Kto umierał w Auschwitz-Birkenau?

3 marca 2015

70 już rocznica otwarcia bram obozu Auschwitz-Birkenau przez Armię Czerwoną przypomina o skali ludobójstwa dokonanego przez XX-wieczny totalitaryzm. Taka rocznica powinna być przede wszystkim dniem pamięci o ofiarach. Powinna. Jej obchody w liberalnych amerykańskich mediach pokazują, że pamięć jest wybiórcza, a ofiary spełniają funkcję żetonów w jakiejś zakulisowej grze.

Wrogowie rasy

Stacja CNN przedstawiła tragedię ofiar Auschwitz-Birkenau w krótkiej prezentacji, złożonej z kilku zdań. „Prisoners sent to the camp included JEWS, GYPSIES, HOMOSEXUALS, Jehovah’s Witnesses, Poles and Soviets” – głosiło jedno z nich.

Jak widać, stosując odpowiednią kolejność kategorii ofiar oraz wielkość opisującej je czcionki, w zdaniu rozłożono pewne akcenty. Na pierwszy rzut dostrzegamy chaos. Jest to jednak chaos pozorny. Ofiary znalazły się „na swoich” miejscach z rozmysłem. Nie każda spełnia w zdaniu tę samą rolę. „Cyganie” pełnią w nim funkcję przerywnika między „żydami” i „homoseksualistami”, podobnie jak „Świadkowie Jehowy”, którzy rozdzielają „homoseksualistów” oraz „Polaków i Sowietów”.
Kolejność: „Żydzi, Cyganie, homoseksualiści, Świadkowie Jehowy, Polacy i Sowieci” nie odzwierciedla oczywiście historycznych proporcji. Nie temu służy. Może co najwyżej intencję telewizyjnego „inżyniera”. Statystyki tego rodzaju, jak najbardziej, opierają się na szacunkach, ale przedstawiają się jak poniżej. Niemcy zamęczyli i wymordowali w Auschwitz-Birkenau łącznie między 1,1 a 1,5 mln. osób. Najwięcej ofiar, bo ok. 1,1 miliona, to „Żydzi”. Cudzysłów jest tu zamierzony. Odrzucając bowiem kryterium „rasowe” i wyznaniowe, „Żydzi” to pojęcie czysto umowne.

Naówczas, ani w Europie, ani nigdzie na świecie, nie istniało państwo żydowskie. Jeśli już, Żydzi żyli w diasporach. Owi pomordowani Żydzi byli jednak obywatelami konkretnych państw. Szacuje się, że ok. 300 tys. spośród tegoż 1,1 mln. ofiar stanowili obywatele Rzeczypospolitej. Można lub nie, dodać do tej liczby, znów szacunkową, cyfrę 150 tys. zagazowanych i zamęczonych w Auschwitz-Birkenau Polaków „nie-Żydów”. W tym drugim przypadku liczba eksterminowanych Polaków zroście do 450 tys. Jakkolwiek się uczyni, „rasowi” Polacy stanowili drugą, pod względem liczby, grupę ofiar Auschwitz-Birkenau. Nie Cyganie i nie homoseksualiści.

Wrogowie programowi

W obozie Niemcy eksterminowali ok. 23 tys. Cyganów. Z nimi rzecz ma się nieco inaczej. Cyganie żyli na obszarze całej Europy Środkowo-Wschodniej, ale także np. Rzeszy i we Francji. Naziści długo zastanawiali się, jak z nimi postąpić, wszak w przeciwieństwie do „Germanów”, Cyganie byli rzeczywistymi i bezpośrednimi potomkami Ariów. Zwyciężyła zadawniona niechęć, dojrzewająca na bazie radykalizacji wojennych nastrojów. Niemcy zawczasu uważali Cyganów in gremio za kryminalistów. W sensie ideologicznym natomiast, byli nawet groźniejsi niż „Żydzi”, podważali bowiem nomen omen sens całej ideologii nazistowskiej, burząc hitlerowskie wyobrażenie Aryjczyka. Wydano więc nań wyrok śmierci.

Również Świadkowie Jehowy cierpieli ze względów, nazwijmy je „polityczno-ideologicznych”. Naziści już przed wojną tworzyli wokół tej grupy atmosferę obcości. Zarzucali jej swoiste mentalne koczownictwo. Świadkowie Jehowy odmawiali udziału w życiu politycznym oraz służby wojskowej. W związku z tym nie uznawali opatrznościowej roli Führera. Prędzej rolę tę przyznawali… Żydom. Popełniali zbrodnię, dla każdego reżimu totalitarnego, niewybaczalną. Odmawiali, w sposób ostentacyjny i „zorganizowany”, akceptacji dla ustroju i jego wartości.

W kartotekach Auschwitz-Birkenau naliczono niewielu, zaledwie 378 Świadków Jehowy, w tym 219 kobiet i 159 mężczyzn. Właściwym dlań miejscem państwie Hitlera, właściwą „karą” za ich mentalny bunt, były obozy koncentracyjne, nie zaś zagłady. Ostatnie przeznaczone były dla Żydów, Słowian oraz Cyganów. Tak się składało, że Auschwitz-Birkenau pełnił rolę podwójną.

Kryterium „rasowe”

Jak widać „rasa” stanowi najpopularniejszą metodę segregowania ofiar niemieckich obozów zagłady. W obiegu publicystycznym czy naukowym kryterium narodowościowe nie funkcjonuje nawet jako kryterium pomocnicze. Nikomu np. nie chce się rozszczepić zbitki 25 tys. ofiar „innych narodowości”. Równie niepopularne jest kryterium wyznaniowe. Cyganie, i Świadkowie Jehowi skupili na sobie nazistów czymś zgoła innym, „koczownictwem” i brakiem poszanowania hitlerowskiej „Opatrzności”.

Nie dzieli się ofiar żydowskich na judaistów i niewierzących, zaś wierzących Żydów na postępowych, chasydów, frankistów, karaimów itd. Wedle archiwów obozu, pośród ok. 200 tys. więźniów Auschwitz-Birkenau, nie będących Żydami, szacunkowo znajdowało się: 165 tys. katolików, ponad 12 tys. prawosławnych, prawie 12 tys. ewangelików, 5,5 tys. grekokatolików oraz co najmniej 10 tys. przedstawicieli innych wyznań, w tym 58 muzułmanów i grupa niewierzących: ateistów, agnostyków, itd.

„Postępowi” Amerykanie, tacy jak ekipa CNN, wynaleźli swoje własne kryterium uzupełniające dla „rasowego”, kryterium „seksualne”. „Homoseksualiści” to według nich trzecia, najliczniejsza grupa ofiar Auschwitz-Birkenau, po Żydach i Cyganach. Jak wytłumaczyć ten fenomen postrzeżeniowy?

Osoba zaznajomiona z korzeniami hitleryzmu potwierdzi, że skłonność ta wcale nie kłóciła się z założeniami nazistowskiej ideologii. Kłóciła się z obyczajowym purytanizmem wszelkich totalitaryzmów, lecz nawet dla nazistów konflikt ten nie był wystraczająco motywujący do włączenia homoseksualistów w plany masowej eksterminacji. Podobnie, jak inne „wady”, takie jak internacjonalizm tego zjawiska, czyli ewentualne powinowactwo z zagranicznymi „wrogami Rzeszy”. Nie przekonują względy personalne. Jeśliby nawet homoseksualizm Röhma, zamordowanego przywódcy SA był bardziej ostentacyjny, od homoseksualizmu Himmlera, przeto spirytus movens planów hitlerowskiej zagłady, cóż to za motyw?

Homoseksualizm jako „orientacja” – jak się dziś ładnie wyrażamy – zwyczajnie nie mieścił się w planach nazistowskiej zagłady. CNN z jakichś powodów przeszkadza ten fakt. Homoseksualiści, głównie ci, o których z powodu ich obyczajowości było głośno, trafiali o obozów koncentracyjnych od połowy lat 30. O tym, jak sobie tam radzili, mówi w swoich pamiętnikach choćby Rudolf Höss, pracownik Dachau, Sachsenhausen, wreszcie komendant Auschwitz-Birkenau. Wystarczy tam zajrzeć.

Owszem, w Auschwitz-Birkenau występowała taka kategoria więźniów. Spośród owych 202 tys. osób, których dane zachowały się w kartotekach obecnego muzeum, więźniów oznakowanych symbolem przeznaczonym dla homoseksualistów naliczono… 48, z czego zginęło… 12. I jeszcze jedno. Wszyscy byli… Niemcami. Czyżby, jawnych i niejawnych, „Żydów-homseksualistów” i „Polaków-homoseksualistów” Niemcy nie planowali resocjalizować? Nie. Dla pierwszych przewidzieli zagładę, dla drugich zagładę i homonto.

„Polskie obozy zagłady”

Pogrywanie sobie medialnej lewicy czy po prostu dziennikarskich nieuków statystykami ofiar, jest wyrazem po prostu bezduszności i złej woli. Wspominane dane nie są wiedzą tajemną, jak i nie są nią opinie o zaślepieniu ideologicznym wpływowych środowisk medialnych. Wziąć też pod uwagę należy „międzynarodowe” starania, by ukryć rozmiary nieszczęścia, jakie spotkało Polskę i naród polski. Jeśli omija się kryterium narodowościowe, a kombinuje się z „rasowym” i „seksualnym”, należy się jednak spodziewać szeregu prowokacyjnych pytań.

Zatem, jakiej „orientacji” była reszta więźniów Auschwitz-Birkenau? Czy niemieckich homoseksualistów, którzy zginęli w Auschwitz-Birkenau winno się uznać za niemieckie czy wyłącznie „homoseksualne” ofiary Niemców-nazistów? Spośród 1,1 mln. żydowskich ofiar Auschwitz-Birkenau, ok. 300 tys. stanowili obywatele Rzeczypospolitej. Zostawić ich po stronie Żydów czy „przyznać” Polakom?

W Treblince i Bełżcu obywatele polscy pochodzenia żydowskiego stanowili odpowiednio: 800 na 850 tys. ofiar oraz 490 na 500 tys. ofiar, czyli prawie 100%. Jeśli w czasie okupacji z rąk Niemców zginęło prawie 6 mln. obywateli Rzeczypospolitej, to mniej więcej połowę z nich stanowili „Żydzi” czy Polacy żydowskiego pochodzenia?

No właśnie, zginęli z rąk Niemców? Oglądając CNN można zyskuje się szerokie pole do interpretacji. Dziennikarze mówią tam o jakichś “Nazis”, którzy eksterminowali “majority of Poland’s Jewish Population”. Widzowie, jak widzieliśmy, mogą tam nie dostrzec Polaków, jako ofiar Auschwitz-Birkenau. Wówczas gotowi są nas samych uznać za potomków owych „Nazis”. Wszak ukuto nam opinię ludu, który antysemityzm ma zapisany w genach. Wniosek: nasi ojcowie zwyczajnie nie zdążyli zamęczyć „Żydów” za sanacji i dopiero genialna, niemiecka myśl inżynieryjna umożliwiła im zbudowanie baraków w Brzezince.

Śmiejemy się? Propaganda sowiecka w latach 40. i 50. trąbiła w USA, za pośrednictwem różnych „fellow travelers”, ojców dziennikarzy z CNN, o antysemickim państwie „piłsudczyków”. Kontynuatorem tego miał być rząd emigracyjny, a następcą antysemity-Piłsudskiego gen. Anders. Powstał więc obraz międzywojennej „segregacji rasowej”, na co nałożyły się „pogromy”, inspirowane zresztą przez okupujących Europę-Środkowowschodnią Sowietów. Polonia amerykańska przez lata zwalczała tę propagandę, kultywowaną przez nieprzychylne Polakom środowiska, także część żydowskich. Walczy z nią na dobrą sprawę do dziś.

I tak, po 70. latach od „wyzwolenia” obozu Auschwitz-Birkenau pojęcie „polskiego obozu koncentracyjnego” wciąż bliższe jest amerykańskiej opinii publicznej, włącznie z jej prezydentem, aniżeli forsowane przez władze polskie „konsensusowe” pojęcie „niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych”. Ostatni termin jest trafniejszy, lecz i on ustępuje bardziej trafnemu: „niemiecki obóz koncentracyjny”. Władza nazistów w Niemczech nie była władzą zdobytą w wyniku wojny domowej lub puczu. Miłość nazistów do Niemców, była miłością w niemal 100% odwzajemnioną. Jeśli nie liczyć Niemców żydowskiego i polskiego pochodzenia…

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz