Kandydat którego da się lubić

30 czerwca 2020
Źródło: Wikimedia

Jeśli aktualną sytuację wyborczą republikanów (GOP) przyrównamy do losów rolnika borykającego się z suszą nękaną przez sporadyczne gradobicia, demokraci zmagają się z klęską urodzaju. Urodzaj ten polega nie tyle na nader optymistycznych wynikach sondaży, w których Joe Biden miażdży swojego głównego rywala w kluczowych swing states, lecz na mnogości scenariuszy, które to, jeśli wybierze się właściwy, mogą zagwarantować kandydatowi demokratów spektakularne zwycięstwo wyborcze. Zwycięstwo o rozmiarach nawet takich, jakie Ameryka widziała hen za czasów Ronalda Reagana. Wszakże przy obecnej dynamice wydarzeń nie możemy być pewni do ostatniej chwili, z w jakiej parze Biden zawalczy o fotel prezydencki, ani wykluczyć szans obecnego prezydenta na elekcję.

Pierwotny plan Bidena zakładał, że running mate, czyli kandydat na wiceprezydenta, zostanie ogłoszony w lipcu. Gwałtowny rozwój epidemii w maju, a przez to zawirowania wokół prawyborów oraz utrudnienia dla tradycyjnie prowadzonej kampanii, zmusiły sztab byłego wiceprezydenta do odwleczenia tej decyzji, zaś demokratów do przeniesienia konwencji w Milwaukee, w stanie Wisconsin, na sierpień. Nazwisko kandydata poznamy zatem wyjątkowo najwcześniej na dwa tygodnie przed konwencją, zresztą konwencją niepodobną do żadnej innej w dziejach partii Thomasa Jeffersona. A to za sprawą szczególnych środków bezpieczeństwa, jakie planuje się przedsiębrać. Dla odmiany konwencja republikanów, przeniesiona do Jacksonville na przegrywającej z epidemią Florydzie, ma być, na osobiste życzenie głównego gościa, tychże pozbawiona. Tu kryteria dystansowania społecznego zostały, wedle wstępnych deklaracji, mocno zliberalizowane, a główną bronią przeciw wirusowi będą dezynfekcja dłoni oraz dobrowolne maseczki… W sierpniu, obserwując obydwie konwencje, jak nigdzie indziej, będziemy świadkami do jakiego stopnia pandemia Covid-19 została w USA upolityczniona.

Biden pilnie strzeże dostępu do kuluarowych dyskusji i wniosków odnośnie kandydatur. Widome jest jedynie, że jego „partnerem wyborczym” będzie kobieta. Taką deklarację złożył podczas debaty w listopadzie 2019 r. Nie gasnąca epidemia usprawiedliwia absencję Bidena na kampanijnym szlaku oraz sporadyczne kontakty z dziennikarzami. Brakuje więc okazji, by pociągnąć go za język, wszak popularny „Joe” znany jest z częstych lapsusów, przeinaczeń, ale i nagłych przypływów szczerości. Niewątpliwie lawina wydarzeń wokół śmierci czarnoskórego mężczyzny w Minneapolis, w surowym pod względem klimatu stanie Minnesota, wpłynęła na układ listy pretendujących do miana „wice”. W maju Biden poinformował, że poszukuje kogoś, kto będzie jego „ideologicznym sojusznikiem”. Osoba ta powinna mieć zbliżone doń „podstawowe podejście do zarządzania gospodarką”, potrafić „powiedzieć mu prawdę”, choć – zaznaczył – nie musi się z nim we wszystkim zgadzać. Można było odnieść wrażenie, że Biden poszukuje osoby, który zwyczajnie lubi, bądź polubi.

W maju na czele listę Bidena otwierały podobno: senator z Kalifornii Kamala Harris, senator z Massachusetts Elizabeth Warren oraz Amy Klobuchair, w Senacie reprezentująca stan… Minnesota. Wszystkie panie jeszcze niedawno kandydowały w wyścigu o prezydencką nominację Partii Demokratycznej (PD). Wszystkie ostatecznie poparły Bidena, aczkolwiek poparcie Harris i Klobuchair nastąpiło w kluczowym dla kampanii momencie, i umożliwiło Bidenowi relatywnie prędkie pokonanie Berniego Sandersa.

Kamala Harris, jako jedyna z całej trójki, wpisywała się w ramy tzw. „osoby innego koloru skóry”. Rodzice Harris byli imigrantami, ojciec pochodził z Jamajki, matka z Indii. Biden prowadził z Harris iskrzące wymiany zdań podczas debat telewizyjnych w 2019 r., właśnie w kwestiach rasowych, znajdując się czasem w głębokiej defensywie. Walczyli wszak o podobny elektorat, a wyniki sondażowe Bidena nie wróciły mu najlepiej. Harris senatorem jest dopiero od 2017 r. Jej ścieżkę kariery w partii porównywano często do kariery Baracka Obamy. Uroda, czynnik rasowy, dobre kontakty w świecie gwiazd,  wreszcie z samymi Obamami. Ale na tym podobieństwa się kończyły. W przeciwieństwie do byłego prezydenta Harris ma za sobą długoletnie doświadczenie prawnicze, wpierw na stanowisku prokuratora okręgowego w San Francisco, potem prokuratora generalnego dla całego „złotego stanu”. Naturalnie obydwa zawdzięczała politycznym koneksjom.

Jeżeli więc teatr wyborczych debat potraktować poważnie, Biden miał powody by Harris nie lubić. Z Elizabeth Warren, reprezentującej progresywne skrzydło PD, miał powody się zasadniczo różnić w kwestiach gospodarczo-politycznych. Harris i Warren reprezentowały nadto stany uchodzące za bastiony demokratów. Minnesota położona geograficznie na tzw. Środkowym Zachodzie plasuje się za to wśród owych swing states, będących rezerwuarem największej puli głosów elektorski. Jakkolwiek Minnesota nie należy do wiodących pod tym względem, ale profil kandydata mógł mieć znaczenie przy próbie pozyskania wyborców z pozostałych „stanów kołyszących się”. Klobuchar, z aparycją „troskliwej mamy twojego ulubionego kolegi” była niewątpliwie najsympatyczniejszą z wszystkich konkurentek Bidena. Była mu też bliska światopoglądowo. Ba, w Kongresie miała record w ponad 30% zgodny z poglądami obozu Trumpa. Mogła się, jak Harris, pochwalić prawniczym doświadczeniem, mając za sobą dwie kadencje prokuratora generalnego w hrabstwie Hennepin, ze stolicą w Minneapolis i aż 13-letni staż w Senacie. Miała również roczny epizod na stanowisku prezesa Stowarzyszenia Prawników Hrabstwa Minnesoty. No właśnie Minneapolis, Minnesoty…

25 maja, pewien policjant z Minneapolis o nazwisku Derek Chauvin spowodował śmierć 46-letniego czarnoskórego podejrzanego, byłego skazańca. Dzień później w Minneapolis-Saint Paul rozpoczęły się protesty…

Wszystkie kandydatki Bidena, abstrahując od swych wad i zalet, solidarnie przechodzą proces vettingu, czyli lustracji, podczas której wnika się głęboko w życie osobiste i zawodowe kandydata. Swego czasu i Biden takowy przechodził, gdy przymierzano go do Baracka Obamy. Protesty, które z Minneapolis rozlały się na cały kraj, dokonały brutalnej weryfikacji kandydatury Klobuchair. Jeszcze w maju do mediów przeciekła informacja, że w czasie pełnienia funkcji prokuratora miała pobłażliwie traktować wykroczenia ze strony miejskiej policji. Chauvin, który miał zebrać aż dziesięć notowanych skarg w pracy. Magazyn „The Week” podał, że w 2006 r. Klobuchair odmówiła wniesienia zarzutów właśnie przeciwko Chauvin’owi, w sytuacji, gdzie doszło do użycia broni. Niezależnie od przewiny policjanta oraz intencji czy udziału w sprawie przyszłej senator, w tych okolicznościach losy jej kandydatury były przesądzone. Jak na ironię, przez lata Klobuchair budowała swój wizerunek prokurator, która koncentrowała się przede wszystkim na „białej” przestępczości. Niezwłocznie wycofała swe nazwisko z grona kandydatek Bidena, dołączając do chóru wzywającego go do wyboru partnerki o „innym kolorze skóry”.

W czerwcu Biden najpewniej przeprowadził ostatnie rozmowy z kandydatami, które uzupełniły stawkę już w nowej rzeczywistości polityczno-społecznej. Może zastanawiać, czy mając tę wiedzę, jaką ma dzisiaj, w dobie pandemii i społecznych protestów, złożyłby deklarację o wyborze kobiety na swego VP. Sondaże pokazują, że o poparcie płci pięknej może być spokojny. Wyprzedza w tej grupie Trumpa aż o ok. 30%. To już jednak pieśń przeszłości. Można było zakładać, że po odejściu Klobuchair jej miejsce na podium zajmie kobieta zaliczająca się do grona kandydatów tzw. pragmatycznych. Wybrzmiało więc nazwisko gubernator „swingującego” Michigan, Gretchen Whitmer. Urodziwa, jeszcze młoda, Whitmer zyskała sobie przychylność dużej części elektoratu republikańskiego w czasie wprowadzania obostrzeń wiosną. Miała przeciwko sobie silnych przeciwników, Trumpa i stację Fox News, którzy wzywali mieszkańców stanu do buntowania się przeciw „turanicznej:” władzy stanowej. Entuzjazm konserwatystów schładzają jednak wyraziste, lewicowe poglądy gubernator.

Niewątpliwie Biden jako osoba sędziwa kieruje się w wyborze kryterium wiekowym. Urząd obejmowałby w wieku… 78 lat, bijąc tym sposobem rekord w rankingu na najstarszego prezydenta pierwszej kadencji. Zatem – z czego zdają sobie zarówno demokraci, jak i republikanie – Biden najpewniej będzie kandydatem jednej kadencji. Jego running mate jest najpewniej, a przynajmniej powinien być, wybierany z myślą o pierwszoplanowej roli w kampanii w 2024 r.

Jeżeli idzie o czarnoskóre kandydatki, wybija się niewątpliwe Stacey Abrams, która w 2018 r. otarła się o urząd gubernatora Georgii. Przeciwko kandydaturze przemawiają jej mocno zarysowane, takoż lewicowe poglądy. Są też kandydatki latynoskie: Catherine Cortez Masto pierwsza Latynoska zasiadająca w Senacie oraz Michelle Lujan Grisham, pierwsza latynoska gubernator w USA z Nowego Meksyku. Kandydatury wcale realne, bo Biden ma wciąż problem z mobilizacją elektoratu latynoskiego. Tu gorzej wypada na nawet na tle Hillary Clinton.

Biden, czytając dane statystyczne, być może zadaje sobie pytanie, które zadawał sobie niegdyś Richard Nixon: czy potrzebuję w ogóle wiceprezydenta. Otóż Nixon uznał, że wyrazisty kandydat może mu jedynie zaszkodzić. Wybrał więc a swego nominata-zastępcę polityka niemalże anonimowego, mającego za sobą połowę kadencji gubernatora stanu Maryland, Spiro Agnew. Agnew zakończył potem urzędowanie w atmosferze skandalu, a zastąpił go Gerald Ford. Wśród nazwisk branych potencjalnie przez Bidena wymienia się nazwisko Keishy Lance Bottoms, czarnoskórej burmistrz Atlanty, która poparła Bidena już w czerwcu 2019 r. Burmistrz utrzymywała surowe obostrzenia przeciw-epidemiczne tocząc bój z gubernatorem Brianem Kempem, bliskim stronnikiem prezydenta Trumpa. Kemp późno wprowadził restrykcje, po czym pospiesznie je znosił, przyczyniając się do radykalnej ekspansji wirusa SARS-CoV-2 w czerwcu, radykalnie tracąc w sondażach poparcia.

Rozważania nad charakterem, politycznym portfolio i okręgiem wyborczym kandydata na wiceprezydenta stanowią zaledwie wycinek strategii wyborczej. Ta zaś uwzględniać musi takie aspekty jak: mobilizacja własnego elektorat, pozyskanie elektoratu tzw. niezdecydowanych, ewentualne osłabienie mobilizacji elektoratu przeciwnika lub nawet jego pozyskanie. Przed Bidenem otworzyła się niepowtarzalna perspektywa urwania niemal całego centrowego skrzydła GOP, tzw. moderate republicans. Mając za sobą zdyscyplinowaną PD, poprawnie ułożone relacje z Sandersem, a zatem i rzeszą jego młodych sympatyków, obiecane wsparcie popularnych w elektoracie demokratycznym Obamów, wreszcie koleżeńskie relacje z wieloma republikańskimi liderami, może Biden bezpiecznie sięgać po część elektoratu GOP zdegustowaną stylem prezydentury Trumpa.

A propos tego ostatniego. Skoro nie wykluczamy, interpretując aktualne dane sondażowe, że ma wciąż, jako incumbent, spore szanse, warto rozważać inny skrajny scenariusz. Przywodzi go nam na myśl ten sam Richard Nixon. A co jeśli to nie Trump będzie ostatecznym rywalem Bidena? W tej chwili wycofanie się z urzędującego prezydenta z wyścigu wyborczego wydaje się daleko posuniętą abstrakcją. Jednakże pół roku wcześniej najśmielszy nawet analityk nie prognozował, że osią debaty prezydenckiej nie będzie imigracja, mur, Obamacare, giełda, korupcja, cła, sankcje i Rosja, ale dziesiątki tysięcy ofiar zabójczego wirusa i płonąca amerykańska ulica.

Niewątpliwie aktualny prezydent nie jest typem człowieka, który dobrowolnie zrezygnuje z reelekcji, gdy za murami Białego Domu, czekają na niego prokuratorzy i sądy, fiskus, wierzyciele, rozgniewana ulica, a nawet Irańczycy. Nie ufając ani demokratom, ani republikanom, nie mając tego komfortu, jaki mieli Nixon i Reagan, pewni, że na miejsce przychodzi prezydent z tego samego obozu, Trump najpewniej gotów jest prędzej poświecić GOP, aniżeli swoje jestestwo. W relacjach z republikanami Trump dysponuje argumentem w postaci wysokiego wciąż poparcia w elektoracie GOP, ale senatorowie z GOP, wolno i warto domniemywać, również dysponują własnymi. Np. mogą pomóc odpowiedzieć na pytanie ciekawskich, ile faktycznie warta jest Trump Organization.

Zatem w razie tak niewyobrażalnego scenariusza, Biden ponownie zmuszony będzie zweryfikować swe kalkulacje, a my rozpoczniemy nasze analizy znów od samego początku.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz