Kto spiskuje z wirusem?

8 października 2020
Inauguracja Amy Coney Barrett. Źródło: Wikipedia

W ubiegłym tygodniu zadzwonił do mnie znajomy dzieląc się swym podejrzeniem, iż rzekome wykrycie Covid-19 u prezydenta USA może być kolejnym jego bluffem obliczonym na ratowanie kampanii, a co za tym idzie, szans na reelekcję. Tego rodzaju komentarzy w kręgach przeciwników prezydenta, szczególnie z obozu liberalnego pojawiło się bardzo wiele. W obozie zwolenników Trumpa zrodziły się również endemiczne teorie spiskowe. Mówią mniej więcej tak: demokraci byli niepewni swego zwycięstwa; z Trumpem do debaty z Bidenem było wszystko w porządku; okres inkubacji Covid-19 wynosi 2-3 dni; kilka dni po niej badanie na obecność wirusa dało wynik pozytywny…

Właśnie owych dni i godzin nie mogą się doliczyć z kolei niezależni eksperci. Debata Trump-Biden odbyła się 29 września, we wtorek. Trump dowiedział się o pozytywnym wyniku testu na Covid-19 we czwartek, przed swym występem w Fox News. Nie wykorzystał tej anteny, ani żadnej innej tego dnia, by poinformować społeczeństwo o swej chorobie. Zrobił to za pomocą Tweetera dopiero w piątek ok. godz. 13.00. Miał zabronić swemu otoczeniu wzmiankowania komukolwiek o wynikach testu. O chorobie Hope Hicks, doradcy prezydenta, która prawdopodobnie go zakaziła, gospodarz Białego Domu wiedział co najmniej od czwartkowych godzin rannych, a powinien był już w środę. Wówczas to podobno wykonano u Hicks dwa testy. Obydwa dały wynik pozytywny. Hicks nie odstępowała przez ostatnie dni prezydenta. Towarzyszyła mu podczas wtorkowej debaty z Bidenem, licznych podróży samolotem, podczas kameralnych spotkań. Zdjęcia dowodzą, że nie nosiła maski. Zresztą cała rodzina Trumpów zasiadła na widowni w Ohio bez masek, stwarzając kontrast z drugą stroną widowni.

W piątek rano Donald Trump otrzymał wynik swojego drugiego testu. Znów pozytywny. Taki sam wyszedł u Melanii, jego żony. Najpewniej w skutek problemów z oddychaniem Trump w tenże piątek został zabrany do szpitala. Jeszcze tego samego dnia całą wyżej nakreśloną chronologią potrząsnął Sean Conley, szef opieki medycznej Trumpa. Stwierdził oto, że u prezydenta zdiagnozowano chorobę 72 godziny wcześniej, czyli… w środę. Nazajutrz Conley wydał oświadczenie, iż miał na myśli 48 godzin. Przejęzyczył się w najważniejszym wystąpieniu swego życia…

Niezależnie od wersji, żadna nie jest korzystną dla starającego się o reelekcję gospodarza Białego Domu. Covid-19 nie tylko stał się znów wiodącym tematem kampanii wyborczej, a sprawa wybuchu epidemii w Białym Domu testem na jego kompetencję i odpowiedzialność.

Właśnie dlatego chronologia ma znaczenie. Od momentu, gdy Hope Hicks dowiedziała się o wyniku pozytywnym Trump nie zaprzestał swej aktywności. Nie zaprzestał jej do piątku. Najpewniej przez cały ten czas lekceważył noszenie maseczki i zasadę utrzymywania dystansu wobec osób napotykanych. Wziął Trump udział m. in. w spotkaniu fundraisingowym w New Jersey i kolejnym, tym razem w swym klubie golfowym. Obydwu zorganizowanych wewnątrz. Nie poddał się kwarantannie, nie odizolował się do urzędników, agentów Secret Service i wszystkich osób, z którymi w tym czasie się spotykał.

Najbardziej tragicznym w skutkach miała była uroczystość ogłoszenia prezydenckiej kandydatury do Sądu Najwyższego, przeprowadzona 26 września, a więc na kilka dni przed debatą. Finalnie wybór Trumpa padł na Amy Coney Barret. Na uroczystość, prócz Barret, przybyło ponad 150 osób. Wydarzenie rzebiegało w atmosferze  błogiej beztroski. Najważniejsze figury w państwie solidarnie kontestowały podstawowe zasady ostrożności, w konsekwencji czego ich znaczna nadreprezentacja znalazła się na liście zakażonych, m. in. były gubernator, doradca Trumpa w ostatniej debacie z Bidenem, Chris Christie – został niebawem hospitalizowany przez wzgląd na swą otyłość i problemy z astmą – były doradca Kellyane Conway, senatorowie Mile Lee i Thom Tillis. Na inauguracji obecny był nadzwyczaj wylewny i przytulny Bill Bahr, sekretarz sprawiedliwości. Bahr odmówił później poddania się kwarantannie. W piątek o swej chorobie poinformowała szefowa RNC, czyli ciała kierowniczego GOP, Ronna McDaniel. Zachodorwał również szef sztabu wyborczego Trumpa, Bill Stepien oraz rzecznik prasowy Białego Domu, Keyleigh McEnany.

Ogrom tej katastrofy wizerunkowej, jej skutki, o których za chwilę, rozbraja teorię spiskową numer jeden, tę mówiącą o chytrym planie Trumpa służącym wzbudzeniu społecznej empatii. Przeczą temu ostatnie wydarzenia, w których ujawnił brak własnej. Wpierw, postanowił „wyskoczyć” z Walter Reed National Military Medical Center, gdzie go przetransportowano w piątek niemalże siłą, przy okazji wysyłając towarzyszących mu agentów Secret Service na 14-dniową kwarantannę, a może nawet na łóżko szpitalne. Miał ochotę zaprezentować się w limuzynie swym sympatykom wiecującym na zewnątrz. Dnia następnego postanowił zrobić niespodziankę personelowi opustoszałego Białego Domu…

A wyborcze skutki? Sondażowa przewaga Bidena, po wykryciu w otoczeniu Trumpa siedliska zarazy, zaczęła radykalnie rosnąć. Wyniki ogólnokrajowe z 4 października dają Bidenowi przewagę od 10 do 14%. Urosła ona nieznacznie także w swing states, natomiast oparty na modelach rozkład głosów elektorskich pokazuje w tej chwili, patrząc przychylnie na szanse Trumpa, stosunek: 278 do 169, przy 91 wahających się (270 gwarantuje zwycięstwo).

Chronologia zadaje również kłam drugiej teorii spiskowej. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie historię choroby Hope Hicks, która zaczęła się źle czuć między wtorkiem a środą, to szacunkowy okres inkubacji wskazuje na to, że była zakażona już podczas debaty z Bidenem. Przy czym niewykluczone jest, że chorzy byli wówczas również inni zasiadający wówczas w obozie republikanów widzowie.

Wreszcie upada teoria spiskowa znana pod tytułem: „cudowne właściwości hydroksychlorochiny”. Nie tak dawno Trump oznajmił, że bierze prewencyjnie ów antymalaryczny lek przeciw pierwotniakom (nie mylić z wirusami). Gdyby mu uwierzyć – lek nie zadziałał. Gdyby mu nie uwierzyć i uznać, że teraz właśnie przyszedł czas na kurację za pomocą hydrokychlorochiny, to należy stwierdzić, że nie zaufał swej intuicji. Został za to poddany eksperymentalnemu leczeniu za pomocą niespełna tuzina różnych leków, w tym wyśmiewanego przez media mu sprzyjające, m. in. Fox New, antywirusowego remdesviru. Na liście tej nie ma hydroksychlorochiny, którą reklamował słowami: „co macie do stracenia”. Swe życie wycenił zatem nieco inaczej, skoro wolał przyjąć nawet ryzykowny, grożący poważnymi powikłaniami, steroid dexamethasone, używany przy krytycznych infekcjach. Lekarze uznali najpewniej, że otyłość Trumpa i problemy z cukrzycą, zapewne również domniemany atak serca sprzed kilku miesięcy, kwalifikują go do radykalnej terapii. Poddany został eksperymentalnemu leczeniu przeciwciałami monoklonalnymi, nadto na liście znalazł się lek famotidine, cynk, witamina D, aspiryna i melatonina. Nic przeciwko pierwotniakom…

Ale to nie wszystko. Na miejsce obalonych tu teorii spiskowych, z niemożności ustalenia dokładnej chronologii, wchodzi następna. Biały Dom konsekwentnie odmawia ujawnienia ostatniego negatywnego testu Trumpa na obecność wirusa. Prezydent miał być badany w ten sposób codziennie. Był, wedle deklaracji samego Białego Domu, najbardziej testowanym, czyli chronionym obywatelem USA. Pojawiło się zatem domniemanie, że mógł się zarazić wirusem SARS-CoV-2 już na wspomnianej wyżej uroczystości 26 września. Jeśli tak, oznaczałoby to, że na debatę z Bidenem przyszedł z niewidzialnym wspólnikiem. „Czy Trump, świadom swego beznadziejnego położenia, chciał dokonać cichej asasynacji swego rywala w kremlowskim stylu?” – zapyta teoretyk „spiskologii”.

Prezydent Donald Trump powrócił do Białego Domu nie wyzdrowiawszy. Nie wiadomo jakie będą skutki uboczne Covid-19, ani samych leków. Wspomniany wyżej steroid może wywoływać skutki uboczne w postaci od dużych wahań nastroju po psychozę, delirium i manię. Również dewastujący wpływ Covid-19 na układ nerwowy został naukowo potwierdzony. W trakcie kuracji Trump oddychał za pomocą respiratora. Podczas ostatniego nagrania w Białym Domu widać było, że ma problemy z oddychaniem. Zapewne niebawem wróci do szpitala. Mimo to wciąż próbuje zagiąć rzeczywistość, w której choroba, na teraz którą cierpi zabiła ok. 210 tys. Amerykanów. I to ta ostatnia liczba zdaje się robić na Amerykanach większe wrażenie, aniżeli ostatni komunikat prezydenta: nie ma się co bać Covid-19.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz