Malejący Trump

5 października 2015
politifact_photos_trumpgeorge

Wyrównuje się czołówka w prawyborach w Partii Republikańskiej. W najnowszym, październikowym sondażu dla NBC News/”The Wall Street Journal” Donald Trump zanotował aż 7-procentowy spadek w zestawieniu z wynikami wrześniowymi. Słupki kandydatów z pierwszych miejsc uległy spłaszczeniu, a zarazem urealniły się i przybliżyły do preferencji już wyborczych.

Elektorat republikański przestaje postrzegać prawybory, jak zabawę i plebiscyt. Wyborcy traktują Donalda Trumpa równie instrumentalnie, jak on ich. Dali mu obnażyć swą wiedzę i osobowość, pogrozili „nim” establishmentowi partyjnemu i z wolna odkładają, jak zabawkę, która się po czasie nudzi, na bok. Trump wciąż przewodzi z 21%. Na drugim miejscu jest Carly Fiorina z 16% (wzrost o 10%), na trzecim establishmentowy Jeb Bush, wreszcie Marco Rubio (10%), Ben Carson (10%) i gubernator New Jersey, Chris Christie z 7%.

Słabnięcie Trumpa w sondażach to skutek zanikania efektu świeżości. Wyborcy coraz pilniej zaczynają przysłuchują się jego poglądom. Trump, który prowadził otwartą, zaczepną wojnę z mediami, zarówno „lewicowymi”, jak i „prawicowymi” oraz politykami z „prawa” i „lewa” znalazł się w pułapce. Przykładem jest bezpardonowy atak, jaki „The New York Times” przeprowadził na jego aktualną małżonkę, atrakcyjną byłą modelkę i bizneswoman. Gazeta opublikowała naszpikowany błędami faktograficznymi, tj. wiek, artykuł, gdzie pojawiły się sugestie, co do słabości intelektualnych kobiety oraz jej konserwatyzmu, jako żony i matki.

Wyborcy – nie tylko Amerykanie – generalnie ujmują się za atakowanymi, szczególnie atakowanymi w sposób niemoralny. Jednakże Trump atakowany, to nie to samo, co Trump atakujący. Jego jedynym obrońcą są… prawicowe media i prawicowi politycy, których dotąd atakował, często w sposób mało elegancki, za recenzję własnych poglądów, a raczej ich braku. Wyborcom konserwatywnym podoba się finansowa niezależność Trumpa i jego determinacja w osiąganiu celów, jednakże nie narażą oni – zwłaszcza w polityce zagranicznej – na skutki ekscentryzmu filary polityki postawione kiedyś przez Ronalda Reagana. Wyborca koniec końców zagłosuje na doświadczenie… oraz stabilność.

Niepokoją choćby opinie Trumpa dotyczące zachowania Rosji na arenie międzynarodowej. Trump lubi podkreślać, że Władimir Putin, w przeciwieństwie do Obamy, jest „szanowanym” liderem. Jest „szanowany” i „lubiany” także u siebie w kraju, czego dowodzą sondaże… „Każdy polityk w naszym kraju chciałby mieć 80% poparcia społecznego” – mówi Trump. Dodajmy, że chciałby także mieć własne ośrodki badań opinii publicznej, media, policję i parlament.

Trump od dawna zapraszał Putina do Syrii, aby pomógł zwalczać Państwo Islamskie. Kiedy Putin już przybył i rozpoczął swą misję wpierw od niesienia pomocy kurczącemu się terytorium Al-asada, Trump jest przekonany, że wkrótce Putin pomoże zwalczać także ekstremistów… Wyborcom pachnie to naiwnością George’a Busha i Baracka Obamy, bo przeciętny, przedsiębiorczy Amerykanin zastanawia się jednak, jaki Rosja ma interes, że komuś pomaga. Nieco bardziej oczytany Amerykanin wie zaś, że Rosja, wcześniej ZSRS, od zawsze starały się usadowić w basenie Morza Śródziemnego, a jeszcze bardziej zaznajomiony z geopolityką obywatel zauważy, że obecność Rosji, nigdzie i nikomu nie gwarantuje stabilności, i Rosję trudno, kiedy już wejdzie, wyprosić.

Nie we wszystkim Trump się myli i podoba się w nim brak doktrynerstwa. Zapytuje bowiem słusznie, kto to są ci „umiarkowani rebelianci”, którym USA obecnie pomagają? Powiedzmy szczerze, że nikt w Ameryce, i w mediach i wśród polityków, nie próbuje opisać poglądów „umiarkowanego” Syryjczyka. Nikt się bowiem nie łudzi, że to kwestia proporcji islamu i świeckości. Nikt też nie tłumaczy, dlaczego „umiarkowany” Al-asad nie połączy sił z „umiarkowanymi” rebeliantami przeciwko nie-umiarkowanemu Państwu Islamskiemu.

Słuszne uwagi Trumpa to za mało, by wejść w rolę obecnego Reagana. A czasy temu sprzyjają. Nawet niektóre związki zawodowe gotowe są poprzeć kandydata republikaów, w pierwszym rzędzie The Teamsters. Kierowcy trucków mają długą tradycję stawiania na kandydatów prawicy, włącznie z najbardziej antyzwiązkowym w dziejach Ameryki – Ronaldem Reaganem.

WAP

Dodaj komentarz