Nowy prezydent w koncercie mocarstw

27 maja 2015

Mocarstwa, zainteresowane wydarzeniami Polsce, przyjęły wynik wyborów prezydenckich umiarkowanie i po „mocarstwowemu”. Najwięcej atramentu w temacie zmiany warty na Krakowskim Przedmieściu wylała prasa niemiecka, ale Berlin to wszak nasz najbliższy i największy partner ekonomiczny. Waszyngton i Moskwa, których interesy polityczne należy przedstawiać globalnie, potraktowały zmianę polskiego prezydenta, jako wiadomość drugorzędną.

Sprzężenie zwrotne

     Jeśli analizujemy poglądy elit politycznych pod kątem prasy – zadanie bardzo karkołomne – odradzam poszukiwanie stanowiska np. rządu USA, w artykułach korespondentów „The New York Times” i „The Washington Post”. „NYT” od dekad ceni sobie współpracę z „Gazetą Wyborczą”, a wytłumaczenie przyczyn tej więzi nie jest wcale trudne. Cementowały ją od lat 80. bardzo intensywne kontakty między liberalnymi dziennikarzami a środowiskiem „Tygodnika Mazowsze”, którego redakcja zdesantowała się potem do „GW”. O wiele bardziej wyważony w sprawach polskich, abstrahując od tematów żydowskich, był zawsze „The Wall Street Journal”.

     Komentując opinie „NYT”, pozbawione zwykle opinii amerykańskich analityków, a nawet urzędników ambasady, media w Polsce pośrednio powtarzają opinie „Gazety Wyborczej”. Jaki ma to sens, skoro oryginał jest na wyciągnięcie ręki? W skąpych komentarzach, które dosłownie mignęły w amerykańskiej prasie i telewizji, w rzeczywistości nie było żadnych uszczypliwości, łatek i inwektyw, pod adresem polskiej opozycji czy Andrzeja Dudy. Dziennikarze większości mediów podeszli do swej wiedzy o Polsce z pokorą.

     Owszem, brakuje im wciąż precyzji w definiowaniu poszczególnych zjawisk w Polsce. Jednak nawet i nam, ciężko jest zdefiniować choćby Platformę Obywatelską. Media amerykańskie wybierają z przyzwyczajenia opcję: „center right”. PO zdążyła w ostatnich latach ewoluować dość mocno w lewo. Jej „prawicowość” jest już mocno dyskusyjna, nawet centrowość polega na utożsamianiu interesu partii z interesem państwa, dość typowym dla skorumpowanych partii władzy. Lepiej wychodzi jej szeregowanie PiS, jako formacji „social conservative” lub „conservative”. Stacja ABC, zgłębiając przyczyny popularności PiS, w czasach – jak podaje – „gwałtownego wzrostu gospodarczego” Polski, cytuje 53-letniego polskiego kolejarza:

     „Wzrost gospodarczy? Dla zwykłych obywatelu jest ledwo zauważalny. Oni dbają o standard życia pewnych grup społecznych […] nie zwykłych Polaków”.

     Rzeczony „The Wall Street Journal” sięga po opinie przedstawicieli obozu postkomunistycznego, ot, takiego Leszek Milera, który cierpliwie tłumaczy, że klęska Komorowskiego to odpowiedź narodu na poczynania jego kolegów z rządu PO. Jeszcze inną, nagminną nieścisłość, stanowi ów „eurosceptycyzm” PiS i Dudy. Konserwatystów brytyjskich, z którymi PiS współdziała w Brukseli, nazywa się tak rzadko. Wzmiankuje się przynajmniej o stabilnej „pro-amerykańskości” PiS i jej sceptycyzmie wobec Rosji. Jak w tym obszarze określić „centryzm” PO, ciężko do prawdy powiedzieć

W Rosji bez entuzjazmu

     Media niemieckie, od prawda do lewa, od Berlina po Frankfurt, z przykrością odnotowały przegraną kandydata partii proniemieckiej w Polsce. Pocieszają się większą nieufnością PiS do Moskwy, niźli Niemiec, oraz sympatią do Ukraińców. Jest pole do porozumienia – nie wprost konstatują. Za wtórne uznać należy emocje skrywane za komentarzami w rodzaju: „antyniemiecki” i „nacjonalistyczny” Kaczyński, którego partia ulega „dekaczyzacji”.

     Niemcy – a przynajmniej prasa – przyznają Dudzie „czyste konto”, co w obliczu kryzysu na Ukrainie jest stanowiskiem dość racjonalnym, pokazując wszakże, że powrotu do samodzielności w polityce zagranicznej – „nacjonalizmu” – nie będzie. Polski prezydent-elekt wysłał już sygnał, w wywiadzie dla „Financial Times”, że opowiada się za współpracą z Niemcami. Niestety współpracę z Niemcy, jak zwykle, trzeba rozpocząć od wynegocjowania nowej definicji współpraca.

     Media rosyjskie znacznie lepiej, aniżeli amerykańskie czy niemieckie, oddają myśli i wolę swej władzy. To zaleta, ale i piętno każdego reżimu. Z naukowego punktu widzenia, owa symbioza dała początek studiom „sowietologicznym” czy szerzej „kremlinologicznym”. Mając spolegliwe media, ciężej ukrywać własne humory.

     Przekaz mediów rosyjskich należy podzielić na dwa komunikaty: jeden przeznaczony dla obywateli i sąsiadów, drugi dla opinii światowej. Pierwszy z nich jest dość – jak na media rosyjskie – wyważony, vide kryzys na Ukrainie. Media rosyjskie są wręcz znakomicie poinformowane o tym, co dzieje się w Polsce, a nawet o tym, jak działa tutejszy ustrój. Zauważają, że kompetencje polskiego prezydenta są, przy niesparzającym mu rządzie, , dość mocno ograniczone przy. My zauważmy, że Putin zdążył nie tylko to zauważyć, ale i przetestować.

     Media rosyjskie poniekąd zdają się być zadowolone z klęski Komorowskiego. Może to odzwierciedlać charakter Putina, który cieszy się z klęsk swoich krytyków, bo politykę i krajową, i zagraniczną utożsamia ze szczęściem osobistym. Komorowski na ostatniej prostej urzędowania raczył dostrzec, że Rosja „ewoluowała” w złą stronę.

     „Niezawisimaja Gazieta” – już tylko w teorii – doszukuje się podobieństw pomiędzy PiS a ruchem politycznym Viktora Orbána. Na poszukiwaniach poprzestaje. Duda określił się już – stwierdza – jako zwolennik karania Rosji sankcjami i dał poznać, jako krytyk „miękkiej polityki” rządu PO-PSL. Ba, jest „zwolennikiem teorii spiskowych”, iżby samolot z Lechem Kaczyńskim na pokładzie eksplodował na terytorium Rosji, zresztą cały elektorat PiS jest „antyrosyjski”. Nie należy „karmić złudzeń”, co do Dudy i PiS – reasumuje gazeta nieboszczyka Bierezowskiego – na szczęście „nie powinniśmy przeceniać” możliwości sprawczych polskiego prezydenta w kwestiach gospodarczych i polityce zagranicznej.  

      Komunikat drugi wysyłany przez rosyjską prasę, ten „globalny”, ocieka starą, jak rosyjska/sowiecka polityka zagraniczna, propagandą, polegającą na jątrzeniu klasycznych schematów: rusofobicznego, polonocentrycznego i – oczywiście – antysemickiego. Główną tubą dla owego przekazu jest anglojęzyczny kanał Russia Today, oczko w głowie Kremla, główne narzędzie propagandy w warunkach wojennych.

     W Polsce w wyszydzaniu polskości, poprzez lansowanie wzmiankowanych, wyimaginowanych przywar, prym od lat wiedzie „Gazeta Wyborcza”. Dzieli w ten sposób polskie społeczeństwo, ale przed wszystkim psuje Polakom opinię na Zachodzie. Nie sposób się tedy dziwić, że „ekspert” tego właśnie środowiska, niejaki Radosław Markowski, jest głównym filarem propagandy rosyjskiej skierowanej do Zachodu. Kremlowska stacja cytuje jego wypowiedź z – a jakże – „The New York Times”.

     „Jeśli oni dojdą do władzy, Prawo i Sprawiedliwość – mówił Markowski – zbudują sojusze z Litwą i Ukrainą, i zaniedbają Niemcy oraz Francję. Mają głęboko zakorzeniony eurosceptycyzm”. Markowski wykonał zadanie. Russia Today natomiast ostrzega, że „twardogłowy” Duda może zantagonizować Europę swymi „sentymentami nacjonalistycznymi”. Przyznał bowiem, w debacie telewizyjnej, że „wszyscy ci, którzy przypisywali Polaków rolę w antyżydowskim pogromie w Jedwabnem w 1941 roku »szkalowali dobre imię swego kraju«”.

      Oto w jakim miejscu stoi obecnie Polska w polityce zagranicznym. Mówiąc delikatnie „wyjściowym”. Amerykanie dalej nic o nas nie wiedzą, a więc nie naumyślnie lekceważą, Niemcy irytują, kiedy ktoś na Wschodzie chciałby zostać taką Francją, a Rosjanie przypominają, że nie tylko „wyzwolili” Europę, ale i ustrzegli ją przed następnym Holokaustem, dezinformując tych pierwszych. Żeby na zgliszczach polskiej polityki zagranicznej coś powstało, trzeba lat pracy i „nacjonalistycznego” rządu na jesieni.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz