Kto stoi za, kto przed, a kto z boku

4 maja 2021

Zapytał mnie ostatnio znajomy, czy faktycznie Kamala Harris rządzi zza pleców prezydenta Joe Bidena. Odpowiedziałem mu, że jeśli tak, to od początku kwietnia, bo dopiero wtedy wprowadziła się wraz z „drugim mężczyzną” do budynku pod adresem Number One Observatory Circle, historycznej siedziby wiceprezydentów. Owszem, odpowiedziałem nieco ironicznie. Ale w taki nastrój czasami wpadam, gdy wyczuwam, że przyczyną jakiegoś uproszczenia jest mantra, którą ćwiczy na swoich słuchaczach znana postać redia, telewizji lub Internetu.

W rzeczywistości Kamala Harris do pierwszych dni kwietnia mieszkała bliżej Bidena, aniżeli teraz. Mieszkała bowiem w gościnnej rezydencji prezydentów USA Blaire House, dosłownie „rzut kamieniem” od Białego Domu i Bidena. Kamali Harris nikt nie karał wydłużonym oczekiwaniem na stałe lokum. O tym, iż musiała wraz z mężem na nie poczekać wcale nie zdecydował Mike Pence. Odświeżyć zabytkową posiadłość postanowiła amerykańska marynarka, która jest właściciele zabytkowej posesji.

Gwoli ciekawostki, pierwszym wiceprezydentem, który w latach 70. zamieszkał w U.S. Naval Observatory, był Walter Mondale. Polityk zmarł przed dwoma tygodniami, a jego sylwetce sporo czasu antenowego poświęciły największe media. Mondale kandydował w latach 1976 i 1980 w parze prezydenckiej z Jimmym Carterem, zaś w 1984 r. stworzył ją z pierwszą w historii USA kobietą nominowaną na stanowisko wiceprezydenta, Geraldine Anne Ferraro. „Najlepszy wiceprezydent w historii USA” – tak powiedział o nim Jimmy Carter, o którym z kolei prof. Paweł Wieczorkiewicz powiedział, iż wedle badaczy to „najgorszy prezydent w historii USA”. Najgorszy dla kogo? Otóż Polakom z największą klęską i niedolą kojarzy się raczej Franklin D. Roosevelt, zaś zdania Amerykanów, w tym amerykańskich badaczy, na pierwszą piątkę najgorszych prezydentów są mocno podzielone i, jeżeli idzie o okres powojenny, zależą mocno od barw partyjnych.

Uproszczenia, uproszczenia… Przywołałem ostatnie miejsca zamieszkania Kamali Harris ponieważ chciałem zobrazować pewne konkretne zjawisko. Przeciętnemu odbiorcy mediów w Polsce niuanse tego typu najpewniej nie były znane. Nie są to rzeczy egzystencjalnie kluczowe. Zgaduję, że znaczący odsetek odbiorców nie słyszał w ogóle o rezydencji wiceprezydentów oraz przekonany jest, że prezydent i wiceprezydent USA mieszkają w tym samym historycznym budynku przy 1600 Pennsylvania Avenue. Żyjąc w tej błogiej nieświadomości łatwiej zwizualizować sobie sytuację, w której Kamala Harris stoi za plecami Joe Bidena. Nieprawdaż?

Skoro mowa o wizualizowaniu, zejdźmy na poziom polskiej polityki. Mamy w niej w chwili obecnej zjednoczoną koalicję i zjednoczoną opozycję. Ale czy można powiedzieć, że liderzy poszczególnych formacji politycznych ustawiają się jeden za drugim, wedle tego, jakie kto sprawuje stanowisko i jaką realną siłę polityczną reprezentuje? Nie, nie można. Największe pęknięcia i animozje powodują bynajmniej nie programy, czy kwestie światopoglądowe, ale indywidualne ambicje, animozje, zaszłości, nieufności, doświadczenia, itd.

Między Kamalą Harris a Joe Bidenem w trakcie kampanii wyborczej w 2020 r. miała miejsce bardzo brutalna, jak na dość zdyscyplinowaną lewicę, rywalizacja. Oboje walczyli o ten sam elektorat. Harris wstawiała się za „ofiarami” Bidena, czyli kobietami, które oskarżały go w przeszłości o „niewłaściwy dotyk” i wypominała Bidenowi znajomości z byłymi demokratycznymi senatorami-segregacjonistami, implikując mu pośrednio rasistowskie poglądy. Biden musiał się zarzekać, że rasistą nie jest.  

Bidena i Harris dzieli gigantyczna różnica wieku. Biden rozpoczął swą przygodę z Kongresem w 1973 r., mając zaledwie 30 lat. Senatorem był do 2009 r., kiedy to wszedł do administracji rządowej. Przez dwie pełne kadencje pełnił urząd wiceprezydenta USA. Harris w fotelu senatora zasiadała od 2017 r., nie ukończywszy pełnej kadencji. Przez sześć lat sprawowała funkcję prokuratora generalnego stanu Kalifornia. W tym jednym obszarze głos Harris jest dla Bidena niewątpliwie istotny, choć nie bezgranicznie. Sam przez wiele lat stał na czele senackiej Komisji Sprawiedliwości. Harris tymczasem nie posiada żadnego doświadczenia w polityce zagranicznej. Biden nie dość, że był dwukrotnie przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych Senatu, to asystował w niej równie niedoświadczonemu, co Harris, najpierw senackiemu, potem prezydenckiemu nowicjuszowi Barackowi Obamie. Nie będziemy oceniać poglądów Bidena i trafności jego spostrzeżeń w polityce zagranicznej, wspomnieć natomiast warto, że w Senacie Biden był interwencjonistą i internacjonalistą, blisko współpracującym z wieloma republikanami.

Harris i Biden pochodzą z dwóch różnych światów polityki amerykańskiej, jedno ze „wschodniego wybrzeża” drugie z „zachodniego”. Administrację Bidena wypełnili przedstawicieli establishmentu tego pierwszego, weterani administracji Clintona i Obamy, których poczynania Harris śledziła zaledwie na łamach „Los Angeles Times”. Jeśliby Harris chciała stanąć za plecami Bidena musiałaby wpierw przedrzeć się przez tłum technokratów i funkcjonariuszy partyjnych patrzących nań wciąż nieufnie. Sama należy do establishmentu kalifornijskiej Partii Demokratycznej, zresztą właśnie dlatego Biden zdecydował się zaprosić ją do współpracy w kampanii. Nie zaważyła na jego decyzji ani płeć, ani kolor skóry, ani tym bardziej „lewicowość”. Nie sposób nawet powiedzieć, że Harris reprezentowała jakieś „lewe” skrzydło Partii Demokratycznej, skoro kalifornijskie struktury partii ena masese uchodzą za lewe skrzydło całej organizacji. Harris jest niewątpliwie typem „człowieka kariery”, głosującego w Senacie zgodnie z kalifornijskimi standardami… Nie była ani członkiem zaufanego kręgu politycznego Bidena, ani też członkiem kręgu rodzinnego, do czego post factum przekonywały liberalne media, rozpisując się o rzekomo wielkiej przyjaźni Harris ze starszym, nieżyjącym już synem Didena,  Beau, swego czasu prokuratorem generalnym w Delaware.  

Wyraźnie widać gdzie otoczenia Bidena wyznaczyło priorytet dla Pani Prezydent. Harris stanowi dla administracji bufor w sprawach ideologiczno-wizerunkowych. Po tym, jak w elektryzującym opinię publiczną procesie Dereka Chauvina, który spowodował śmierć czarnoskórego mężczyzny Minneapolis, zapadł pierwszy wyrok, Biden wygłosił rzadkie telewizyjne orędzie, wzywając m. in. do reformy policji. Harris stała przy jego boku, zachowując pandemiczny dystans rzecz jasna. Już nie oskarżała go obstruowanie desegregacji rasowej szkół dla czarnoskórych, czego aktualny prezydent miał się dopuszczać w latach 70. …

Harris jest zatem mocnym atutem w walce z „systemowym rasizmem”. Była mocno eksponowana w kwestii popularyzacji szczepień wśród czarnoskórych, podkreślano jej rolę w przygotowaniu „pakietu ratunkowego” dla rodzin amerykańskich, choć nie wiadomo, co dokładnie jest jej pomysłem. Wsparła decyzję Bidena o wydłużeniu terminu, a następnie wyznaczeniu na wrzesień następnego, wycofania wojsk z Afganistanu, choć nie wiadomo, czy Biden w ogóle brał jej głos pod uwagę. W kwestii polityki zagranicznej Biden polega na czwórgłosie: aktualnego sekretarza stanu Antony Blinkena, byłego sekretarza stanu Johna F. Kerry’ego, głównego doradcy ds. bezpieczeństwa Jacka Sullivana i sekretarza obrony Lloyda Austina. Wszyscy związani byli z administracją Obamy. Odpowiedzialnym za „plan ratunkowy” ponosi Eugene Sperling, główny doradca ds. ekonomicznych w administracji Clintona i Obamy.

Bez wątpienia Harris chce na ochotnika być mocno eksponowana. W odróżnieniu od Mike’a Pence’a będzie zabierała głos często, coraz częściej, przygotowując się do potencjalnej kampanii wyborczej w 2024 r. Pence, nie chcąc się narazić ówczesnemu gospodarzowi Białego Domu, ograniczał się tylko do koniecznych publicznych inicjatyw. Ale łatwo jej nie będzie. Biden ubrał Harris w misję rozwiązania kryzysu migracyjnego na granicy z Meksykiem. W ten sposób ściągnęła na siebie częściowo ogień krytyki ze strony republikanów. Jednakże w trosce o jej samopoczucie Biden wysyła w jej stronę sygnały, że się z nią liczy i że jej głos, w szerszych gremiach, jest istotny. Zaprasza ją na spotkania, informuje, itd. Jednakże to w interesie Pani Prezydent jest obecnie, by Pan Prezydent był z niej zadowolony. Jego zaufanie już, jakżeśmy wspomnieli, nadwyrężyła. A to Biden będzie współdecydował za dwa lata kto ostatecznie będzie nominatem Partii Demokratycznej na urząd prezydencki.

Paweł Zyzak  

Dodaj komentarz