Czy Armenia podąży drogą Ukrainy?

2 lipca 2015
Erywań

Niedawne protesty nie ograniczyły się tylko do haseł ekonomicznych związanych z podwyżką cen energii. Na ulicach Erywania dało się usłyszeć i zauważyć także antyrosyjskie akcenty. Jednak jeden z głównych liderów opozycji Lewon Ter – Petrosjan nawoływał na wielotysięcznym wiecu do poparcia Unii Celnej z Rosją….

Armenia to kraj biedny, w odróżnieniu do sąsiedniego Azerbejdżanu nie posiada bogatych złóż ropy naftowej i gazu ziemnego. To wielka diaspora ormiańska utrzymuje zastrzykami gotówki swoje rodziny w kraju. Ale ludzie mają dość stagnacji, a  w dobie internetu wiedzą, że masowy protest (vide Ukraina) może przynieść pożądany skutek i diametralnie zmienić sytuację w ich ojczyźnie.

Z drugiej strony kraj jest otoczony nieprzyjaznymi sąsiadami – Turcja , Azerbejdżan – a jedyne potencjalnie przyjazne państwo czyli Gruzja, jest za słaba i ma dość swoich problemów by wspomóc Armenię. W konflikcie o Górny Karabach z Azerbejdżanem jedynym gwarantem dla Ormian jest Rosja, która zresztą ma swoje bazy wojskowe w tym kraju. Próby wybicia się na autentyczną niezależność, spowodowałyby, ze Armenia zostałaby osamotniona, bo jakiekolwiek gwarancję Unii Europejskiej pokazały swoją miałkość choćby podczas konfliktu na Ukrainie. Dla niektórych analityków natomiast napięta sytuacja w Armenii, to tylko kolejna odsłona zakulisowych szturchańców na linii USA – Rosja.

W 2008 roku Erywań był już areną masowych protestów opozycji po wyborach prezydenckich. Czy tym razem to tylko jednorazowy pokaz siły niezadowolonych ludzi czy wstęp do kolejnej kolorowej rewolucji?

Jarosław Jarosz – absolwent Wyższej Szkoły Administracji w Bielsku-Białej i Uniwersytetu Opolskiego, na wydziale ekonomicznym. Zajmuje się Kaukazem i polityką Unii Europejskiej.

Dodaj komentarz