MSZ-u relacje z Polonią

11 maja 2014
Minister Spraw Zagranicznych Sikorski przedstawia w Sejmie informację o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2014 roku. (źródło: MSZ.gov.pl)

Konstytucja RP w bardzo patetycznych słowach swej preambuły mówi o więzach wspólnoty łączących Polaków żyjących w kraju z rodakami żyjącymi na całym świecie. Wspominając o obywatelach żyjących w kraju oraz ich prawach, nie można było nie wymienić Polonii, liczącej według różnych szacunków, około 20 milionów Polaków i osób pochodzenia polskiego. Słowa konstytucji to jedno, zaś praktyka wdrażania ich w życie to drugie.

Wspomniany fragment konstytucyjnej preambuły nie jest jedynym odniesieniem do Polonii. Kolejne znajduje się już w artykule 6. ustawy zasadniczej, a więc praktycznie na samym jej początku. Artykuł ten precyzuje nieco, jak powinny wyglądać wspomniane w preambule więzy pomiędzy Polską a Polonią. Głosi on, że „Rzeczpospolita Polska udziela pomocy Polakom zamieszkałym za granicą w zachowaniu ich związków z narodowym dziedzictwem kulturalnym”. Jest to niewątpliwie zadanie bardzo doniosłe, a jednocześnie wymagające przygotowania i realizacji całej spójnej polityki wobec rozsianej po świecie Polonii. Pytanie, czy polskie władze są w stanie realizować te postawione przez Konstytucję zadania tak jak powinny?

Wykonastwo po polsku

Spodobało mi się określenie, bardzo obrazowe, użyte przez Rafała Ziemkiewicza w jednym z jego felietonów. Porównał on życie w Polsce do poruszania się w kisielu – niby da się chodzić, ale każdy ruch jest spowolniony, każdy krok okupiony ogromnym wysiłkiem, który można by było przeznaczyć na produktywne działania. Było to kilka lat temu, jednak sytuacja nie uległa jakiejś diametralnej poprawie. Wciąż jesteśmy bombardowani kolejnymi przepisami prawa, tworzonymi dla doraźnych potrzeb, bez zastanowienia, bez rozeznania czy przepisy te są spójne z resztą systemu prawnego państwa. Wreszcie czy są one w ogóle komukolwiek potrzebne. Opinię o tym, że polskie ustawodawstwo jest niespójne, niejasne, tworzone w sposób bałaganiarski i byle jaki usłyszy już student pierwszego roku prawa. W ciągu następnych lat studiów można się jedynie utwierdzić w tym przekonaniu.

Rzeczpospolita zatrudnia, dla realizacji swoich zadań, w tym też do tworzenia prawa, armię urzędników – w ciągu ostatnich kilku lat, gdy w niektórych innych państwach doszło do redukcji biurokracji, w Polsce obserwowaliśmy trend odwrotny. Efektem jednak nie jest ani wzrost jakości stanowionego prawa, ani zwiększenie sprawności załatwiania spraw. Można zaryzykować dalsze wnioski – spowodowało to jeszcze większą bezkarność, wzrost tendencji do szastania publicznymi pieniędzmi i rozmycie się odpowiedzialności za błędy. Dla zwykłych obywateli oznacza to marsz w jeszcze gęstszym „kisielu”. Dla Rzeczpospolitej – kontynuację bylejakości i zepsucia.

Wpadka „znajomych Królika”

Wracając jednak do głównego tematu niniejszych rozważań, do Polonii. We wspomnianej bylejakości działań polskiego państwa zawarta jest też bylejakość działań wobec Polonii. Mowa o działaniach Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W ubiegłym roku skandal wywołały doniesienia Najwyższej Izby Kontroli, o tym, że konkurs przeprowadzony w ramach projektu „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą” delikatnie mówiąc „odbiegał od standardów przejrzystości”.

Przypomnijmy – MSZ miało do rozdania w formie dotacji 58 milionów złotych – a więc kwotę stosunkowo niewielką. Jednak przebieg konkursu potwierdza regułę, że sprawy w Polsce najłatwiej załatwia się poprzez znajomości, i że wystarczy należeć do grupy „krewnych i znajomych Królika”, by uszczknąć coś dla siebie z tego tortu. Ze względu na skalę zjawiska, można ten proceder uznać wręcz za konstytucyjną zasadę obowiązującą w III RP.

Tak też było w przypadku wspomnianego konkursu – z jego regulaminu usunięto standardowy zapis, że ubiegać się o dotację mogą jedynie organizacje z przynajmniej kilkuletnim doświadczeniem w działalności jako NGO. I tym sposobem mogła w nim wziąć udział także Fundacja Rozwoju Myśli Obywatelskiej, która powstała zaledwie kilka miesięcy przedtem i nigdy nie zajmowała się projektami polonijnymi. Tymczasem nagle Fundacja otrzymała 1 400 000 zł na realizację aż trzech swych projektów.

Zaskakujące? Nie tak bardzo, gdy weźmie się pod uwagę powiązania towarzyskie wykryte przez NIK. Asystent odpowiedzialnego za konkurs wiceministra spraw zagranicznych Jana Ciska , Sebastian Mitrowski, jest dobrym znajomym prezesa Fundacji, Piotra Kłyka. Swego czasu Mitrowski był zatrudniony przez firmę Kłyka. Na tym jednak nie koniec – żona drugiego z asystentów wiceministra, Macieja Szymanowskiego, była zatrudniana już bezpośrednio przez samą Fundację. Przykrą konsekwencją „wypłynięcia” sprawy w mediach i raporcie NIK była utrata stanowisk przez trzech wspomnianych urzędników.

Polsko-Polonijna solidarność

Podany tu przypadek, biorąc pod uwagę skalę przepływów środków z dotacji na różne cele, jest zapewne tylko wierzchołkiem góry lodowej. Naczelna zasada o „wspieraniu kumpli” obowiązywać będzie w najlepsze, jedynie wszyscy sprytni urzędnicy przez jakiś czas będą bardziej się pilnować.

Powyższy przekręt odbił się głośnym echem również podczas IV Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy. Mianowicie delegaci przyjęli uchwałę, w której wyrazili brak zaufania do działań MSZ i poprosili komisje sejmowe i senackie o wnikliwe patrzenie na ręce urzędników z MSZ przy projektach związanych ze wsparciem dla Polaków poza granicami kraju. Ministerstwo zapewniło, że do nieprawidłowości więcej nie dojdzie.

Kto jednak jeszcze wierzy w takie zapewnienia? Przyczyny problemu, który jest w Polsce problemem systemowym, nie zostały zlikwidowane i w najbliższym czasie należy przypuszczać, że nie zostaną. Określona w preambule Konstytucji więź pomiędzy Polakami w kraju i rodakami za granicą nabiera całkiem nowego charakteru – nie jest to już tylko wspólnota kultury i dziejów, ale także wspólnota ludzi mających do czynienia z tą samą niekompetencją, bylejakością oraz powszechnym „kolesiostwem”. Zanosi się na to, że jeszcze jakiś czas Polacy i Polonusi solidarnie brodzić będą w tym samym „kisielu”.

Kornel Kwiatek
Autor jest absolwentem prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, obecnie odbywa aplikację radcowską.

Dodaj komentarz