Debata nad poligamią

14 lipca 2015
polygamy-in-america1

Próba narzucenia przez Sąd Najwyższy poszczególnym stanom USA legalizacji małżeństw homoseksualnych, rozwarła drzwi do dalszej dyskusji nad reinterpretacją definicji małżeństwa. Padła właśnie klasyczna definicja, od lat będąca pod obstrzałem środowisk LGTB, jak i w ogóle przeciwników tej „instytucji”. Ci ostatni, redefinicję małżeństwa – którą zalegalizował sąd konstytucyjny – jawnie traktują, jako etap do podrzucenia jakichkolwiek wzorców, kształtujących podstawową komórkę społeczną, jaką jest rodzina.

Decyzja sądu uradowała m. in. Mashę Gessen, autorkę znakomitej skądinąd książki pt.: Putin. Człowiek bez twarzy, poza tym zadeklarowaną lesbijkę i działaczkę na rzecz tzw. gay rights. W konserwatywnych kręgach furorę robi jej wypowiedź radiowa z audycji w stacji ABC, gdzie Gessen przyznała, że LGTB realizują program „radykalny”, który bynajmniej Sąd Najwyższy nie zrealizował.

„Instytucja małżeństwa zmienia się i powinna się zmienić. I znowu, moim zdaniem nie powinna istnieć. Nie lubię brać udziału w kreowaniu fikcji w moim życiu” – stwierdziła.

Program ów łączy się ze zmianą statusu społecznego grup religijnych w USA, wraz z najsilniejszą z nich, Kościołem katolickim, które stanowią główną przeszkodę na drodze do reinterpretacji „zerowej”. Stąd nawet ateizm, wpisany w „program” LGTB, nacechowany jest silnym antyklerykalizmem i desakralizacją. Nie jest to ateizm, który chce zająć miejsce obok innych „religii”, zepchniętych do kruchty lub własnego mieszkania, ale ateizm strażnika więziennego, który pilnuje, by katolik, protestant czy Żyd stamtąd w ogóle nie wychodzili. Jest to więc ateizm, jaki znamy z dziejów komunizmu – ideologiczny i polityczny, który traktuje inne religie, jako zagrażające mu wpływy i prądy.

W USA, ze względu na specyfikę tego kraju, zarówno w kontekście synkretyzmu kulturowego jak i, z drugiej strony, doświadczeń z „sekciarstwem” religijnym – jak pisał Henryk Sienkiewicz w Listach z podróży do Ameryki – debata nad definicją rodziny ma jeszcze jedno dno. Jeśli w Europie poligamia kojarzy się z czasami pogańskimi lub światem muzułmańskim, w mieszkańcy USA spoglądają na Zachód, w stronę stanu Utah i wstecz, w kierunku wczesnego mormonizmu. Wprawdzie kościół Mormonów, pod naciskiem państwa, zakazał w XIX w. poligamii, wciąż jest ona praktykowana we współczesnych sektach stamtąd się wywodzących. Nieco ponad miesiąc przed „szokiem” Sądu Najwyższego, amerykański National Geographic Channel wyemitował obiecujący film dokumentalny, pt.: Polygamy, USA, pokazujący skalę tego zjawiska.

Lecz poligamia miała i ma swoich adeptów w przeróżnych amerykańskich ruchach i sektach religijnych, pochodnych od chrześcijaństwa czy buddyzmu – bez znaczenia. Praktykują ją niektórzy amerykańscy muzułmanie. Poligamia może być tak samo świecka i mieć czysto hedonistyczne podstawy. Współczesnych poligamistów wyrok Sądu Najwyższego zaskoczył jednakowo pozytywnie. Amerykańscy aktywiści na rzecz poligamii, czasem wspólnie z LGBT, czasem osobno, od dawna domagają się legalizacji poligamii. Obecnie podnoszą, że skoro prawo federalne nie definiuje już małżeństwa, jako związku mężczyzny i kobiety, małżeństwo nie powinno być ograniczone tylko do dwójki osób.

W USA rozpoczęła się interesująca debata, której końca nie widać…

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz