Gość w dom

11 lipca 2015
Źródło: http://dcvonline.net

W czwartek Biały Dom odwiedził wyjątkowy gość. Barack Obama w ostatnich tygodniach, abstrahując od kontrowersyjnych pozostałych siedmiu lat prezydentury, wpisuje się w obraz malowany od 2008 r. przez jego politycznych wrogów, zarówno w Partii Republikańskiej (GOP), jak i demokratycznej: lewicowego radykała, czy wręcz kryptokomunisty. Kto zna, choćby pobieżnie życiorys Obamy, nie będzie wcale tą metką zdumiony.

Po kontrowersyjnym otwarciu stosunków dyplomatycznych z komunistyczną Kubą, triumfalnej mowie z okazji kontrowersyjnej decyzji Sądy Najwyższego w sprawie małżeństw homoseksualnych, jątrzących konflikty rasowe wypowiedziach, jakich nie szczędził po masakrze w Charleston, w Południowej Karolinie, przyszedł czas na przyjazny shake hand z sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Wietnamu, Nguyenem Phu Trongiem.

Relacja z kordialnej rozmowy obydwu polityków w Pokoju Owalnym wywołała konsternację w obydwu głównych partiach politycznych. Trong nie piastuje bowiem w Wietnamie żadnej funkcji państwowej. Obama przyjął go tymczasem niczym głowę państwa. Naturalnie partia komunistyczna ma przemożny wpływ na politykę Wietnamu, niemniej jednak przywódcy demokratycznych państw, kiedy nie muszą, wolą nie spotykać się przedstawicielami formacji, które firmują ideologię uważaną w swej praktyce za zbrodniczą. Kiedyś podobne kontrowersje wywołała w USA i wśród Polonii wizyta Edwarda Gierka za Oceanem, wszak, ani nie premiera, ani nie przewodniczącego Rady Państwa, ale I sekretarza kompartii.

Obama nie tworzy już pozorów. Idzie na zupełne zwarcie z Kongresem, w którym rządzą republikanie, ale także z centrum swej własnej partii. Realizuje poglądy, z jakich był znany przed 2008 r., a które zdołał ukryć za fasadą „ponadpartyjności”. Z początku skutecznie zawładnął wizerunkiem GOP, tytułując ją mianem „Party of No” („partii sprzeciwu”). Po jakimś czasie, liberalne media zdjęły zeń częściowo swą ochronę, w skutek rosnącego niezadowolenia z reformy systemu ochrony zdrowia, utrzymującego się bezrobocia i katastrofalnej w skutkach polityki zagranicznej.

Właśnie na tym ostatnim polu Obama jest jeszcze w stanie najwięcej zdziałać. I to czyni. Republikanie natychmiast podnieśli kwestię łamania praw człowieka w Wietnamie.

Chris Smith, członek Izby Reprezentantów z New Jersey, powołał się na raporty ONZ mówiące o prześladowaniach działaczy opozycji i stosowanych na masową skalę torturach. „Jestem rozczarowana faktem, że administracja postanowiła ugościć Nguyena Phu Thonga. – oznajmiła z kolei demokratyczna poseł z Kalifornii, Loretta Sanchez – Jako osoba zajmująca się kwestią praw człowieka w Wietnamie nie mogę ignorować fatalnego stanu wolności prasy i wypowiedzi w tym państwie”.

Politycy próbują desperacko znaleźć jakiś geopolityczny sens tej wizyty. Wiadomo bowiem, że Wietnam zaniepokojony jest obecnością ChRL w południowej części Morza Chińskiego. Wietnam ma więc poszukiwać sojusznika w zaostrzającym się konflikcie z Pekinem. I skoro chińscy komuniści zacieśniają więzi z Moskwą, USA dają im odpowiedni sygnał… Może. Jest dosyć niewielu analityków, którzy wierzą w to, iż polityka zagraniczna w czasach Obamy jest oparta na jakieś strategii. Bo kogo chce Obama okrążyć, wznawiając relacje z Hawaną?

WAP

Dodaj komentarz