Koszmar Republikanów

25 lipca 2015
Źródło: static03.mediaite.com

Szanse republikanów na prezydenturę mogą ulotnić się, zanim jeszcze prawybory wyłoniły kandydata GOP. Wszystko to zasługa Donalda Trumpa, „ekscentrycznego miliarder”, który postanowił zrealizować swe marzenia i ambicje w polityce. Trump ubiega się o nominację prezydencką z ramienia tej partii.

Trump kilka lat wstecz, kiedy na topie była sprawa aktu urodzenia Baracka Obamy, zdał sobie sprawę, że wypowiadając zarzuty, których żaden republikański polityk nie wyartykułuje, bo nie jest ich do końca pewien, uwiedzie pewną część „spiskowego” oraz prawicowego elektoratu. Zatem nie posiadając twardych dowodów, zarzucił Obamie, że ten nie urodził się w USA, a najpewniej w Kenii. Prezydent oszukał więc wyborców i powinien ustąpić.

Trump stał się łatwym żerem dla lewicowych dziennikarzy i komików. Obama zaś skorzystał z okazji i wziął udział w pastwieniu się na Trumpem, podczas spotkania z dziennikarzami z okazji White House Correspondents Dinner. Pokazał, jaki jest „cool” i jaki nie-„cool” jest Trump. Wprawdzie cyfrowa kopia aktu urodzenia, którą potem Obama przedstawił, również nie należy do najtwardszych dowodów, to nie Obama był w tym „sporze” oskarżycielem i nie był Trump był urzędującym prezydentem. Trump próbował odzyskać twarz „cool” uczestnicząc w programie komediowym The Roast, w którym przez ponad godzinę, w sposób obelżywy – co jest marką tej serii – znęcało się nad nim kilku komików.

Wadliwość wypowiedzi Trumpa polega na skrajnej wręcz generalizacji. Formułuje je tak, że obraża całe grupy społeczne. Niedawno nazwał niektórych imigrantów „kryminalistami” i „gwałcicielami”, ale ujął to tak, że wszyscy Meksykanie, bez wyjątku, mogli się poczuć częścią tej patologii. Piękny prezent dla liberalnych mediów i demokratów. Przy okazji Trump strzelił do republikanów, usilnie starających przekonać Latynosów do swej opcji politycznej.

Ostatnio zasłynął, jako polemista John McCaina. Senator z Arizony przesiedział kilka lat w wietnamskim obozie jenieckim. W polityce zagranicznej McCain jest „jastrzębiem”, ale w polityce krajowej poglądy ma dość liberalne i nie jest ulubionym bohaterem kręgów konserwatywnych. Zatem Trump, postanowił puścić znów oko do prawicy i stwierdził radośnie, że woli zadawać się z tymi weteranami, którzy nie dali się w Wietnamie złapać…

Spadła nań zewsząd krytyka, ale zewsząd krytyka spadła również na republikanów, nawet na McCaina. Tak to działa na całym świcie. Oto McCain musiał się tłumaczyć w programie Miki Brzezinski w MSNBC, dlaczego nie dość mocno bronił w 2004 r. Johna Kerry’ego, kiedy sztab Busha zarzucał mu miganie się od pola walki. Wobec powyższego, Trumpa upomniało kierownictwo GOP, czyli Republican National Committee, stroniące zwykle od tego rodzaju gestów. Wart $10 miliardów Trump począł się więc odgrażać, iż wystartuje jako kandydat niezależny.

I w tym momencie skończyły się żarty. „Ekscentryczny miliarder” ma pieniądze i możliwości, by zrealizować swą groźbę. Republikanie dobrze pamiętają innego biznesmena, Rossa Perota, który wystartował w 1992 r. i utrudnił George’owi Bushowi walkę o reelekcję. Wybory wygrał wówczas Bill Clinton. Z gróźb Trumpa ucieszyli się, poza demokratami, zwolennicy „trzeciej partii”. Zięć Perota zagrzewa Trumpa do boju na „niezależnej” stopie, bo elektorat domaga się ponoć „świeżej twarzy”.

Świeża twarz Trumpa ma prawie 76 lat i, poza tanim radykalizmem, nie niesie za sobą żadnej świeżej politycznej treści. Trump jest obecny w mediach od dekad. Startując jako kandydat „niezależny”, doprowadziłby w przyszłości do klęski, uważanego za lidera prawyborów, Jeba Busha. Jeśli teraz Bush niemal remisuje w sondażach z Hillary Clinton, w scenariuszu z trzecim kandydatem Trumpem, przegrywa kilkunastoma punktami procentowymi.

Trump większe szanse na prezydenturę ma jako kandydat GOP, bo cieszy się dobrymi wynikami. Ale to, jak się rzekło, „ekscentryk”, i to dość niestabilny „ekscentryk”, który finansował już obydwie partie i do obydwu należał. Trump rozgrzewa amerykańską debatę polityczną bardziej, aniżeli afera wokół prywatnego konta e-mailowego Hillary Clinton, na które otrzymywała poufne, rządowe wiadomości. Ale tak to działa na całym świecie.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz