugle na najbardziej niebezpieczne wykwity ustroju opartego na powszechnym prawie do głosowania.

Uniwersalne zasady oświeceniowego „obiektywizmu” światopoglądowego i religijnego relatywizmu (tzw. „neutralność światopoglądowa państwa”) miały chronić mniejszości religijne przed dominacją większości. Z tego też powodu – czy w konstytucji USA, czy w innych oświeceniowych aktach założycielskich – bardzo silną rolę kontrolną nad masami pozostawiono elementowi arystokratyczno-oligarchicznemu, czy to poprzez cenzusy majątkowe i rasowe, czy to poprzez formę wyborów pośrednich, czy też nade wszystko poprzez ideę trójpodziału władz. Sprowadzała się ona w głównej mierze do wyodrębnienia stanu sędziowskiego, jako swoistej nowej kasty, faktycznie niezależnej od władzy demokratycznej. Wcześniej sędziowie byli ramieniem władzy monarszej; sądzili nie oni, lecz król, jako najwyższy suweren; sędziowie robili to tylko w jego imieniu. W nowym wspaniałym świecie mieli być źrenicą nie tyle demokracji, ile „obiektywizmu i humanitaryzmu” nowego prawa, stojącego ponad demokracją. Demokracja niekontrolowana zawsze mogła bowiem skutkować „groźbą” przejęcia suwerennej władzy przez „sfanatyzowany” lud, czyli przez chrześcijańską większość.

Fakty są takie, że cały system sądowniczy i wszelkiej maści trybunały powstałe w nowych porewolucyjnych, demokratycznych państwach były strażnikami dominacji majątkowej i politycznej nowej klasy społecznej – zrzeszonej w różnych masońskich sektach wielkomiejskiej oligarchii. Była to i jest klasa, która demokracji w XVIII i XIX w. użyła jedynie jako tarana przeciw chrześcijaństwu, a zwłaszcza przeciw tym monarchiom, które stały na drodze ich ideologii, broniąc wartości katolickich w życiu społecznym i gospodarczym. Tam gdzie monarchie zawarły sojusz z nowymi elitami, przetrwały. Państwa oporne, czyli głównie te katolickie, uległy „demokratyzacji”. Bynajmniej jednak nowym oligarchicznym elitom nigdy nie zależało na żadnej prawdziwej demokracji. Zawsze gardzili oni masami i bali się ich, zwłaszcza tam, gdzie zachowały one przywiązanie do wartości chrześcijańskich. Właśnie po to wymyślono niezawisłość stanu sędziowskiego, aby po dziś dzień –obok finansjery, mediów i służb specjalnych – stanowiły one gwarancję statusu quo, który obecnie możemy określić mianem systemu mafijnego.

Casus III RP

Polski przypadek jest o tyle ciekawy, że nasza rodzima oligarchia ma w ogromnej masie rodowód komunistyczny, a jej rdzeniem są organizacje przestępcze założone przez funkcjonariuszy dawnych służb specjalnych PRL (UB/SB, WSI). Ta nowa oligarcha, tak jak jej zachodni koledzy, ma w gruncie rzeczy takie same cele: zniszczenie w Polsce chrześcijaństwa, w celu całkowitej atomizacji społecznej narodu polskiego, co pozwoliłoby na pełne pasożytowanie na nim. To wszystko miałoby funkcjonować przy zachowaniu wszelkich pozorów „demokracji”, której klucz interpretacyjny znajdować się ma na wyłączność w rękach zależnej od mafiosów kasty sędziów, pełniących funkcję swoistych kapłanów demokracji. W takim właśnie porządku prawnym polskie sądownictwo ma funkcję kontrolno-nadzorczą nad polskim sejmem i rządem, na wypadek niekontrolowanego przez „elity” przejęcia władzy przez ludzi „którzy nie dorośli do prawdziwej demokracji”, jak to mawiał Bronisław Geremek. W tym układzie Trybunał Konstytucyjny, obok Sądu Najwyższego, jest kluczową instytucją osłaniającą postkomunistyczny (nie)ład.

Niewątpliwie zniszczenie, czy choćby tylko uzależnienie Trybunału i całej kasty sędziowskiej od władzy mającej demokratyczny mandat do rządzenia będzie niezgodne z obecnie obowiązującą konstytucją. Łamałoby to fundamentalną zasadę „państwa prawa”, rozpoczynając demontaż tak rozumianej „demokracji” w duchu realnie oligarchicznym, czyli systematu postkomunistycznej antychrześcijańskiej mafii. Nie ukrywam, że podpisuję się pod takim ewentualnym obrotem spraw obiema rękami. Partia PiS, jeśli chce pozostać intelektualnie uczciwą, musi wreszcie porzucić retorykę demo-liberalną, której korzenie mają taki sam rodowód, jak współczesne porewolucyjne państwa mafijne. Skuteczność prawicy o chrześcijańskim kręgosłupie moralnym musi się wszakże opierać na prawdzie. A prawda jest taka, że ten system, któremu Jarosław Kaczyński próbuje właśnie przetrącić kręgosłup, ma rodowód ewidentnie względem chrześcijaństwa wrogi. Nie da się go pogodzić z wartościami Cywilizacji Łacińskiej. Tertium non datur.

Filip Bauman

Dodaj komentarz