Deal stulecia

28 lipca 2020
Jeffrey_Epstein_mug_shot

Twitter ogłosił we wtorek 21 lipca, że usunął dotąd ok. 7 tys. kont powiązanych z gwałtownie rozprzestrzeniającym się swoistym kultem religijno-politycznym pod nazwą QAnon. Przypomnijmy, QAnon to spiskowa teoria, uznawana przez m. in. FBI za groźną i podsycającą ekstremizm oraz akty przemocy. Tajemniczy „Q” jesienią 2017 r. poinformował społeczność jednego z forów internetowych o super planie Donalda Trumpa, zmierzającym do organizacji ruchu oporu przeciwko „deep state”. Grupa wyborcza zwolenników „Q” wynosić ma ok. 600 tys. osób. Są to naturalnie zwolennicy obecnego prezydenta, retweetującego posty publikowane na kontach QAnon. QAnon, wywodzi się z pierwotnej teorii spiskowej o nazwie „Pizzagate”, mówiącej o siatce pedofilskiej w obozie demokratów. Tymczasem równolegle piszą się ostatnie rozdziały afery pedofilskiej, ale takiej prawdziwej.

Afera, o której będzie mowa, zasadza się na spiskach, które z biegiem lat ujrzały na światło dzienne oraz na takich, które powinny jeszcze wyjść na jaw. Wydaje się mieć afiliacje – gdyby doszukiwać się jakiejś nadreprezentacji – raczej demokratyczne, aczkolwiek jej bohaterowie rozlokowani są obecnie po obydwu stronach barykady.

Dwa główne nazwiska, jakie pojawiają się z aferą Epsteina, to nazwiska prezydentów: byłego Billa Clintona oraz obecnego, Donalda Trumpa.     Wszystkich wyżej wymienionych łączyły kiedyś barwy partyjne. Epstein od lat 80. preferował kandydatów demokratycznych oraz same ciało kierownicze partii, DNC, czemu dawał świadectwo. Do 2003 r. demokraci otrzymali odeń prawie $140 tys. donacji. Z kolei Trump przez całą niespełna dekadę lat 2000. był zarejestrowanym demokratą. O zgrozo, demokratą zaprzyjaźnionym z rodziną Clintonów. Bill i Hillary gościli na ślubie jego córki Ivanki oraz na jego trzecim ślubie z Melanią, on zaś gościł na ślubie jedynego dziecka Clintonów, Chelsea. Jeszcze dłużej znał się i przyjaźnił z Epsteinem, bo od końca lat 80. Mieszkali po sąsiedzku w Palm Beach, gdzie mieści się słynny resort Mar-a-Lago tego pierwszego.

Reasumując, Trumpowie, Clintonowie i Epstein wkraczali w nowe milenium jako dobrzy znajomi. W pierwszej połowie tego milenium na policję zaczęły zgłaszać się pierwsze ofiary popularnego filantropa-finansisty. Tak rozpoczęło się śledztwo, zakończone w 2008 r. skazaniem Epsteina. Obecny prezydent nie byłby w stanie wyprzeć się tej znajomości, dlatego nie próbuje. Potwierdzają ją dziesiątki zdjęć, materiały filmowe, a nawet publikowane życzliwości. W 2002 r. Trump wyraził dla „New York Magazine”, publikującego biogram Epsteina, bardzo pochlebną i… specyficzną opinię na temat kolegi. O ile Clinton, w tym samym materiale, chwalił Epsteina za działalność charytatywną, pomoc w walce z nędzą i AIDS, Trump wysoko oceniał jego rozrywkową stronę:

„Znam Jeffa od 15 lat. Obcowanie z nim daje dużo radości. Mówi się nawet, że lubi piękne kobiet tak jak ja, i wiele z nich z kategorii młodszych. Nie można mieć wątpliwości – Jeffrey cieszy się życiem towarzyskim”.

Kiedy na Epsteina padł cień pedofilii wskutek toczącego się procesu i wyroku skazującego, łącznikiem pomiędzy Epsteinem i Clintonami, a ściślej z działalnością Fundacji Clintonów, była Ghislane Maxwell, córka brytyjskiego milionera i potentata medialnego żydowskiego pochodzenia, Roberta Maxwella. Domniemana partnerka Epsteina, a na pewno jego „prawa ręka”. Znowu, Trump znał się z Maxwellami od lat 80. I nie była to czyste interesy, ale zażyła – jak donosiły media – wzajemna socjalizacja. Robert Maxwell, jak i pierwsza żona Trumpa, Ivana, urodzili się w komunistycznej Czechosłowacji. A porpos komunizmu: Maxwell był podejrzewany przez brytyjskie i amerykańskie służby o bycie sowieckim agentem. Dalej się go o to podejrzewa. Zresztą Maxwell cieszył się dobrą reputacją w wielu państwa Bloku Wschodniego, także w PRL. Zginął w 1991 r. u wybrzeży Afryki w niewyjaśnionych okolicznościach. Wypadł z jachtu i utonął.

Zaiste intryguje w jak odmienny sposób prezydent USA skomentował zatrzymanie, najpierw Epsteina w lipcu 2019 r., a potem Ghislane Maxwell w lipcu bieżącego roku. Od Epsteina bez wahania się odciął, stwierdził, że nie jest jego fanem, a nawet miał go uczynić go w Mar-a-lago personą non grata, na potwierdzenie czego muszą nam wystarczyć te zapewnienia. Zapytany o Maxwell, oskarżoną przez federalnego prokuratora o stręczycielstwo i wykorzystywanie młodych kobiet, odparł: „Szczerze, życzę jej jak najlepiej”…

Nie należy mieć złudzeń jaką rolę Maxwell pełniła w de facto organizacji przestępczej trudniącej się handlem i wykorzystywaniem nieletnich kobiet. Wedle zeznań świadków, poszkodowanych, jak i byłych pracowników i współpracowników Epsteina, Maxwell była organizatorem tego procederu. Była hersztem szajki. To ona werbowała dziewczyny, przygotowywała zbliżenie z Epsteinem, często uczestnicząc w stosunku, po czym, umiejętnie nimi manipulując, szkoliła je na kurtyzany i werbowniczki kolejnych dziewczyn. Maxwell zaspokajała apetyty Epsteina i swoje, ale to ona posiadała dar, za pomocą którego wciągała zarówno ofiary, jak i klientów w świat przestępczego procederu. Do tych ostatnich należeli przede wszystkim ludzie wpływowi i zamożni: miliarderzy, politycy, prawnicy, celebryci i gwiazdy, a nawet przedstawiciel rodziny królewskiej, książę Andrzej. W świecie tym dochodziło do wykorzystywania nieletnich dziewczyn, ale również do gwałtów na młodych kobietach.

Tym co spajało Epsteina i Maxwell z klientami były przysługi jakie wyświadczali, rozrywka, którą dostarczali oraz dyskrecja w warunkach współodpowiedzialności i zmowy. Ale to tylko pozór. Szefowie szajki posiadali przewagę nad swymi klientami. Posiadłości Epsteina miały być naszpikowane kamerami i mikrokamerami, na których uwieczniano gości w niedwuznacznych sytuacjach. Są wreszcie świadkowie, jest dokumentacja. Kompromaty, jak i dowody i świadectwa, sprawiają, że klienci milczą jak zaklęci, nie mogąc się wyprzeć znajomości wydają jedynie oświadczenia, w których zaprzeczają udziałowi w przemyśle nieletniej prostytucji, w napięciu oczekując na to, co będzie dalej…

W aktach procesowych sprawy Epsteina znalazły się m. in. informacje kto latał prywatnym samolotem Epsteina w kierunku jego posiadłości, w tym na Little St. James, prywatną wyspę milionera-finansisty (obecnie zwaną „wyspą pedofila” lub „wyspą niewolnic seksualnych”). To tam dopuszczono się największej liczby przestępstw. Na pokładzie gościli m. in. aktorzy Kevin Spacey i Chris Tucker. Jedenastokrotnie na pokład „Lolitta Espress” wsiadał Alan Dershowitz, słynny prawnik i profesor, który należał do zespołu obrońców OJ Simpsona, Larry Summers, były sekretarz skarbu w administracji Clintona oraz modelka Naomi Campbell. Między 2002 a 2003 r. aż 26 wśród pasażerów miał znaleźć się Bill Clinton. Co najmniej raz na pokładzie przybywał Donald Trump, który zresztą posiada własną flotę i nie potrzebował „podwózek”. Wśród znajomych Epsteina znajdowały się – a jakże – figury, które same z czasem doczekały się reputacji zboczeńców i gwałcicieli, czyli Harvey Weinstein              i Woody Allen…

Jak potoczą się losy Ghislane Maxwell, która jest bez wątpienia skarbnicą wiedzy o ekscesach świata pięknych, bogatych i wpływowych? Niektórych niepokoi fakt, że aktualnie opiekuje się nią rząd federalny. To pod okiem tego rządu, w federalnym właśnie więzieniu, samobójstwo miał popełnić Epstein. Federalne FBI w latach 2000. przejęło śledztwo w sprawie Epsteina od lokalnej policji, po czym federalna prokuratura oskarżyła go o… stręczycielstwo, mimo iż agenci dotarli do 36 dziewczyn i kobiet, które miały był ofiarami przemocy seksualnej, czytaj wykorzystywania nieletnich i gwałtów. Epstein przyznał się w 2008 r. do winy i spędził 13 miesięcy za „kratami”, choć to za duże słowo. Nieprecyzyjne. W rzeczywistości przebywał w „pracy”, meldując się grzecznie w więzieniu wieczorami.

Wyrok, jak i zachowanie prokuratury, wywołały olbrzymie kontrowersje, nie mówiąc o szoku dziesiątek ofiar oraz samych śledczych. W praktyce nie doszło nawet do ugody, ale do zmowy. Po latach sąd federalny podważył wyrok skazujący Epsteina i orzekł, że prokuratura pogwałciła prawa ofiar, zwodząc je i oszukując. Te nie zostały nawet wysłuchane przed sądem. W praktyce wyrok oznaczał, że nie tylko Epstein dostaje immunitet, ale również cała grupa jego wspólników, w tym m. in. Maxwell. Miast więzienia i terapii dla zwyrodnialców, Epstein otrzymał zatem kartę „wychodzisz wolny z więzienia”. Dosłownie. W międzyczasie swobodnie prowadził biznesy i – jak pokazały dowody zabezpieczone w jego nowojorskiej kamienicy w 2019 r.– nie żył bynajmniej w stanie abstynencji seksualnej.

Ofertę, która i tak mocno poirytowała Epsteina (ale łaskawie się nań zgodził), w imieniu rządu federalnego przedstawił prokurator Alexander Acosta. W 2017 r. Acosta został sekretarzem pracy w administracji Trumpa. Dwa lata później ustąpił w obliczu fali krytyki, po ponownym zatrzymaniu Epsteina. To nie koniec zbiegów okoliczności. Zespół obrońców Epsteina organizował Alan Dershowitz, współautor inne prawniczego cudu w dziejach Ameryki, uniewinnienia futbolisty O. J. Simpsona, oskarżanego o podwójne zabójstwo. Dershowitz jest oskarżany przez jedną z ofiar Epsteina o wielokrotne jej wykorzystanie na „wyspie seksualnych niewolnic”, gdy miała 17 lat.

W zespole prawniczym Epsteina znalazł się również Kenneth Starr, niezależny śledczy administracji rządowej, odpowiedzialny za śledztwo w sprawie nieobyczajności prezydenta Clintona, zakończone głosowaniem nad jego impeachmentem i odwołaniem. Clinton ocalił wówczas skórę. W tym roku Starr wystąpił w odwróconej. Bronił Donalda  Trumpa przed losem, który ostatecznie nie spotkał Clintona. On i Dershowitz kierowali obroną Trumpa przed Kongresem. Odnieśli, co prawda z pomocą władzy federalnej, jeszcze jeden spektakularny sukces.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz