Odnowa biologiczna Europy

13 listopada 2015
Odnowa biologiczna Europy 
Paweł Zyzak

Kryzys imigracyjny zmienia mapę polityczną Europy. Wybory w naszej części Europy wygrywają tzw. „rządy silnej ręki”, kojarzone z prawicą. W rzeczywistości obywatele w chwili trwogi, po prostu wybierają formacje racjonalne. Mówią: „stop” eksperymentom kulturowo-etnicznym, fundowanym przez oderwane od zdrowego rozsądku formacje tzw. lewicy.

„Lewicy” tak zwanej, bo współczesna europejska, zachodnia lewica oraz wzorująca się na niej – a raczej za jej pieniądze – lewica z Europy Środkowowschodniej, nie odziedziczyła niemal nic z wrażliwości klasycznej lewicy XIX i XX w. Wyjątki pozostały przy hasłach walki z wyzyskiem robotnika, podniesienia warunków pracy i wzrostu płac pracowników fizycznych. Kiedy już ortodoksyjny marksizm skompromitował się w krajach „realnego socjalizmu”, oraz uległ marginalizacji w skutek de-industrializacji i stał się passe, zawodowa lewica przeskoczyła na nowych żywicieli.

Walkę klas zastąpiła walka płci. Stąd walka z Kościołem, mimo iż trudno go dziś powiązać z „klasą posiadającą”, odbywa się w orbicie właśnie „seksualności”. Walkę płci znamionują popularne problemy feminizmu, homoseksualizmu (w wersji upolitycznionej tzw. gay rights movement lub LGBTQ), rozwodów, zmiany płci, aborcji, zapłodnienia pozaustrojowego, itd. „Lewica” podsyca również walkę rasową, w imię tzw. marksizmu kulturowego. Aczkolwiek ów kulturowy marksizm jest w zasadzie orężem służącym do rozbicia bastionów konserwatyzmu, wszelkich instytucji broniących antycznej i chrześcijańskiej myśli, tradycji, a nawet pamięci o nich.

Symptomatyczne, że ewolucję komunistów, socjalistów i socjaldemokratów roku 1968 – przebiegała dokładnie w takiej kolejności – wieńczył najczęściej liberalizm. Znowuż nie liberalizm vide monetaryzm, itp. koncepcje ekonomiczne, ale liberalizm, za zasłoną którego kryje się olbrzymia biurokracja, przypominająca machinę, podpierającą i finansującą wyżej zarysowane koncepcje ideologiczne. Odwołując się do języka dawnych trockistów, Bruksela stała się „stalinowskim tworem biurokratycznym”.

Dekonstrukcja marksizmu kulturowego

Społeczeństwa europejskie reagują na problem imigracyjny, jak każdy zdrowy organizm człowieka na zagrożenie życia. Uruchamia się mechanizm obronny. Podświadomie odpowiadają w ten sposób na prowadzoną ponad ich głowami politykę atomizacji kulturowej Europy. Europejczycy rozumieją, że Bruksela czy Berlin nie prowadzą żadnej dalekowzrocznej polityki względem kryzysu imigracyjnego. Nie ma planów militarnej obecności na Bliskim Wschodzie, aby zakończyć wojnę domową w Iraku i Syrii, nie widać także planów relokowania tzw. „uchodźców” do ich domów, kiedy konflikt ten już ustanie. „Szczyty” jak ten maltański służą pacyfikacji malkontentów lub ustalaniu posunięć doraźnych. Europejczycy rozumieją, że dalekosiężna polityka jest prowadzona, ale wobec nich samych. Podpowiadają im to niektórzy europejscy przywódcy.

Pierwsze skrzypce gra tu aktualnie przywódca Węgier, człowiek, który, co ciekawe, z liberała stał się konserwatystą.

„Kto będzie w przyszłości zamieszkiwał Europę? – stwierdził Victor Orban na Budapesztańskim Forum Ekonomicznym – To pytanie kluczowe. Warto o tym mówić na poważnie. Ale zamiast tego bardziej przyjemne okazują się takie tematy, jak gender czy związki homoseksualne lub inne. Dominują dyskusje oderwane od życia. One nie pomogą Europie wyjść z zapaści gospodarczej i społecznej, do której wpadła. […]

Jestem głęboko przekonany, że Europa nie może budować swojej przyszłości na przybyszach, zamiast na rodzinie, a chcę Państwa tu ostrzec, że już powstają dokumenty Unii Europejskiej, które w tym właśnie szukają rozwiązania problemu demograficznego. […]

Oni chcą sprowadzić do nas kulturę, która ma całkowicie odmienny od naszego sposób pojmowania świata, mentalność, filozofię życia i zwyczaje. Ta kultura ma całkowicie odmienne podejście do pracy, do relacji międzyludzkich, do systemu społecznego i jego fundamentu czyli rodziny”.

Orban zakończył mocnym: „Stawką jest przetrwanie naszej cywilizacji oraz kultury”.

Mury, płoty i zasieki

Wydaje się, że ów mechanizm obronny społeczeństw włączył się jeszcze zawczasu, a nie poniewczasie. Odezwał się zanim Europę zatopiła milionowa powódź „uchodźców” z Azji i Afryki. W naturalny sposób na Bałkanach i wzdłuż Karpat tworzy się parawan państw stanowiących – w skutek wyborów politycznych obywateli – granicę dla współczesnej „wędrówki ludów”. Kryzys imigracyjny wzmocnił centro-prawicowy obóz wspomnianego premiera Orbana. Rządy Węgier, Czech i Słowacji połączyła, jak nigdy dotąd, wspólna polityka sprzeciwu, wobec niemieckiego dyktatu otwarcia uchodźcom drzwi.

W Chorwacji, której granice przekroczyło w tym roku 320 tys. imigrantów, w wyborach parlamentarnych, w ostatni weekend, zwyciężyli konserwatyści. Po tym, jak Węgry zamknęły swą południową granicę, strumień imigrantów skierował się na Zachód, czyli do Chorwacji. Rządzący tam socjaliści prowadzili politykę „współczucia”, tymczasem konserwatyści zamierzają pójść drogą Orbana i wybudować płot. Taki sam płot na granicy ze Słowenią postanowiła postawić Austria, której rząd do niedawna oskarżał premiera Węgier o hitleryzm wobec imigrantów. Słowenia, która nie radzi sobie z gigantycznym marszem przybyszów i prosi permanentnie Brukselę o pomoc, podobnież rozważa budowę płotu na granicy z Chorwacją. Serbia, która przyjęła część uchodźców z Chorwacji, poważnie ograniczyła dalszy limit przyjęć. Tam też dyskutuje się o płocie.

Polskę, dzięki zasiekom Orbana, ominął imigracyjny potok. Lecz i tu kryzys imigracyjny, można rzec, zasadniczo wpłynął na wynik ostatnich wyborów parlamentarnych. Główna centroprawicowa siła zdobyła parlamentarną większość i może utworzyć samodzielny rząd. Nadto dwa inne ugrupowania, sceptyczne względem imigracyjnej polityki brukselsko-niemieckiej, zdobyły kilkunastoprocentowy wynik. Jedno z nich uzyskało 42 mandaty w Sejmie.

Wreszcie rzecz kluczowa – Turcja. W Turcji w niedawnych wyborach parlamentarnych także zwyciężyła opcja „silnej ręki”. Na tamtejsze standardy, centroprawicowa Partia Sprawiedliwości i Rozwoju, aktualnego prezydenta Recepa Erdogana, zdobyła większość bezwzględną, bliską konstytucyjnej. Najbardziej krwawy w ostatnich dekadach zamach bombowy w Ankarze nie wpłynął znacząco na wyborczy wynik. Erdogan obiecywał Turkom stabilizację i suwerenność od polityki mocarstw. Obietnica ta okazała się wystarczającym afrodyzjakiem dla zlęknionych niepokojami obywateli. Erdogan prze obecnie do zmiany konstytucji, jak i kontynuuje walkę ze wspieraną przez Rosję partyzantką Kurdyjskiej Partii Pracy.

Turcja, a raczej stabilna Turcja, jest obecnie kurkiem blokującym „wędrówkę ludów” wszechczasów. Dzięki temu, że jeszcze żadna ręka i żadna siła go nie wyjęła, kraje bałkańskie mają czas żeby wybudować swoje płoty. Czas nie gra na niekorzyść takich państw jak Grecja i Włochy. Wciąż więc kryzys zagraża całej Europie.

Kryzys i odpowiedzialność

W jej zachodniej części coraz donioślejsze stają się głosy wzywające do budowy oraz ochrony zewnętrznej granicy Europy. Wsparł je nawet polski okaz sprawujący urząd przewodniczącego Rady Europejskiej. Swój apel skierował, co znamienne, do Berlina, sprawcy swego politycznego awansu. Uznał więc Niemcy nieformalnym przywódcą Unii Europejskiej, obnażając faktyczną transparentność tego bytu politycznego. By osłonić się przed zarzutem o sprzyjanie „radykałom”, „Prezydent Europy” potępił tych ostatnich. Wezwał również Niemcy do walki z „radykalnym populizmem”. Jeśli radykalnym populizmem jest nagłaśnianie problemów populus-ów czyli narodów, to czym w Brukseli zajmuje się współczesna „klasa urzędnicza”?

W każdym razie list „prezydenta Europy” zyskał w Europie rezonans. Dyskusji nad listem domaga się brytyjski premier, David Cameron. Kraje Europy Zachodniej znajdują się w sytuacji dalece bardziej skomplikowanej od tej, we wciąż względnie homogenicznych państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Tam islam rozpływa się w morzu starych europejskich nacji, ogranicza się do Albanii i Kosowa, ale jest islamem do pewnego stopnia już zeuropeizowanym, a nawet zeświecczonym. Na Zachodzie przedmieścia dużych i średnich miast są skolonizowane przez przybyszów świeżo przybyłych z Afryki i Azji. Nowi przybysze umacniają otaczające miasta „kotły”.

Przybysze ci, głównie wiary muzułmańskiej, żyją w gettach, nie asymilują się, a zarazem korzystają z państwowych subwencji. W państwie Camerona z wielkiej masy imigrantów spoza UE, która przez ostatnie cztery lata napłynęła na Wyspy, ok. 40%, czyli 223 tys., korzysta z przywilejów socjalnych. Z tego 66% pracuje i korzysta z dodatkowych przywilejów miejsca pracy. To nie są przybysze, którzy zamierzają powrócić tam skąd przybyli. Wiedzą o tym najlepiej sami obywatele.

Dlatego postawa inna od tej zaprezentowanej przez Camerona, wydaje się być dla polityka samobójczą. Mimo silnej pozycji w partii, dni kanclerze Niemiec Angeli Merkel mogą być w Niemczech policzone. Nie wydaje się, ażeby władzę w Niemczech odzyskali socjaliści czyli „lewica”, jak wykazaliśmy wyżej, z zasady obalająca wszystkie płoty i wszelkie bariery. Po prostu ktoś musi wziąć odpowiedzialność za słowa Merkel, które wywołały europejski kryzys imigracyjny. Raczej będzie to sama Merkel.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz