Lekcja ekonomii na Ukrainie

13 listopada 2015
Lekcja ekonomii na Ukrainie 
Dawid Rudnicki

Sytuacja na Ukrainie, tuż za naszą wschodnią granicą daje dużo do myślenia, nie tylko w aspekcie militarnym, ale także ekonomicznym, na co zwraca się uwagę mniej lub wcale. Mam tu na myśli kryzys, który wystąpił tam w skali mikro, a który może wystąpić w skali makro, na całym świecie, w każdej, można powiedzieć, chwili. Składają się na to przede wszystkim ogromne zadłużenie państw, w tym Polski na ok. 1 bln zł, ciągły przyśpieszający dodruk pieniądza, bez precedensu w historii świata, dalej ceny akcji na swoich historycznych maksimach oraz bardzo drogie nieruchomości za sprawą tanich i powszechnie dostępnych kredytów.

 Ukraińska hrywna, straciła ok. 70% swojej wartości wobec dolara amerykańskiego, na sutek wycofującego się kapitału zagranicznego z ukraińskiego rynku obligacji i akcji. Za hrywny, które otrzymali zagraniczni inwestorzy ze sprzedaży tych pozycji, zakupili dolary amerykańskie powodując ten znaczący spadek ukraińskiej waluty. Rząd ukraiński chcąc zatrzymać obcy kapitał podniósł stopy procentowe powodując tym samym pogorszenie się sytuacji kredytobiorców. Wysokość raty kredytu zwiększyła się im trzykrotnie, przy zwiększeniu wynagrodzeń tylko o ok. 25%, pociągając za sobą zubożenie, w głównej mierze warstwy średniej społeczeństwa, doprowadzając wiele rodzin na skraj niewypłacalności.

Na skutek kryzysu monetarnego i ok. 50% inflacji, przeciętny obywatel znacząco odczuł pogorszenie standardu życia. O ok. 30% zmniejszyła się jego siła nabywcza, na przedsiębiorców nałożono kontrole i obostrzenia w handlu międzynarodowym, co pogorszyło i tak złą sytuację na rynku pracy. Nastąpił wzrost bezrobocia. Rynek akcji skurczył się o 80%, a ceny nieruchomości runęły w dół.

Upadek waluty nie opartej na aktywach materialnych (w 1971 r. zniesiono parytet złota) jest procesem, który zachodzi w państwie średnio co 30 lat. Zaczyna się on od małego udziału rządu w gospodarce i małych podatków, poprzez rozrost rządu i większych podatków, do momentu kiedy to państwo przejada większość pieniędzy podatników. Od tego momentu państwo ratuje się dodrukiem waluty lub zapożycza się u obcych kredytodawców. Wywołuje to upadek zaufania do waluty i jej wartości nabywczej, a obsługa długu państwa rozkłada się na podatników, pochłaniając od 15% do 35% wszystkich dochodów zebranych z podatków. Taki stan rzeczy funkcjonuje w sytuacji rekordowo niskich stóp procentowych. W momencie gdy stopy procentowe zaczną rosnąć koszty obsługi długu eksplodują pochłaniając więcej niż 40-50% wszystkich dochodów płynących z podatków co spotęguje problemy gospodarcze i jego niewypłacalność.

Rynki kapitałowe państw na świecie są ze sobą ściśle połączone, dlatego kryzys na Ukrainie może być sygnałem do wycofania się kapitału z rynków wschodzących jakim jest m.in. Polska. Może to być symptom początku bessy na rynkach. Większość państw ma dług na rynku obligacji sięgający 90%. Na rynku uznawanym do tej pory za całkowicie bezpieczny. Obligacje nie dają już inwestorom zarobić, a bywa i tak, że trzymając je, trzeba do nich dopłacić. Inwestorzy przestają je kupować, a ci którzy są w ich posiadaniu zainicjują falę wymiany obligacji na gotówkę. Sprowadzić to może na światową gospodarkę sytuację podobną, jaka ma miejsce na Ukrainie, tzn. upadek walut, wzrost stóp procentowych oraz wysoką inflację, a co za tym idzie zmniejszenie siły nabywczej obywateli z utratą wartości akcji i nieruchomości.

Powyższy przykład to wynik tego, co się stanie, gdy obcy kapitał, z tych czy innych przyczyn, opuszcza państwo, w którym został zainwestowany, Wynik tego, co dzieje się, gdy państwa, jak i gospodarstwa domowe są zbytnio zadłużone.

Gwoli przypomnienia – przez ostatnie ok. 100 lat, Polskę hiperinflacja nawiedziła dwukrotnie. Po raz pierwszy – kilka lat po odzyskaniu niepodległości, po 1918 r.; drugi raz w latach 80. XX wieku. Kształtując przyszłość nie powinniśmy zapominać o przeszłości, bowiem historia kołem się toczy.

Dawid Rudnicki

Dodaj komentarz