III Filary

20 stycznia 2014
Wilczyca kapitolińska. Fot. wikimedia.org

Jeden ze słynnych polskich historyków, Feliks Koneczny, wskazywał, że cywilizacja łacińska oparta jest na trzech filarach: filozofii greckiej, etyce chrześcijańskiej oraz prawie rzymskim. W sprawie pierwszego polscy politycy przeważnie milczą zapewnie przytomnie nie wypowiadając się na tematy nie dotyczące bieżącej polityki, o których i tak nie mają pojęcia.

Która etyka

Na etykę chrześcijańską powołują się politycy, a jakże, chrześcijańscy. Niewierzący prześcigają się w pomysłach, jak pokazać swojemu elektoratowi, że są oni etyczni w inny sposób niż wierzący w Boga: “będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości dobra i piękna”, jak stanowi preambuła do Konstytucji RP z 1997 r. Politycy partii, nazwijmy je umownie, antyklerykalnych, przekonują, że odpowiedniki przytoczonych powyżej uniwersalnych wartości są równie wiarygodne.

Pisząc na marginesie, omawiana przeze mnie preambuła dzieli obywateli w sposób absolutny: na grupę wierzącą (źródło wartości: etyka chrześcijańska) oraz niewierzącą (jakiekolwiek inne źródła tych wartości). Co jednak z tymi, którzy uznają chrześcijańskie postępowanie etyczne jednocześnie nie wierząc w Boga? Na ten przykład prof. Bogusław Wolniewicz przedstawiający się jako niewierzący rzymski katolik. Wystarczy się rozejrzeć, a potem zadać sobie pytanie ilu ludzi jest faktycznie wierzących, a ilu po prostu ufa chrześcijańskim wartościom, jako tym właściwym, szanuje tradycję w której się wychowywali i w której wychowują swoje potomstwo.

Ostatni filar – prawo rzymskie. Cóż, o ile polityk uchodzący za poważnego przykładowo może nie znać podstawowych dzieł filozoficznych starożytnej Grecji, etycznie wyłącznie deklarować wiarę w Boga, to już nieznajomość podstaw prawa rzymskiego kompromituje go, bo oznacza nieznajomość prawa w ogóle. Niezależnie od tego czy polityk ma swoje miejsce w parlamencie, czy też jest poza głównym nurtem polityki (wówczas nazywa się go działaczem społecznym, prawda?) nigdy nie przyzna się do nieznajomości prawa. Swą nieznajomość starożytnych dzieł greckich filozofów owszem, potwierdzi z uśmieszkiem na twarzy. Wyborcy nie interesuje nauka o filozofii. A etyka chrześcijańska? Wiarę, jak wskazuje Konstytucja, może z powodzeniem zastąpić wychowanie mamy lub taka piękna Karta praw podstawowych Unii Europejskiej. A prawo? Trudno wyobrazić sobie polityka, który deklarowałby ignorancje wobec prawa, o którym ma decydować.

Prawo absolutne w wydaniu politycznym

Wystarczy wziąć dowolny zarys prawa rzymskiego w formie książkowej, a następnie porównać go z podręcznikiem do np. prawa cywilnego ogólnego. Wady oświadczenia woli, podział czynności prawnych, pojęcie osoby fizycznej, są tożsame z obecnymi przepisami. Zasada lex retro non agit czyli prawo nie działa wstecz, została sformułowana w konstytucji Teodezjusza II oraz konstytucji Walentyniana III z 440 r. Jednocześnie bywała ona łamana np. przez stosowanie rescissio actorum czyli anulowanie z mocą wsteczną (!) wszystkich konstytucji dawnego cesarza przez tego nowego. Mało tego, wyjątki od tej zasady zostały przewidziane względami natury moralnej, ekonomicznej czy nawet politycznej.

Naturalnie lex retro non agit znane było wcześniej, natomiast pojawienie się jej w konstytucjach wspomnianych wyżej cesarzy, prawdopodobnie jedynie zbiegło się w czasie z postępującą destrukcją Cesarstwa Rzymskiego (wtedy już podzielonego na wschodnie i zachodnie) i nie należy doszukiwać się między nimi związku przyczynowo-skutkowego. Błędne jest założenie, że lex retro non agit było podstawą państwa rzymskiego w jego najlepszym okresie i przyczyniło się do jego świetności. Walentynian III był cesarzem słabym, za jego panowania plemiona germańskie pustoszyły zachodnią część Cesarstwa, a Teodezjusz II był zdany na łaskę i niełaskę Hunów.

Nauka poszła w las

Wniosek jest taki, że politycy, którzy powołują się na nieprzestrzeganie nieretroaktywności prawa sami prawa za dobrze nie znają. Polskie ustawodawstwo tak jak i prawo rzymskie zna wyjątki od normy lex retro non agit np. gdyby znowelizowana ustawa karna nie przewidywała już sankcji za czyn, za który skazany odbywa karę wówczas fakt skazania uznaje się za niebyły.

Koncepcja absolutnego interpretowania zasady nieretroaktywności prawa, która jest wysuwany w mojej ocenie jest warta przemyślenia, ale jest to pomysł nowy i nie mający nic wspólnego ani z rzymskim porządkiem prawnym, ani z obecnym polskim. Nie jest to sprawa czysto teoretyczna, wystarczy wspomnieć temat seryjnych morderców i gwałcicieli dla których już raz zrezygnowano z lex retro non agit na rzecz łagodniejszego wyroku tj. 25 lat pozbawienia wolności zamiast kary śmierci orzeczonej jeszcze przez sądy PRL, a którą formalnie zniesiono w 1997 roku. Obecnie parlamentarzyści chcą, by prawo zadziałało wstecz wobec nich, tym razem na niekorzyść przestępców. Sejm przyjął ustawę o przymusowym izolowaniu osób niebezpiecznych dla otoczenia, a Ministerstwo Zdrowia przygotowało już rozporządzenie w sprawie ośrodków, w których mają być trzymani przestępcy po odbyciu kary. W ocenie prawników omawiana ustawa nie jest zgodna z Konstytucją RP. Zdziwiłbym się, gdyby Trybunał Konstytucyjny orzekł inaczej. Po prostu mamy do czynienia z legislacyjnym nieudacznictwem.

Podsumowując, parlamentarzystom nie zależy na stabilności prawa, ani na przestrzeganiu starożytnych (czy też nowożytnych) paremii. Im zależy na tym, by prawo nie przeszkadzało w sprawowaniu im władzy lub jej zdobyciu. Partie chcą zbić kapitał polityczny uprawiając ustawodawcze pogaństwo nie licząc się z konsekwencjami takiego postępowania.

Mariusz Wojski
Autor jest absolwentem prawa Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Zajmuje się problematyką II wojny światowej.

Dodaj komentarz