Imigranci a mniejszości

24 października 2015
PRESHEVO, SERBIA - SEPTEMBER 04: Syrian migrants join thousands waiting for travel documents to be issued at a Serbian processing facility September 4, 2015 in Preshevo, Serbia. After stopping at the Serbian processing facility, where the wait can last for three days, many of the migrants will continue north by bus to attempt to enter Hungary. Since the beginning of 2015 the number of migrants using the so-called 'Balkans route' has exploded with migrants arriving in Greece from Turkey and then travelling on through Macedonia and Serbia before entering the EU via Hungary. The number of people leaving their homes in war torn countries such as Syria, marks the largest migration of people since World War II.  (Photo by Win McNamee/Getty Images)

Żyjemy wciąż doniesieniami o fali uchodźców, rzekomo wojennych, rozlewających się po państwach europejskich niczym wzburzona, gniewana fala, której wydaje się że nikt i nic nie zatrzyma. Według wyliczeń ONZ oraz naocznych świadków nie są to jednak, poza nielicznymi wyjątkami, całe uciekające rodziny, przed piekłem wojny, lecz młodzi mężczyźni, prący naprzód po życie za darmo, po zasiłki wyciągane z kieszeni bogatych państw europejskich.

Jest już rzeczą wiadomą, iż nawet 90% bliskowschodnich imigrantów, szturmujących dzisiaj Europę, spędziła ostatnie miesiące w obozach dla uchodźców m.in. w Turcji, nie uciekają oni więc bezpośrednio z terenów ogarniętych wojną gdzie groziła im śmierć i prześladowania. Nie jest to więc ucieczka lecz zaplanowana i zorganizowana migracja zarobkowa.

Byłe państwa kolonialne takie jak Francja i Wielka Brytania z uwagi na swoją wcześniejszą politykę w koloniach oraz Niemcy i Szwecja powodowane zapotrzebowaniem rynku pracy na pracowników, uchyliły drzwi Europy obcej cywilizacji i kulturze, ludziom którzy w głębi serca mają za nic chrześcijańskie wartości, ludziom którzy głosząc iż islam jest religią pokoju prześladują i zabijają niewinnych chrześcijan, obwieszają swoje dzieci granatami i wysyłają na śmierć.

Mamy więc do czynienia nie z kryzysem lecz ze skutkiem dotychczasowej polityki rządów socjalistycznych państw europejskich, rządów które naruszyły dotychczasowe filary europejskiej cywilizacji i kultury, w tym w szczególności filar jakim jest chrześcijaństwo, wartości które zostają porzucane na rzecz hedonizmu i negacji istnienia Boga. Polityki, która poprzez destabilizację krajów jakimi są Maroko, Algieria, Libia, Egipt czy Syria sprowadzają na Europę taką jaką znamy wyrok śmierci. Jest to zderzenie wartości europejskich i wartości reprezentowanych przez uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, a więc sprawa toczy się już o ochronę europejskiego sposobu życia i cywilizacji.

Przez dziesięciolecia podcinano i osłabiano chrześcijańskie wartości na tyle, że uginają się pod naporem muzułmańskich żądań w imię politycznej poprawności. W imię politycznej poprawności doszło do zatarcia pojęć takich jak honor, patriota i wiele innych, dlatego mamy problem głównie ze sobą, z własną tożsamością. Dla tych krajów, które jeszcze są wierne chrześcijańskim wartością stara się je pouczać o konieczności wyciągnięcia pomocnej dłoni do ludzi śmiertelnie zagrożonych z powodów narodowościowych czy religijnych, ale jako chrześcijanie, jak to zostało przykazane, musimy pierwej zatroszczyć się o swoich bliskich, Polaków i ich potomków zza wschodniej granicy zagrożonych konfliktem na Ukrainie, z tego samego kręgu kulturowego, a potem pozostałych chrześcijan zagrożonych prześladowaniami w tym z Syrii, chcących zamieszkać i żyć w Polsce, którzy przyczynią się swoją ciężką pracą do dobrobytu Polski, a nie być jedynie przystankiem dla muzułmanów na drodze do lepiej sytuowanych, o wyższych zasiłkach państw Europy zachodniej, muzułmanów, którzy z uwagi na nasze niskie zasiłki nie chcą u nas pozostać, odrzucają zaproponowaną im pomoc i ruszają np. do Niemiec, bo według ich opinii po przybyciu do Nieniec jest źle przez pierwsze lata, a potem jest dobrze, natomiast w Polsce jest źle i będzie źle.

Odmowa lub zmniejszenie świadczeń socjalnych na rzecz imigrantów muzułmańskich na przykładzie Szwecji skutkuje tym że wychodzą oni na ulice i protestują, są aroganccy i agresywni, następuje eskalacja problemów i przemocy, gdy ich poziom życia utrzymujących się z zasiłków wielodzietnych rodzin zaczyna spadać. Dochodzi do nocnych napaści na sąsiednie dzielnice rodowitych Szwedów, podpalane są samochody i gmachy użyteczności publicznej. Jest rzeczą oczywistą, wbrew opinii socjalistycznych biurokratów, że muzułmańscy imigranci nigdy się nie zasymilują z pozostałymi obywatelami kraju w którym zamieszkują, tworzą, do czego nie chcą się przyznać oficjalnie rządy państw, zamknięte enklawy w którym rządzi prawo szariatu, gdzie prawo stanowione państwa przyjmującego nie jest egzekwowane. Problem ten narasta w państwach w których mniejszości takie już występują a na rozwiązanie którego nie ma wypracowanego rozwiązania.

Rządy państw, w których rażąco narasta problem imigrantów muzułmańskich tuszują przypadki gwałtownie wzrastającej liczby gwałtów na Europejkach w imię politycznej poprawności i przeciwdziałaniu napięciom społecznym przeciwko obcym przybyszom. W imię politycznej poprawności socjaliści teraz przymykają oko na przestępstwa gwałtu, rozzuchwalając tym samym imigrantów do dalszych, jeszcze śmielszych ataków. Pytanie jest, jak jeszcze daleko w swojej bierności posuną się państwa, aż ludzie wezmą sprawiedliwość w swoje ręce.

W historii świata wiele było przykładów gdzie mniejszości narodowe rozsadzały państwa, w których żyły i przejmowały nad nimi kontrolę, jednym z nich jest Cesarstwo Rzymskie, gdzie Goci będący uciekinierami przed Hunami wtargnęli w granicę Cesarstwa, zostali przyjęci, stali się sojusznikami Rzymu, po czym, stając się coraz bardziej liczni, zwiększyli swoją rolę w Cesarstwie i z sojuszników zmienili się we wrogów plądrując miasto Rzym. Analogia do naszych czasów jest oczywista przy czym Goci przeszli na chrześcijaństwo religię pokoju, a napływający muzułmanie na religię państwa przyjmującego z całą pewnością nie przejdą, a nawet okazują jej wrogość i w miarę zwiększania się ich liczebności wysuwają żądania związane z usuwaniem rażących ich chrześcijańskich symboli religijnych. Dlatego więc pokojowa symbioza tak różnych od siebie kultur jest niemożliwa.

Europa i Polska stają się coraz bardziej niestabilne, pytanie jest czy państwo jest w stanie nas obronić? Śmiem w to wątpić. A o to parę argumentów na poparcie tych wątpliwości. Polacy są najbardziej rozbrojonym narodem w Europie (na każdych 100 obywateli przypada w Polsce ok. 1 szt. broni palnej, np. w Czechach jest to już 13, a w Niemczech 40), jest to wynikiem polityki tej małej i tej dużej, władza boi się niezadowolenia społecznego, które w obliczu dotychczasowej polityki jest uzasadnione, polityki negatywnej, która narasta powoli tak abyśmy nie dostrzegli negatywnych zmian, co obrazowo można przedstawić na przykładzie gotowanej żaby – żaba wrzucona do wrzątku poparzona wyskoczy i ma szansę przeżyć, natomiast żaba wrzucona do zimnej wody, która będzie podgrzewana do zagotowania, nie wyskoczy i się ugotuje, taką samą politykę stosuje się wobec nas.

Co do polityki dużej do nasz kraj traktowany jest w ustaleniach pokojowych po II wojnie światowej jako ziemia zdemilitaryzowana pomiędzy Niemcami i Rosją, pole do ewentualnej przyszłej rozgrywki wojennej. Obrony terytorialnej praktycznie nie ma, a która byłaby najskuteczniejsza dla zaprowadzania porządku w mieście i do obrony swoich domostw przed zamieszkami i dla związania potencjalnego wroga w wyniszczających walkach na terenach miejskich. Silną armię mamy tylko na papierze, a może powinienem powiedzieć mamy papierowych żołnierzy, których główną bronią jest pióro, ponieważ ok. 80 % jej stanu to urzędnicy, pracownicy biurowi, zaplecze administracyjne, a tylko ok. 30 tyś. to żołnierze zaprawieni w bojach na misjach, których przedwcześnie zwalnia się ze służby osłabiając i tak marny nasz potencjał obronny. Dlatego dla stawienia realnego oporu potrzebne nam jest zbudowanie silnej, dobrze wyposażonej i odpowiednio licznej armii, składającej się z 150 tyś. osób idących do wojska po to by, gdy tylko zajdzie taka potrzeba stanąć do walki i oddać życie za ojczyznę, armii opartej nie przede wszystkim na sojuszach w tym NATO (sojusznicy mają to siebie, że w polskiej historii raczej nas zawodzili niż przychodzili nam z pomocą), ale liczącej na własne siły, w myśl maksymy: chcesz pokoju szykuj się do wojny, mają się nas bać!

Dawid Rudnicki

Dodaj komentarz