Czy Putin jest konserwatystą czy bolszewikiem?

21 sierpnia 2015
Czy Putin jest konserwatystą czy bolszewikiem? 
Irena Lasota

„Czy Władimir Putin może stać się ideowym przywódcą światowego konserwatyzmu?” – pyta profesor Andrzej Walicki w Przeglądzie Politycznym (130/2015). Ktoś mógłby uznać, że bezczelnością jest by jakaś tam felietonistka zabierała się za polemikę z jednym z najwybitniejszych polskich znawców filozofii rosyjskiej.

O ile jednak nie ulega wątpliwości, że profesor Walicki zna i rozumie rosyjskich filozofów, inteligentów i półinteligentów i dostrzega zasadnicze różnice pomiędzy mało znanymi dziewiętnastowiecznymi konserwatystami, to zapowiada już na początku artykułu, że dąży „ do sprostowania wielu, drastycznych nieraz nieporozumień na temat poglądów i działań prezydenta Rosji, od wielu lat gorliwie upowszechnianych u nas przez główny nurt publicystyki politycznej i masowych mediów”.

Otóż to zdanie otwiera mi drogę do polemiki. Skoro schodzimy z filozofii by zająć się działaniami, to myślę, że lepiej niż profesor Walicki widzę i rozumiem Wladimira Putina, bo nie zasłaniają mi go zakurzone półki wypełnione setkami, jeśli nie tysiącami, tomów filozofii rosyjskiej, której ani Putin ani ja nie przeczytaliśmy. Nie wiadomo czy Cesarz Neron czytał Senekę, a Cezar Borgia – Machiavellego, ale nie mam wątpliwości, że Putin, tak jaki większość Rosjan, nie czytał ani Bierdiajewa, ani Cziczerina, ani nawet swego guru Iwana Iljina, zadowalając się kilkoma cytatami i interpretacjami pozwalającymi na zasłonienie nimi neo-bolszewickich metod działania.

Bardzo charakterystyczne dla różnych – między mną i profesorem Walickim – perspektyw widzenia Rosji jest to, że opisując bardzo szczegółowo życie i filozofię Iljina, Walicki pomija nieistotny dla niego, a najistotniejszy dla mnie szczegół: że wygnany z bolszewickiej Rosji Iljin zatrudnił się, po dojściu do władzy Hitlera, w Goebelsowskim Ministerstwie Propagandy.

Profesor Walicki robi z Władimira Putina erudytę na swoja miarę, pisząc na przykład, że Putin opowiadał się „(nie bez pewnego wpływu Leona Petrażyckiego) za klasyczną tradycją prawa rzymskiego, sankcjonującego własność prywatną”. Jest to już bezpośrednia antropomorfizacja prezydenta Rosji, o którym nawet Angela Merkel powiedziała, że należy do innego niż my uniwersum.

Aż dziw, że profesor Walicki, który tyle lat przeżył w komunistycznej Polsce, a nawet bywał w Związku Sowieckim, uważa, że należy brać na serio słowa byłego pułkownika KGB i wielbiciela Jurija Andropowa. Walicki (z cała niestety powagą, a nawet patosem) pisze: „Putin ogłosił swoje ideowe credo pt.: Rosja na styku dwóch tysiącleci. Powołał się w nim na wartości, które uznał za rdzennie rosyjskie: tradycjonalizm, patriotyzm, kolektywizm, duch państwowy i sprawiedliwość społeczną. Interpretował je w duchu oświeconego konserwatyzmu.”

Tam gdzie oślepieni nienawiścią rusofobii widzą ludobójczą wojnę w Czeczenii, morderstwa polityczne, agresję na Ukrainę i Anschluss Krymu, profesor Walicki widzi dzisiejszą Rosję jako pole bitwy między różnymi tradycjami dziewiętnastowiecznego konserwatyzmu. Cos na kształt filozoficznego klubu dyskusyjnego, Oxford Union po prostu, w której areopag mędrców „musiał wybrać” „konserwatyzm silnej władzy”, w wariancie „oświeconym… wspierającym konserwatywną modernizację”.

Wojna w Czeczeni nie ma znaczenia dla Walickiego, a „Krym i wojna w Donbasie, spowodowana uzasadnionym niezadowoleniem wielu Ukraińców ze skorumpowanych rządów prorosyjskiego premiera Janukowycza” tez nie zasługują na specjalna uwagę, gdyż Rosja nie naruszyła „historycznej (sic) integralności Ukrainy”. Pojęcie historycznej – a nie terytorialnej – integralności państwowej brzmi bardzo złowieszczo, zwłaszcza w ustach rosyjskich.

Nawet nie zauważyliśmy jak szybko zimna wojna, która była wojną o wartości takie jak wolność, prawa człowieka czy personalizm, przerodziła się w tęczową wojnę. Politycy Zachodu uznali, że okopy nowej wojny przebiegają w delikatnych miejscach i cywilizacja kończy się tam, gdzie nie ma małżeństw jednopłciowych. Rosja i inni wrogowie wolności (w tradycyjnym jej sensie) dostali nadzwyczajny podarunek i na tej podstawie Walicki widzi „Rosję jako obrońcę w skali międzynarodowej klasycznych wartości konserwatywnych, takich jak religijnie podbudowana moralność, rodzina i tradycja narodowa, umiejętność wyraźnego odróżniania dobra od zła, w połączeniu z mocno ugruntowanym systemem wartości i jednoznaczną tożsamością kulturalną, a także płciową (od czego odstąpiła niestety cywilizacja zachodnia, promująca zgubny relatywizm moralny, z jednopłciowymi związkami partnerskimi włącznie)”.

Jeśli mam mieć do wyboru tylko Rosję, czy Państwo Islamskie, broniące podobnych wartości – z jednej strony i zgniły Zachód – z drugiej – to już wolę zostać w Waszyngtonie.

Irena Lasota

Dodaj komentarz