Luter z Jasienicy

31 sierpnia 2014
Wojciech_Lemański_byVetulani_edited

Od zachodu Bielsko-Biała graniczy z miejscowością Jasienica. Stamtąd, aż do Cieszyna roztacza się obszar zamieszkały przez liczne skupiska ludności protestanckiej. W Jasienicy akurat znajduje się zbór ewangelicko-augsburski. Z jednym z jego parafian uczęszczałem nawet do technikum. Lecz nie do tej, a innej Jasienicy dotyczą poniższe rozważania, choć też protestującej.

Fundament nowego Kościoła

Wiele napisano już o bojach ks. Wojciecha Lemańskiego z władzami polskiego Kościoła. Wsłuchując się w wypowiedzi tego księdza, obserwując jego czyny i sposób bycia, można było się spodziewać, że niedługo zawędruje na Przystanek Woodstock. I zawędrował. W sposób iście gwiazdorski. Nie zahaczył o, funkcjonujący na obrzeżach pola, Przystanek Jezus. Kroczył ścieżką wytyczoną przez świeckich: Tadeusza Mazowieckiego, Leszka Balcerowicza, Tomasza Lisa, Monikę Olejnik, Janinę Paradowską, Michała Ogórka, Manuelę Gretkowską, seksuologa Zbigniewa Lwa-Starowicza, a ostatnio Marię Czubaszek, Magdalenę Środę i Agnieszkę Holland. Trafił bez przystanku, prosto na scenę Akademii Sztuk Przepięknych.

Ks. Lemański na trwałe przyssał się do statusu celebryty. Wiedział więc na pewno, jakie to polityczne „moce” reprezentują powyższe nazwiska. Lemański nie wygląda na półinteligenta, zatem zdaje sobie sprawę z minimalnej odległości jaka dzieli scenę Akademii Sztuk Przepięknych od Wioski Kryszny, woodstockowego pierwiastka duchowości. Prawdą jest, że nie był jedynym duchownym w historii ASP. Wcześniej, w talk show Owsiaka, będącym próbką świata wartości tego człowieka, wystąpili biskup Tadeusz Pieronek i ks. Adam Boniecki. Jednak żaden z nich nie zadomowił się w owym miejscu kultu na tyle, by rzec raczej do raczej bezbożnej młodzieży:

„Czy nasi biskupi się zmienią? […] »To pokolenie musi wymrzeć«. Brzydkie słowa, ale oni się już nie zmienią. Może być tak, że wy, nowe pokolenie, wniesiecie nowego ducha, nowy entuzjazm, nową aktywność do Kościoła”.

W objęciach Mistrza

Ks. Lemańskiemu biskupi zaczęli przeszkadzać od momentu, gdy rozespanych zmusił ich wreszcie do reakcji obronnej. Sprowokowani poczęli prostować jego „nauki”. Lemańskiemu znudziła się rola pasterza, zapragnął więc zostać, tak jak w swej początkowej fazie Luter, „głosem sumienia” Kościoła. Skąd taka ambicja prowincjonalnego proboszcza? Klucz polega zapewne na prostocie. Zauroczeni księdzem parafianie zwrócili się doń kilkakrotnie: „Ksiądz tak ładnie mówi, taki uczynny, taki młody. Ksiądz to powinien zostać biskupem!”. No i wewnętrzny „Mistrz” Lemańskiego zaczął nawlekać nić pychy.

Halina Bortnowska, znana ekspertka od lustracji i bioetyki, czyli summa summarum moralności, zobaczyła w Lemańskim „Samarytanina z przypowieści”. „[…] Zdecydowany, odważny w służbie, nie staje nad steranym człowiekiem, by rzucać mu rady. – rzekła – Klęka, opatruje rany, dźwiga w bezpieczne miejsce. Nasłuchuje głosu Mistrza wewnętrznego. Wobec zranionych jest pokorny. Napada na zbyt pewnych siebie”.

Taki, wypisz wymaluj „samarytanin” Rambo, inspirowany przez tajemniczy wewnętrzny głos: pogłaszcze jak boli, ale, jak trzeba, cwaniakowi zapier… To nie wszystko. Lemański to także męczennik. Ponownie Bortnowska: „Pisałam wcześniej, że ks. Wojciech od dawna jest ofiarą mobbingu. […] Co możemy robić, by pomóc mobbowanemu? Nie przyjmować punktu widzenia dręczycieli. I wytrwać przy nim, nawet gdy traci cierpliwość i postępuje impulsywnie”.

Sam nigdy nie należałem do istot przesadnie pokornych, ale szczęśliwie jeszcze pokorę potrafię zdefiniować. W przeciwieństwie do ks. Lemańskiego nie szukałem nigdy pracy w instytucji, która jest oparta na pokorze i wymaga podporządkowania się dogmatom, które od dwóch tysiącleci definiują umysły nadprzeciętne. Tymczasem zarówno z ks. Lemańskiego, jak i jego muzy Bortnowskiej, żaden jest rzeczywisty bioetyk, a i tak średni teolog.

Idźmy za przykładami. Wbrew „nauce” Lemańskiego, procesy zachodzące w naturze, nie podlegają ocenie moralnej, jak dzieje się to z procesami, których motorem jest człowiek. Księżycowi, który znajduje się nie-w pełni, nie zrzucamy braku moralności, kreta nie obwiniamy o szkody popełnione na grządce, lecz wykurzamy. Ks. Lemański, o ile czuje się jeszcze częścią wspólnoty katolickiej, nie powinien również wahać się w kwestii zapłodnienia na szkle. Niemoralna procedura jest niemoralna, a skoro tak, to z czasem okaże się destrukcyjna.

Jeśli ks. Lemański chce zdejmować z ludzi cierpienie, powinien raczej wymodlić sobie charyzmaty i ludzi uzdrawiać, a nie podpowiadać im rozwiązania w rodzaju: „róbta co chceta” i „wszystko jest dla ludzi”. Cierpienie powinno nas uświęcać, szlifować naszą duszę i wolę, byśmy się stawali wewnętrznie lepsi. Cierpienie uczy pokory. Zatem ks. Lemański wcale, uprawiając swą działalność publiczną, nie cierpi, niczym ofiara mobbingu, lecz znajduje się w stanie permanentnej euforii. Właśnie owa euforia, a nie pokora staje się paliwem ks. Lemańskiego.

Eksterminator

Postępowanie ks. Lemańskiego w obliczu medialnej burzy, istnego ślinotoku chmary dziennikarzy, demaskuje jego intencje. Otrzymawszy zakaz wypowiedzi medialnych, prowokacyjnie wręcz pojawia się w miejscach, gdzie te oczekiwać będą na jego „niespodziewane nadejście”. Przecież zupełnie przypadkiem znają najmniejszy szczegół konfliktu Lemańskiego z kurią.

Tłumaczenia ks. Lemańskiego ocierają się, jak dla mnie, o cynizm i pogardę dla rozsądku i powagi. Swój występ na Woodstocku wytłumaczył następująco: „[…] Ten przekaz, nie wiem z jakiego powodu, stał się przekazem, który trafił do szerokich kręgów społeczeństwa, a przecież nie był skierowany do wszystkich […]”.

A może jednak pomylił się? Tak, gdyby tylko od dawna nie podsycał na łamach „Gazety Wyborczej” wrogości wobec hierarchów kościelnych. Od miesięcy przekonuje tam, że laicyzacja jest winą biskupów i księży. Amboną uczynił twierdzę środowiska, które od lat laicyzuje społeczeństwo, próbując bez powodzenia wedrzeć się do Kościoła, by i ten zlaicyzować. Środowisko to nie laicyzuje jakimiś tam spektakularnymi metodami leninowskimi, w rodzaju „księża na Sołówki”. Gdyby ks. Lemański poczytał o rozwoju umysłowym środowiska stojącego za tą gazetą, wiedziałby, że jeszcze w latach 70. uznało ono wyższość Antonio Gramsciego nad sowieckimi brutalami.

„Dziś odpowiedzi nie należy szukać u Lenina, Trockiego, Mao czy nawet Marcuse’a którzy studiowali metody przymusu. – pisał ostrzegawczo w piśmie “Commentary” w 1983 r. Leopold Tyrmand – Gramsci wiedział więcej. On wiedział, że komunizm najlepiej narzuca się nie za pomocą fizycznego przymusu, ale subtelnie, podstępnie, grając na impulsach współczucia, które kryją się w każdym z nas”.

Inny, do niedawna mobbingowany duchowny, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, nawoływanie ks. Lemańskiego do skończenia z epoką „dinozaurów”, słusznie przyrównał do postulatów „księży patriotów”. Księża ci, inspirowani przez reżim komunistyczny, porzucali lojalność wobec swych przełożony, by tworzyć Kościół „z ludzką”, a nie cierpiętniczą twarzą. Przydatny w budowie raju na ziemi.

Osobiście zgadzam się ze zdaniem, że Episkopat obecnie sam skręca na siebie bat. Jednak powodów, jak i skostnienia hierarchii doszukuję się w czynnikach poza-Lemańskich. Z grubsza, wynikają one z panicznego strachu przez „upolitycznieniem” swych działań, strachu wychodowanego w Kościele przez komunistów, a po 1989 r. podtrzymywanego przez gramscian. Jest to przyczyna bierności, która do czasu podobała się ks. Lemańskiemu i jego spowiednikom z „Gazety Wyborczej”.

Kościół jednak odziedziczył po przodkach pewną mądrość. Ks. Lemański uważa, że wszyscy biskupi i proboszczowie powinni być tacy, jak ks. Lemański: energiczni, uczynni i „otwarci”. Biskupi są natomiast zdania, że tacy księża, jak Lemański, Pieronek i Boniecki, też są w Kościele potrzebni.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz