Dokąd zmierza dzisiejsza Gruzja? – rozmowa z Levan Berdzenishvili z sierpnia 2012 r.

27 marca 2015

Wywiad z Levanem Berdzenishvili został zamówiony przez jeden z największych prawicowych tygodników w Polsce. Po lekturze wywiadu i po namyśle, redakcja zdecydowała się wywiad „odmówić”. Oznajmiła korespondentowi, że nie znalazła „równowagi” dla Berdzenishvili, a Saakaszwili nie chce rozmawiać z dziennikarzami. Jak widać nawet „prawicowe” medium może dojść do wniosku, że nie życiorys zdobi człowieka, jego wiedza i doświadczenie, ale jego szata polityczna lub szata w jaką dana redakcja go ubrała. Obojętnie, jakie szmaty są teraz w modzie, kogoś takiego, jak Levan Berdzenishvili wysłuchać warto. Choćby po to, by zestawić z obecną sytuacją polityczną w Gruzji. Rozmowa została przeprowadzona w Waszyngtonie, (sierpnia 2012 r.)

Levan Berdzenishvili, filolog klasyczny, autor, tłumacz, polityk – współzałożyciel w 1978 r. podziemnej Partii Republikańskiej Gruzji, obecnie w bloku politycznym Gruzińskie Marzenie, w latach 80. więzień GUŁAGU, obecnie profesor Gruzińskiego Instytutu Administracji Publicznej i Uniwersytetu Kaukaskiego, w latach 1998-2004 – dyrektor gruzińskiej Biblioteki Narodowej, w latach 2004-2008 poseł, szef Komisji Edukacji, Nauki, Kultury i Sportu w Parlamencie Gruzji i członek Rady Europy.

Z profesorem Levanem Berdzenishvilim, jednym z liderów gruzińskiej Partii Republikańskiej, posłem z ramienia bloku Gruzińskiego Marzenia rozmawiał historyk Paweł Zyzak.

P: W parlamencie gruzińskim są więc dwa bloki polityczne, które, w przeciwieństwie do Polski, są suwerenne i prozachodnie, raczej sceptyczne wobec Rosji. Blok Bidziny Iwaniszwilego, do którego należy Pańska Partia Republikańska oraz Zjednoczony Ruch Narodowy (ZRN), Micheila Saakaszwilego. Historia Waszej suwerenności po 1989 roku również potoczyła się inaczej. Co by o nich nie mówić, Eduard Szewardnadze i Micheil Saakaszwili, byli kompetentnymi liderami.

L: Rzeczywiście Saakaszwili nigdy nie był sterowany. Ma i dobre i złe pomysły. Problem z Saakaszwilim polega na czyś innym. On był przekonany, że tworzy naród, więc dla niego historia zaczynała się od 2003 r., kiedy został pierwszą osobą w państwie. Kompletnie nie zna historii własnego kraju. Przyjmuje taki quasi-amerykański punk widzenia, że państwo można stworzyć od nowa. Saakashwili sądzi poza tym, że tworzy je tak, jak Ataturk tworzył współczesną Turcję. Na przykład pan Wałęsa nigdy nie czuł się ojcem narodu. Saakashwili i Shewardnadze tak. Być może będziemy mieli ten sam problem z następnym liderem. Gruzja musi pozbyć się idei ojca narodu. Potrzebujemy więc republiki parlamentarnej, która osłabi silnego prezydenta.

P: Jak długo Gruzja była niepodległa?

L: Gruzja posiada 40-wieczną historię i była tylko przez 2 była zależna.

P: Ale nowoczesne narody istnieją właśnie od wieku XIX.

L: Wówczas Gruzja rzeczywiście pozostawała pod rosyjską okupacją. To nasz problem. Ale nawet w czasach sowieckich Gruzja była do pewnego stopnia niezależna. Kulturalnie niepodległa. Miała jedne z najlepszych teatrów i najlepszych reżyserów w całym ZSRS. Dzisiaj wyłącznie gruzińskie filmy zdobywają nagrody na międzynarodowych festiwalach. Nie rosyjskie, nie uzbeckie, nie ukraińskie. Bardzo łatwo zrozumieć dlaczego Gruzini kochają niepodległość. Wszyscy Gruzini są patriotami, ale nie wszyscy są demokratami.

P: A co z kolaboracją z komunizmem?

M: Żaden Gruzin nie był szczerym komunistą. Może Stalin był wyjątkiem. Jeśli popatrzysz na liczby, w Gruzji było znacznie więcej komunistów niż na Ukrainie czy w Armenii. Gruzini mieli wyższe wykształcenie i legitymację partyjną w kieszeni. Gruzin był profesorem, ale nie był dobrym profesorem i nie był szczerym komunistą. Komunista nie jest w stanie rozmawiać przez 5 godzin o tradycyjnych potrawach, pijąc przez cały czas. Komunista jest cały czas pijany. Gruzją rządzili komuniści, ale nie było tu dla nich dobrych warunków i zaplecza. Żadnego proletariatu, fabryk, większych kopalni, tylko góry.

P: A więc uważacie się za górali?

M: Tak, choć ja nim nie jestem. Urodziłem się w Batumi, nad Morzem Czarnym. Gruzja jest kombinacją gór i morza. Góry mamy także w duszy, co oznacza poezję… Wnętrze Gruzina jest mieszaniną ducha kapitana statku i górala.

P: Włosi Związku Sowieckiego…

L: Tak, może.

P: Dobrzy muzycy, dobre opery.

M: Gruzini są tylko jedni. Uwielbiają życie, dobre jego strony. Problem z Saakaszwilim polega na tym, że nie jest on rdzenną częścią narodu gruzińskiego. Nie dlatego, że nie jest Gruzinem, bo jest, ale dlatego, że jego świadomość nie jest częścią świadomości narodowej. Ma pretensje do narodu gruzińskiego, nie ufa gruzińskim wartościom. To co dla niego najlepsze, jest za granicą. Bidzina Iwaniszwili jest zupełnie inny, dla niego to co gruzińskie jest najlepsze. Włącznie z potrawami, językiem, zwyczajami, ubraniami. Są więc dwa człony alternatywy. Pierwsza mówi, że Gruzini są źli, muszę ich więc naprawić i zbudować kraj od zera. Druga mówi – Gruzini są najlepsi, muszę Gruzję zwrócić Gruzinom. Prawda jest gdzieś po środku. Moje osobiste pojęcie o moim kraju mówi, że to daleka Europa a nie bliska Azja. Gruzini są dumny z tego kim są, a Saakaszwili jest tu wyjątkiem.Levan_R2

P: Przecież ty i twoja partia wspieraliście tego anty-Gruzina.

L: Potrzebowaliśmy Saakaszwilego i użyliśmy go, teraz jest skończony i potrzebujemy Iwaniszwilego. Będzie miał szansę być użytecznym przez lata. Pan Wałęsa też był użyteczny tylko przez jedną kadencję, a po niej ludzie podziękowali mu.

P: Czy Gruzini wiedzą wszystko o Saakaszwilim?

L: Saakaszwili nie był komunistą, ale zachowywał się jak komunista. Stworzył jednopartyjny rząd, posiadał monopol w parlamencie, przejmował media. My potrzebujemy w Gruzji parlamentu wielopartyjnego, potrzebujemy pluralizmu. Blok Iwaniszwilego to zgodna koalicja sześciu partii. W bloku z Saakaszwilim było tak, że wciąż próbował stworzyć jedną listę wyborczą.

P: Co z rosyjskim zagrożeniem? Kogo wspiera Kreml?

L: Wcale nie wspierają Iwaniszwili’ego. Uważają Saakaszwilego za swojego wroga, ale odpowiada im, jako polityk nieobliczalny, z renomą wariata. Więcej problemów będą mieli z optymalnie zrównoważonymi władzami, które polegają na społeczeństwie i zasadach demokratycznych. Im więcej demokracji, czyli porządku i postępu na granicy rosyjskiej, tym większy dla Rosji problem. Nie poprą otwarcie ani Saakaszwilego ani Iwaniszwilego, są przeciwko obu. Zawsze popierali oddanych im ludzi, jak Nino Burdżanadze, ale pro-rosyjskie partie nie mają większych szans.

P: Kogo by Pan wsparł gdyby był Władimirem Putinem?

L: Właśnie Burdżandze, przewodniczącą Demokratycznego Ruchu-Zjednoczona Gruzja, byłą przewodniczącą parlamentu. Miła i wykształcona kobieta. Jednak nie jest popularna, ponieważ po wojnie, w 2008 roku spotkała się z Putinem.

P: Czy twoim zdaniem Saakaszwili jest odpowiedzialny za wojnę na Kaukazie?

L: Zawiniły trzy strony – Osetyjczycy, Gruzini i Rosjanie. Im większy kraj, im bardziej znaczący, tym większa odpowiedzialność. Największą winę ponoszą Rosjanie, ale Gruzja również ponosi odpowiedzialność, bo dała się w tą wojnę wplątać. To była pułapka, a Saakaszwili nie był wystarczająco mądry, by ją ominąć. Wydawało mu się, że Rosjanie oddają nam Osetię, ale zabierają Abchazję.

P: To dlaczego jeszcze istnieje w polityce?

L: Saakaszwili jest politykiem z krwi i kości i potrafił wykorzystać nawet przegraną w wojnie. Zyskał dwie rzeczy: 4 mld dolarów od Amerykanów oraz wzrost poparcia społecznego.

P: Tak, ale mógł przegrać wszystko – to był hazard.

L: Stracił terytoria, ale nie stracił ludzi, ponieważ miał pieniądze dla policji, nauczycieli… Dostał je z Europy i USA.

P: A Gruzja?

L: Jedynym tak naprawdę zwycięzcą w tej wojnie była Rosja. Okupuje Abchazję i Osetię. Nie potrzebuje już nic od Gruzji. Jestem absolutnie przekonany, że nie będzie kolejnego konfliktu z Rosją, gdyż Rosja zdobyła już wszystko czego chciała.

P: A może Rosjanom zależy na sparaliżowaniu rurociągów przechodzących przez Gruzję?

L: Wówczas Rosjanie wywołaliby wojnę z Europą. Jeśli zbombardują rurociągi, sami zostaną zbombardowani. Dobrze, że mamy te rurociągi, bo dzięki temu jesteśmy bezpieczni. Byłem przeciwny Szewardnadze, ale nie w wypadku budowy tych rurociągów. To był dobry ruch. Wojna pokazała, że dużym krajom europejskim na nich zależy.

P: Czy Lech Kaczyński wiedział co się działo w gruzińskiej polityce?

L: Dwukrotnie rozmawiałem z prezydentem Kaczyńskim. Pierwszy raz w gronie sześciu liderów opozycji. Mieliśmy 20 minut, z czego ja przemawiałem 15 minut. Były polski ambasador w Gruzji, Jacek Multanowski, był przyjacielem mojej partii i dał mi szansę wytłumaczenia wszystkiego prezydentowi. Było to w listopadzie 2007 roku, a więc jeszcze przed wojną. W trakcie wielkich demonstracji na ulicach Tbilisi, rozpędzanych przez siły bezpieczeństwa i po wtargnięciu policji do siedziby jednej z największych telewizji Imedia. Powiedział nam, że nie wiedział o tym i, że to interesujące. Lech Kaczyński wspierał Gruzję, ale Saakaszwili był dla niego bohaterem, bo był przeciwko Rosji. Ja również jestem przeciwko Rosji. Lech Kaczyński nie wiedział, że są również inne partie przeciwne Rosji. Saakaszwili wmówił mu, że kto jest przeciwko mnie, jest za Rosjanami. „Jeśli jesteś przeciwko mnie Levan, jesteś człowiekiem Putina”.

P: Kto tak powiedział?

L: Saakaszwili. Nazwał mnie w telewizji rosyjskim szpiegiem. Powiedział, że mam związki z rosyjską ambasadą. Wszystko wytłumaczyłem prezydentowi Kaczyńskiemu i zgodził się ze mną.

P: W jakim języku rozmawialiście?

M: Po angielsku. Miał do pomocy tłumacza.

P: Dlaczego nie po rosyjsku?

L: Nigdy nie używamy języka rosyjskiego w rozmowach z obcokrajowcami. Nawet jeśli nie znasz żadnego, masz gruzińskiego tłumacza. Jesteśmy byłą sowiecką i rosyjską kolonią, nie lubimy metropolii. Nie mam z rosyjskim problemu. Byłem członkiem Rady Europy w Strasburgu i tylko raz użyłem języka rosyjskiego. Tłumaczyłem tam, że być przeciwko Saakaszwilemu, nie oznacza być razem z Rosjanami. Zwykle używałem angielskiego, raz użyłem francuskiego. Nie nienawidzę języka rosyjskiego i rosyjskiej kultury. Kocham ten język i jeśli pytasz mnie, jako profesora o najlepsze książki, powiem ci, że cztery powieści Dostojewskiego i dwie powieści Tołstoja są na liście 60-ciu najlepszych książek Levana Berdzenishvilego. Czyli aż 10 procent to książki rosyjskie.

P: Kiedy po raz drugi rozmawiał Pan z Lechem Kaczyńskim?

L: Już po wojnie, w 2008 roku. Małe spotkanie. Troje ludzi z opozycji. Czuliśmy sympatię względem Kaczyńskiego. Wielu moich kolegów nie, ponieważ wspierał Saakaszwilego. Ja osobiście miałem wielki szacunek dla Kaczyńskiego, dzięki Irenie Lasocie, i dzięki temu, że wiedziałem, kto jest kim w Polsce. Wiedziałem, że jest najlepszą częścią polskiej sceny politycznej. Był znacznie lepszy niż prorosyjski Komorowski i inni. Pamiętam, że był bardzo szczerym i uczciwym facetem. Większe ma dla mnie znaczenie czy ktoś nie jest skorumpowany, od tego, czy ktoś jest lewicowy czy prawicowy.

P: Saakaszwili jest lewicą czy prawicą?

L: Kto wie? Nikt nie wie.

P: Lech Kaczyński miał skonkretyzowane poglądy. Tradycjonalista, ale demokrata. Wrażliwość socjalna w sprawach gospodarczych. Głęboka świadomość historyczna.

L: Saakszwili nie mówi, czy jest lewicowy czy prawicowy. Jego partia ZRN należy do Europejskiej Partii Ludowej, więc można powiedzieć, że jest partią prawicową. Ale w rzeczywistości Saakaszwili w kampanii obiecywał ludziom pracę i pieniądze, zachowując się przy tym jak populista i lewicowiec. Stworzył nawet Ministerstwo Pracy, które ma tę pracę rzekomo rozdawać. W Gruzji jest ogromne bezrobocie.

P: To jak byś go określił? Co to za odmiana polityka?

Levan Berdzenishvili. Zjęcie ze zbiorów GULAG-u

Levan Berdzenishvili. Zjęcie ze zbiorów GULAG-u

L: Saakaszwili nie jest ani prawicowcem, ani lewicowcem, jest „stołkowcem”. Stołek to dla niego święta rzecz. To bardzo dziwne, że Kaczyński i Saakaszwili choć przez moment byli przyjaciółmi, ponieważ Kaczyński był polskim patriotą, bardzo kochał Polskę i polską historię, i nigdy nie prezentował się jako ojciec Polski. Uważał się za syna Polski.

P: Czy to prawda, że Lech Kaczyński zmienił później swe zdanie o Saakaszwilim?

M: Tak. Zrozumiał, kim Saakaszwili był. Poznał jego sekrety. Został zaproszony do Gruzji i odmówił. Zauważyliśmy ten gest i pytaliśmy oficjeli dlaczego wykonał taki gest. Niczego się nie dowiedzieliśmy. Zapytałem wreszcie ludzi, którzy byli nieformalnie zaangażowani w sprawy gruzińsko-polskie. Było to już po tej słynnej strzelaninie przy granicy. Otrzymałem odpowiedź: »Kaczyński nie ufa już Saakaszwilemu«. Jestem przekonany, że w ostatnich dniach przed śmiercią prezydent Kaczyński był świetnie poinformowany co się dzieje. Później byłem wstrząśnięty, gdy dowiedziałem się o katastrofie samolotowej.

P: Amerykanie zwykli mówić o niektórych dyktaturach, w łagodnej wersji: “Sukinsyn, ale nasz sukinsyn”.

L: Oczywiście, gdybym był w rządzie USA, wahałbym się ze zmianą Saakaszwilego. Patrząc jednak na nastroje w kraju, nawet w interesie USA leży zmiana władz w Gruzji. Jeśli rządziłby trzecią kadencję, byłoby widoczne, że nie jest demokratą w amerykańskim stylu, ale przywódcą jeszcze jednej postsowieckiej republiki, jak Kazachstan czy Turkmenistan. Oczywiście nie jest Nazarbajewem, ale będzie tak postrzegany. Każdego dnia Saakaszwili skupiał się coraz bardziej na utrzymaniu władzy, nie na reformach. Wątpliwe, aby politycy amerykańscy chcieli wysyłać pieniądze swych podatników do kraju rządzonego przez kogoś takiego. Parlament, w którym partia Saakaszwilego posiadała więcej niż 80% miejsc w parlamencie, codziennie zmieniał konstytucję, destabilizując sytuację kraju. Saakaszwili to nie jest typ polityka, który potrafi współpracować z opozycją.

P: A jaki to typ?

L: Niebezpieczny. Prezydent Waszyngton był ogromnie popularny, ale jednego dnia powiedział: “Odchodzę”. I odszedł. W ciągu dziesięciu lat Saakaszwili miał okazję zrobić wszystko co zamierzał. Wątpliwe, że zrealizowałby to w 20 albo 30 lat.

P: Liczycie na wsparcie USA?

L: Byliśmy od początku przekonani, że sami musimy pokazać siłę w czasie wyborów i objąć nawet częściową kontrolę nad państwem, ale oczywiście potrzebujemy międzynarodowego wsparcia. Potrzebujemy wsparcia USA, ponieważ w 2008 roku Saakaszwili ogłosił się zwycięzcą wyborów prezydenckich, choć zdobył mniej niż 50% głosów, a USA go zaakceptowały. Po ostatnich wyborach nie uzyskał poparcia USA. Zresztą w okresie prezydentury George’a W. Busha wcale nie zawsze był ich „sukinsynem”. Amerykanie rozumieją, że lepiej jest mieć wybranego w wolnych wyborach prezydenta, niż „sukinsyna”.

P: Czyli liczycie po prostu na neutralność Ameryki.

L: Chcemy, aby Amerykanie wspierali Gruzję a nie polityków. Wielokrotnie rozmawialiśmy w tej sprawie z amerykańskim ambasadorem w Gruzji i jesteśmy spokojni. Oni to rozumieją. Niektórzy ludzie rzeczywiście mają pogląd, że demokracja jest dobra dla Ameryki i dla Europy, ale Gruzini nie są na to gotowi i potrzebują czasami dyktatury, czasami totalitaryzmu…

P: Jak Tunezja.

L: Ale my nie jesteśmy Tunezją. W Gruzji nie powiedzie się system jednopartyjny. Gruzja jest częścią Europy poprzez kulturę, sztukę, wspólne dziedzictwo chrześcijańskie. Chcemy teraz złączyć się z nią politycznie. Gruzja nie ma niestety doświadczenia w zmienianiu władzy za pomocą wyborów. Komunistów odsunął upadek ZSRS, pierwszego prezydenta Gruzji odsunęliśmy w wyniku wojny domowej, drugiego na drodze rewolucji. Cieszymy się, że teraz o zmianie władzy zadecydowały wybory. Chcemy stać się normalnym europejskim krajem, może nie Polską, ale lepszym niż Armenia czy Azerbejdżan.

P: Obejrzałeś hollywodzką produkcję Pięć dni wojny? Andy Garcia w roli Mikheila Saakaszwilego…

M: Oczywiście. Propagandowy film za pieniądze rządu gruzińskiego. Filmy propagandowe też są czasami bardzo dobre, ale ten nie był. Mimo, że zrobił go znany reżyser, który nakręcił m. in. Szklaną Pułapkę 2. Nawet przedstawiciele rządu gruzińskiego stwierdzili, że pieniądze zostały źle wydane, a film jest nie za dobry.

P: A co do meritum?

L: W czasie wojny byłem w Gruzji, oczywiście po stronie gruzińskiej (śmiech). Byłem gotów pójść nawet na rosyjskie czołgi, gdyby wkroczyły do Tbilisi. Natomiast część członków rządu w czasie inwazji stała na granicy z Azerbejdżanem i Turcją, część nawet opuściła kraj… Andy Garcia nie był przekonujący. Każdy zna Saakaszwilego i wie, że to nieprzeciętny człowiek. Fizycznie bardzo duży i dobrze zbudowany. Jest histerykiem, za to w filmie został przedstawiony, jako bardzo opanowany. Wpada w szał raz dziennie, codziennie. Znam go bardzo dobrze. Byliśmy przyjaciółmi.

P: Co rozumiesz pod pojęciem „przyjaciel”?

L: Że to on mnie nazwał swoim przyjacielem. Nie ja jego. Byliśmy przecież razem założycielami Zjednoczonego Ruchu Narodowego.

P: Czy to był wówczas inny człowiek?

M: Wtedy miał lepsze czasy. Pracował 24 godziny na dobę, był bardzo energiczny. Miał mnóstwo pomysłów. Saakaszwili jest bardzo utalentowany w sprawach rankingów, sondaży, wyborów. Jest dobrym fighterem. Ma jednak pewne problemy. Nie jest przekonujący w parlamencie, nie ma pojęcia jak funkcjonuje republika parlamentarna, nie ma zaufania do demokracji i nie słucha się doradców. Jest autokratyczny. Oczywiście Gruzja nie jest państwem totalitarnym jak Chiny, ale jakościowo, demokracja jest tu w złym stanie. Może mamy więcej wolnej prasy niż Azerbejdżan, ale mamy za to 20 razy większe możliwości, by mieć wolną prasę.

P : Wygraliście wybory. Co teraz?

L: Władza jest podzielona i mamy nową fazę demokracji. Bardziej spluralizowaną. Będzie spokojniej. Po pierwsze potrzebujemy dodatkowych pieniędzy dla rolnictwa. Saakaszwili był przeciwny rolnictwu, przekonany, że Gruzja powinna zostać w pełni zindustrializowana. To jeden z punktów porozumienia 6 partii, porozumienia ponad ideologiami liberalną i konserwatywną. Dalej, w katastrofalnym stanie jest nasz system edukacyjny. Jesteśmy za centralnym systemem szkolnictwa, ale z poszanowanie szkół prywatnych. Gruzja ma ogromną armię, rozbudowaną kiedyś przez szaleńców przekonanych, że jesteśmy w stanie pobić Rosję. Musimy zreformować budżet. ZRN w czasie wyborów zwyczajnie skopiował nasz plan. Krzyczeli, że tak naprawdę zawsze myśleli o rolnictwie, popełniali tylko błędy.

P: W którą stronę biegnie wasz program polityczny?

L: Przyznajemy, że nasz program jest bardziej lewicowy niż prawicowy, ale nie używamy określeń „socjalistyczny” czy „kapitalistyczny”. Obiecujemy obywatelom, że służba zdrowia stanie się dla nich bardziej przyjazna. Jeżeli mniej zamożny obywatel nie będzie w stanie wykupić ubezpieczenia, zostanie ubezpieczony przez państwo. Może nie jest to esencja programu Partii Republikańskiej. Zgodziliśmy się na to, żeby nowy rząd mógł funkcjonować przez 4 następne lata. Obywatele są w bardzo złej kondycji materialnej.

P: Czy jesteście przygotowani na cięcia w budżecie, okrajanie administracji? Wspominałeś, że prezydent Saakaszwili rozdaje pieniądze na prawo i lewo i ma mnóstwo kosztownych pomysłów.

L: Każda partia wprowadziła do porozumienia swoje idee. My, republikanie chcemy, aby rząd został zredukowany do kilku ministerstw. To komuniści preferowali rozbudowany rząd i wielką administrację. Połączymy więc Ministerstwa Edukacji, Kultury i Sportu, ale na przykład rozdzielimy wielkie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Oddzielimy od MSW, czyli od polityki, policję. Przed wyborami, na spotkaniach obywatele pytali mnie głównie o służbę zdrowia, ubezpieczenia, ceny leków i o bezrobocie. Pytali również, może poza dużymi miastami, takimi jak Tbilisi i Batumi, co z mniejszym rządem, walką z biurokracją i korupcją elit. Gruzja po Rewolucji Róż pozbyła się problemu tzw. ulicznej korupcji. Jeśli zapytasz ludzi, czy dają i czy biorą, w 99% szczerze odpowiedzą, że nie. Jeśli zapytasz właściciela firmy, nie odpowie szczerze. System podatków jest wciąż skomplikowany. Musimy zadbać o to, żeby biznesmeni poczuli, że prawo działa.

P: A jak podchodzicie do spraw międzynarodowych?

L: Zależy nam oczywiście na integracji z Unią Europejską. Musimy dostosować nasz prawo do tamtejszych wymogów. Wprawdzie partia rządząca też się za tym opowiadała, ale nic w tym kierunku nie uczyniła.

P: Kto jest waszym najbardziej znaczącym partnerem gospodarczym?

L: Turcja. Importujemy stamtąd wszystko: produkty żywnościowe i maszyny. Samochody, głównie używane, importujemy z Niemiec, potem sprzedajemy je do Azerbejdżanu i Armenii.

P: Czyli nie jesteście aż tak uzależnieni od Rosji.

M: Oczywiście, że nie, chociaż wielu Gruzinów wciąż wierzy, że bez Rosji nie możemy funkcjonować. To prawda, że nie mamy poza Rosją dobrego rynku zbytu dla wina, ale kto powiedział, że to wszystko co wytwarzamy. Kiedy Rosja zamknęła rynek, była to katastrofa dla regionu Kachetii, ale nie dla innych. Saakaszwili uznał to jednak za pretekst do zatrzymania produkcji rolniczej. My jesteśmy za tym, aby nasze produkty, przede wszystkim rolnicze, walczyły na rynku tureckim. Dlatego mamy coraz większe poparcie w regionach. Kiedy Rosja zostanie członkiem WTO i tak będzie musiała się otworzyć na nasze produkty. Już teraz otwarła się na nasze chłodne napoje, lemoniady. Wino sprzedajemy na Ukrainę, na Białoruś, do Polski, ale musimy uniezależnić gruzińską gospodarkę od wina.

P: A pozostałe gałęzie gospodarki?

L: Stajemy się coraz lepsi w branży komputerowej. Poczyniliśmy wstępne uzgodnienia w tej dziedzinie z wielkimi amerykańskimi konsorcjami, ale czynimy to w sekrecie. Żadna firma formatu Apple nie ogłosi, że współpracuje z gruzińską opozycją.

P: Jakie plany wiążecie z Polską?

L: Polska odgrywa znaczącą rolę w Europie. Ponieważ Gruzja wierzy, że jest częścią Europy, Polska jest dla nas istotna. Jest dla nas modelowym państwem. Potrzebujemy przyjaciół. Polska jest naszym przyjacielem w 100%, podobnie republiki bałtyckie. Nie możemy być przyjaciółmi Turcji, ponieważ wciąż są między nami napięcia kulturowe. Gruzińska literatura oparta jest na Homerze, Hezjodzie, grece oraz chrześcijaństwie. Nie masz domu w Gruzji, w którym nie stoi pianino – europejski wynalazek. Gdzie się wybieramy, jeśli zaoszczędzimy trochę pieniędzy? Do Paryża, albo do Warszawy. Nikt nie jedzie do Techeranu lub Pekinu. Przed nami stoją tylko geograficzne bariery, jak Morze Czarne. Było by nam znacznie łatwiej, gdyby Turcja weszła do Unii Europejskiej. Obecnie przez wody Morza Czarnego graniczymy z Bułgarią i Rumunią. Chcielibyśmy graniczyć z Polską.

Dodaj komentarz