Druga debata republikanów

18 września 2015
Druga debata republikanów 
Paweł Zyzak

Przyznać trzeba, że było to znakomite, prawie 3-godzinne widowisko. Scenę i trybuny postawiono w sali muzealnej Biblioteki Ronalda Reagana w Simi Valley w Kalifornii, na podeście przed prezydenckim Air Force One. Samolot to jedyny taki okaz w muzeum. Podróżował nim sam Reagan. Biblioteka znajduje się na wzgórzu i jest najpiękniej położonym prezydenckim muzeum, jakie zwiedziłem w USA. Z olbrzymiego okna sali rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na okoliczną pustynię i kaniony.  

W Simi Valley debatowano przede wszystkim o polityce zagranicznej. Pierwsza część debaty znowuż skupiła się na Donaldzie Trumpie. Dywagowano na przykład nad tym, czy komuś z takim, jak on temperamentem można powierzyć „atomowy przycisk”? Trump starał się pokazać, jako silny lider, którego nawet tyrani będą szanowali. Jako prezydent zahamuje rosyjskie macki w Syrii. Putin będzie go szanował za sam sposób bycia. Moskwa nie szanuje Obamy, działa więc wyzywająco. Zapytany, jakich argumentów użyje, przekonywał tajemniczo, że załatwi to z Putinem „w cztery oczy”.

Ignorancja Trumpa, jeśli idzie o politykę zagraniczną, jest porównywana do znajomości przezeń wersetów Biblii. Trump, który podaje się za obrońcę Izraela, nie potrafił ostatnio powiedzieć z kim państwo to graniczy. Za co zatem Putin będzie szanował Trumpa? Amerykanin – moim zdaniem – powinien się obawiać spotkania „w cztery oczy” tych panów. Istnieje ryzyko, że zakończy się ono wielką przyjaźnią na obraz tej między Putinem i Berlusconim. Trump i Berlusconi mają ze sobą bardzo wiele wspólnego charakterologicznie. Jak przystało na podstarzałych playboyów, przede wszystkim olbrzymie ego. Podobieństw jest więcej. Berlusconi przez lata odgrywał we Włoszech rolę jedynej prawicy, zdolnej powstrzymać pęd lewicowych sił do władzy.

Trump i Fiorina

Po wczorajszej debacie można pewnie orzec, że dla Polski najlepszym rozwiązaniem prezydenckim byłaby bizneswoman i polityk Carly Fiorina lub senator Marco Rubio. Są oni najlepiej z całej chmary kandydatów zorientowani w polityce zagranicznej. Rubio jest synem kubańskiego imigranta, który w latach 60. zbiegł z komunistycznej Kuby. Odziedziczył więc awersję do tyranii, a zatem i troskę o współczesnych mieszkańców globu żyjących w jej cieniu. Fiorina zarządzała natomiast globalną korporacją branży informatycznej Hawlett-Packard. Przymierzała więc już poniekąd prezydenckie buty. Jako szef firmy zajrzała w każdy niemal zakątek świata.

Carly Fiorina wymówiła podczas debaty głośno postulat odbudowy tarczy antyrakietowej w Polsce oraz wysłanie do niej i do państw bałtyckich amerykańskich wojsk. Wcześniej, prze debatą czynił to Rubio, który lubi określać Putina mianem „gangstera”. Jest jeszcze trzecia, przyjazna Polsce opcja kandydata. Wypada nam wymienić nazwisko Scotta Walkera, gubernatora stanu Wisconsin. Swego czasu to Walker przewodził w sondażach. On również po wielokroć deklarował wsparcie militarne i polityczne dla Polski. Pozostali kandydaci skoncentrowani są na Bliskim Wschodzie.

Trump patrzy na wszystko przez pryzmat interesów biznesowych, a że budował przede wszystkim kasyna, mają one osobliwą naturę. W przeciwieństwie do Fioriny, która stawia na naprawę i wzmocnienie amerykańskiej polityki zagranicznej, Trump ufa własnej mocy perswazji i intuicji. Niestety za tą fasadą – w mojej opinii – kryją się tylko dwa narzędzia polityki zagranicznej – handel i targ. Czyni to Trumpa politykiem, z punktu widzenia interesów Polski, jeszcze bardziej niebezpiecznym niż współautor „okrągłego stołu” George H. W. Bush. W zestawieniu z bezideowością i cynizmem, arogancja Trumpa stanowi dla nas duże zagrożenie.

Mimo szumu, jaki powodował Trump, najlepszym polemistą tego wieczoru okazała się Carly Fiorina. Była CEO słynnego HP umiejętnie szermowała faktami, pojęciami, jak i życiowymi przykładami. W dyskusji o legalizacji miękkich narkotyków wyszła poza obowiązujący schemat stwierdzając, że narkotyki są wśród współczesnej młodzież plagą. Przez narkotyki straciła własne dziecko. Z tą plagą trzeba walczyć, a nie legalizować. Przyćmiła specjalistę od legalizacji Randa Paula oraz Jeba Busha, który wyznał dumnie, że sam też kiedyś próbował…

Fiorina sprawnie broniła swych dokonań w Hawlett-Packard. W korporacji zrobiła zdumiewającą karierę, od sekretarki po prezesa. Na czele firmy stała w latach 1999-2005, w czasie największej od lat recesji na rynku komputerowym. Donald Trump, posługując się statystykami z tego okresu, zarzucił jej znów fatalne zarządzanie firmą. Fiorina przekonująco tłumaczyła, że zmiany, który dokonała w okresie depresji, procentują dzisiaj. Wypomniała w rewanżu Trumpowi, że aż cztery razy ogłaszał bankructwo własnych podmiotów.

Równie celnie odpowiedziała na populistyczny zarzut gubernatora Christie, iż nazbyt się z Trumpem chwalą swoimi karierami, kiedy ludzie w kraju żyją „od czeku do czeku”. Christie usłyszał więc, że Amerykanie chcą poznać dokonania swych reprezentantów, zresztą o jego dokonaniach słyszeli już wystarczająco dużo. Finezyjnie skierowała ogień tego zarzutu na nieobecną Hilary Clinton. Wypomniała kandydatce demokratów, że karierę winno się mierzyć dokonaniami, a nie ilością przebytych mil samolotem na stanowisku rządowym.

Fiorina to najlepiej merytorycznie przygotowany kandydat tych prawyborów. Potrafi być skromna i taktownie się pochwalić. Jest zadziorna, a zarazem po koleżeńsku potrafi stanąć w czyjejś obronie. Dzielnie odpiera bezpardonowe ataki i kontratakuje z klasą. Na szyderstwa Trumpa dotyczące jej wyglądu („Popatrzcie na tą twarz, czy ktoś mógłby na coś takiego głosować?), odpowiedziała, że jest dumna z każdej zmarszczki na swej twarzy, bo świadczą o jej doświadczeniu.

Zwycięzca debaty

Opinie analityków na temat zwycięzcy debaty są różne. W pierwszej części debaty Trump znowuż zaabsorbował uwagę kandydatów, dziennikarzy i publiczności. Koncentrowano się z gasnącym już zainteresowaniem na jego kontrowersyjnych wypowiedziach. Nieco tylko czasu zjadły wszczynane przezeń rynsztokowe wręcz pyskówki, jak choćby uwaga do wyglądu Paula czy stwierdzenie, że Paula nie powinno być na sali, bo ma śladowe tylko poparcie. W drugiej części debaty, kiedy toczono merytoryczną dyskusja o polityce zagranicznej, Trump odszedł w cień. Oznacza to, że żaden jego pogląd nie był przedmiotem rozważań, jak i punktem odniesienia. Biznesmen nie miał nic w tej fazie do powiedzenia. Na koniec zdążył się jeszcze ośmieszyć, wdając się w dyskusję z Benem Carsonem, w końcu neurochirurgiem, o szczepionkach. Trump przekonuje bowiem, że szczepionki mogą powodować autyzm. Carson stwierdził, że nie ma na to naukowych dowodów, choć rzeczywiście szczepionek jest za dużą i podaje się je w zbyt małych odstępach czasu. „O to mi właśnie chodziło” – podsumował Trump.

Ostatnie słowo Trumpa w debacie, skierowane do widzów, było najlepszym podsumowaniem „dokonań” biznesmena w debacie. Zacytujmy:

„Jeśli zostanę prezydentem zrobimy coś naprawdę szczególnego. Zrobimy ten kraj wspanialszym niż był kiedykolwiek wcześniej. Będziemy mieli więcej miejsc pracy, będziemy mieli więcej wszystkiego. Dyskutowaliśmy dziś o chorobach, dyskutowaliśmy o wielu sprawach dziś wieczór. Wiele z tego to tylko słowa, które przemijają. […] Politycy – dużo gadki, mało działań. Wiele wypowiedziano słów, które zostaną łatwo zapomniane. Kiedy zostanę prezydentem sprawy […] nie zostaną zapomniane. Znajdę rozwiązania. I świat będzie nas szanował, jak nigdy wcześniej. I to będzie właściwie przyjazny świat”. Wypisz wymaluj Wałęsa.

Zwycięzcą merytorycznym i wizerunkowym debaty, zwycięzcą taktycznym, jest Carly Fiorina. Zdziwię się jeśli nie zanotuje ona radykalnego wzrostu w słupkach badań poparcia. Jednakże amerykańskie debaty prawyborcze służą zupełnie innemu celowi. Do uzyskania nominacji jeszcze daleka droga. Polityk swym występem próbuje pozyskać, jak największą rzeszę sponsorów, milionerów, jak i drobnych donatorów. Zatem to pozyskane po debacie pieniądze są właściwym miernikiem wygranej, nie zaś słupki. I z tego co zdążyłem podejrzeć w FOX News, konto wyborcze Fioriny jest obecnie oblegane.

Która debata

Debata CNN była znacznie lepszą od tej pierwszej, zorganizowanej przez FOX News. Sądzę, że właściwy model dla nas, za 5 lat. Dziennikarze CNN inicjowali dyskusję, wywołując dwóch polityków, mających odrębny pogląd w danej kwestii. Wystarczało potem, by jeden z nich wspomniał nazwisko któregoś z pozostałych adwersarzy, i tamten otrzymywał możliwość odpowiedzi. Dziennikarze łagodnie sygnalizowali politykom, kiedy kończy się czas wypowiedzi. W ogóle z nimi nie polemizowali. Politycy nie byli upominani za przerywanie interlokutorowi, a nawet dziennikarzom.

Debata była więc dynamiczna, pełna zwrotów akcji i w niczym nie przypominała teleturnieju „jeden z dziesięciu”. Dodać trzeba, że taki model sprawdza się wyłącznie wśród ludzi o wysokiej kulturze politycznej. Oczywiście nie wszystkim politykom odpowiadała. Ted Cruz, znakomity przecież orator, zgasł na ponad dwie godziny. Bierny niemal zupełnie był Rand Paul. Wyraźnie nieswojo czuł się Marco Rubio. Nieśmiały i podenerwowany Jeb Bush zaliczał kolejne porażki, wdając się w pyskówkę z Trumpem.

Najwyższy poziom wśród płci męskiej pokazał były gubernator Arkansas Mike Huckabee. Jego konserwatywny przekaz, nie zawierał ideologicznych oraz populistycznych tonów. Hukabee, też nieco przygaszony, wzbudzał jednak bardzo ciepłe emocje i to go odróżniało. Świadomie prezentował się w świetle osoby, która łączy – łączy uczestników debaty, reprezentowane przez nich grupy społeczne, społeczności lokalne i elektoraty. Carly Fiorina pokazała i jedno i drugie – umiejętność szybkiej i celnej riposty, jak i składnej, inteligentnej komunikacji z widzem siedzącym przed telewizorem. W mojej opinii wczorajsza debata zakończy erę dominacji Trumpa. Największa w tym zasługa Fioriny.

            Paweł Zyzak

Dodaj komentarz