Moje typy

13 listopada 2015
Moje typy 
William T. Russel

Chcę tym razem podzielić się z czytelnikami moimi przemyśleniami na temat prawyborów w Partii Republikańskiej. Przedstawię mój typ, czyli kandydata, który na tym etapie dziejów byłby najlepszym prezydentem USA, a zatem również najlepszym rozwiązaniem dla sojuszników Ameryki, w tym Polski.

Uważam się za konserwatywnego republikanina. Jako taki siedem ostatnich lat rządów Obamy postrzegam jako kompletną katastrofę dla Stanów Zjednoczonych. Obama popsuł prawo, suwerenność państwa, gospodarkę, prawo własności, rodzinę oraz indywidualne wolności. Obama dopuścił się nawet cynicznej eksploatacji różnic rasowych. Uczynił świat miejscem znacznie mniej bezpiecznym, hołubiąc wrogów wolności i permanentnie obrażając tradycyjnych sojuszników Ameryki.

Rządy Hillary Clinton, która prawdopodobnie zostanie kandydatem Partii Demokratycznej, będą nie mniej niszczące. Najważniejszym wyzwaniem, przed którym stoją dziś Stany Zjednoczone, jest restauracja rządów wokół naszych fundamentalnych pryncypiów oraz wspieranie zdrowych zasad rynkowych, a także ochrona granic państwa oraz indywidualnych praw naszych obywateli. Wreszcie będzie to uznanie i ponowne sprzymierzenie się z naszymi tradycyjnymi sojusznikami.

Sądzę, że najlepszym prezydenckim wyborem byłby senator z Teksasu Ted Cruz oraz Carly Fiorina w roli wiceprezydenta. Wyróżniają się oni zdecydowanie spośród obecnej, najsilniejszej od czasów Ronalda Reagana, grupy kandydatów. Każdy z nich będzie lepszym wyborem od Hilary Clinton oraz kandydata z ławki demokratów. Swój typ opieram na ocenie charakteru Cruza i Fioriny, ich oddaniu założycielskim wartościom, oraz temu, jak ta kombinacja kształtuje ich poglądy na różne sprawy. Ponadto swój wybór opieram na szansach na zwycięstwo wyborcze.

Nim przejdziemy w tych rozważaniach dalej, wyjaśnijmy pewne terminy. Poprzez „republikański establishment” rozumiemy partyjnych „działaczy”, którzy sprawują kluczowe funkcje w partyjnych strukturach na poziomie stanowym i krajowym. Niektórzy członkowie „establishmentu” sprawują wybieralne funkcje prawodawcze wewnątrz partii, inni mogą być wpływowymi osobistościami lub donatorami, którzy nadają partii kierunek za kulisami. „Republikańska baza” odnosi się do zarejestrowanych wyborców, głosujących zarówno w prawyborach, jak i w wyborach krajowych. Partia Herbaciana (ang. Tea Party) stanowi zaś luźny zlepek wyborców, w większości republikanów i niezależnych, zaniepokojonych kierunkiem, jaki obiera kraj, domagających się mniejszego rządu, niższych podatków. Są to wyborcy, którzy wierzą w fundamentalne amerykańskie pryncypia.

Kandydaci z outsidu

We wczesnych fazach kampanii prezydenckiej „outsiderzy” lub kandydaci nie-polityczni zdominowali pole prawyborcze. Największą uwagę przyciąga biznesmen celebryta Donald Trump. Skupił się na najbardziej istotnych troskach wyborców: nielegalnej imigracji i jej wpływie na naszą gospodarkę oraz na bezpieczeństwie narodowym. Jego ekstrawagancki styl bycia i przekazywane treści zaskarbiły mu duże poparcie społeczne. Bitewny i nieprzepraszający ton Trumpa odróżnia go od polityków establishmentowych, aczkolwiek jego zgryźliwa natura każe mi toczyć wiele niepotrzebnych walk.

Wkrótce uderzy weń wparcie finansowe, którego udzielał kampanii wyborczej Hillary Clinton do senat. Sądzę, że kiedy jego przeszłość zostanie dobrze naświetlona, wielu wyborców dostrzeże, że poglądy Trumpa zależą od względów biznesowych i praktycznych. Jego kandydatura zacznie blednąć, a on sam zniknie z czołówki. Aczkolwiek nie można wykluczyć, że korzystając ze swej przedsiębiorczości oraz organizacyjnych i rynkowych umiejętności, Trump zdoła zneutralizować wszelkie wątpliwości i skończyć wyścig prawyborczy jako kandydat. Niezaprzeczalną wartością, jaką wniósł do politycznego dyskursu, jest wreszcie otwarta debata o niebezpieczeństwach wynikających z niekontrolowanej nielegalnej imigracji, bez ryzyka bycia nazwanym rasistą.

Ben Carson jest znanym neurochirurgiem pediatrą. Zasłynął krytyką Obamę za przejęcie państwowego systemu ubezpieczeń. Błyskotliwy, ale jednocześnie łagodny doktor, cieszy się dużym szacunkiem wszystkich stron, za swe dokonania, jak i charakter. Carson przyznaje, że nie planował kandydowania w wyborach prezydenckich. Uległ, proszony przez setki tysięcy osób. Wchodząc dopiero do polityki, Carson wciąż precyzuje swe przemyślenia i poglądy na wiele istotnych spraw. Było to widać podczas debaty prawyborczej, która odbyła się 28 października. Słabnie przez to jego poparcie. Carsona szanują nawet wyborcy sprzyjający innym kandydatom. Wielu z nich uważa, że prezydent powinien wysłuchać jego zdania w sprawach socjalnych i zdrowia.

Carly Fiorina to była sekretarką w Hewlett-Packard, która pnąc się po szczeblach kariery, w końcu została prezesem wykonawczym swej firmy. Jest bardzo elokwentną bizneswoman, z wypracowanymi już poglądami na wiele spraw. Jej doświadczenie w prywatnym sektorze mocno kontrastuje z karierą polityczną Hilary Clinton. Fiorina pokazała się ze znakomitej strony we wszystkich trzech debatach, prezentując dużą koncentrację, zdyscyplinowany intelekt i dobre przygotowanie. Mnie przypominała Margaret Thatcher.

Fiorina jest jednym z kilku kandydatów, którzy mówią o Polsce, jako o kluczowym sojuszniku Stanów Zjednoczonych. Jej dokonania stawiają ją w znakomitym położeniu w wypadku starcia z Hillary Clinton – ma przewagę na wszystkich frontach. Oto najlepsza jej wypowiedź z ostatniej debaty: „Może nie jestem jeszcze kandydatem z waszych snów. Mogę was jednak zapewnić, że jestem największym koszmarem Hillary Clinton”. Rzeczywiście jest. Słabym punktem Fioriny są masowe zwolnienia w Hawlett-Packard. Równocześnie panuje opinia, że Fiorina ocaliła giganta w okresie „tech buble burst” w późnych latach 90., czyli dewastującej rynek informatyczny depresji. Mimo słabych punktów, już tylko obecność Fioriny w prawyborach osłabia ataki Hillary Clinton na republikańskich kandydatów. Clinton nie może się nadto przedstawiać, jako jedyny kandydat-kobieta.

Walka o trzecie miejsce

Wśród sześciu wiodących kandydatów jej dwóch aktualnych senatorów i jeden były gubernator. W sondażach plasują się oni bardzo blisko siebie. Rywalizują o trzecie miejsce. Z tych trzech kandydatów, jeden wyraźnie należy do republikańskiego »establishmentu”, jeden jest z nim związany, a ostatni jest zupełnie niezależny od jądra partii.

Jeb Bush jest byłym gubernatorem Florydy i bratem byłego prezydenta George’a W. Busha. Uznawany jest za faworyta establishmentu. Wytracił dotąd bardzo dużo swego poparcia. Miał fatalne wystąpienie podczas październikowej debaty. Ośmieszył się „tanim” personalnym atakiem na Marco Rubio, senatora z Florydy. Rubio skutecznie odparł atak, pokazując na tle Busha klasę. Obecnie wygląda na to, że Rubio zjednał sobie popierających dotąd Busha establishment i przejmuje jego sponsorów.

Drugim senatorem w wyścigu jest Ted Cruz z Teksasu. Obaj z Rubio mają jedną przewagę nad Bushem – zdobyli senatorski urząd dzięki wydatnemu poparciu Partii Herbacianej. Obaj znakomicie zaprezentowali się podczas debaty z 28 października. Potrafili sprawnie odpierać pytania z gatunku „mam cię” prowadzących. Pytania miały ich ośmieszyć. Skutecznie pokazali, jak działa lewicowa stronniczość mediów, zarówno w debacie, jak i podczas całych wyborów. Rubio i Cruz są dziećmi imigrantów kubańskich i mają duże rozeznania w sprawach polityki zagranicznej.

Dlaczego Cruz?

Różnica pomiędzy Rubio i Cruzem jest taka, że Rubio starając się kiedyś o mandat senatora cieszył się poparciem establishmentu. Cruz, by uzyskać kandydacką nominację, musiał pokonać przedstawiciela establishmentu. Rubio rozzłościł wielu republikanów z bazy popierając plan mający otworzyć nielegalnym imigrantom drogę do obywatelstwa. Dowiódł więc, że jest gotów na kompromisy w kwestii prawa i zasad, pod wpływem własnych odczuć lub politycznej korzyści. Cruz pozostał przy zasadach, elokwentnie wypowiadając się za silnymi, konserwatywnymi środkami wobec imigracji, edukacji, podatków, obrony i polityki zagranicznej.

Największym prawdopodobnie wyzwaniem dla wszystkich kandydatów republikańskich jest głęboki brak zaufania elektoratu do tych, którzy pełnili jakieś stanowisko w Waszyngtonie. Panuje obrzydzenie do tych polityków, których wybrano, gdyż obiecywali walkę z Obamą. Tylko czasowo byli wierni sentymentom społecznym. Owa percepcja wymierzona jest obecnie w każdego, kto sprawuje obieralny urząd. Wzmacnia równocześnie „outsiderów” Trumpa, Carsona i Fiorine. Percepcja ta może okazać się niszcząca dl każdego, kto demonstrował gotowość do zmiany poglądów ze względu na polityczną korzyść. Dla wielu spośród republikańskiej bazy, Rubio zbratał się z republikańskim establishmentem i już dokonał kompromisu w kluczowych kwestiach, takich jak amnestia dla nielegałów.

Ted Cruz jest jedynym kandydatem, który może uzyskać polityczny balans, pozostając przy zasadach, a jednocześnie zachowując zdolność ściągania poparcia z całego spektrum kandydatów. Opiera swoje stanowiska na wartościach, broni ich z wielką elokwencją, przyciągając do siebie ludzi, a nie podąża za politycznym tłumem. Sądzę, że w najbliższych miesiącach wysunie się na czoło prawyborów.

Spoglądając na cały szereg kandydatów republikańskich, sądzę, że najlepszą drużyną, która nie tylko zwycięży wybory, ale zapewni przyzwoite rządy i przywództwo dla naszego kraju w tych trudnych czasach, będą Cruz i Fiorina. Podkreślą znaczenie naszego narodowego charakteru oraz jego założycielskich zasad, znaczenie prawa i wolności, na rynku, jak i w klasach. Na powrót złączą nasz rząd ze społeczeństwem, a nasz kraj z jego sojusznikami.

Wiliam T. Russel (tłumaczył Paweł Zyzak)

Dodaj komentarz