Alinsky wiecznie żywy

18 września 2015
gettyimages-481926934

To, że Donald Trump nie jest najszczęśliwszym „frontrunnerem” republikańskich prawyborów, nie oznacza, że jest dla lewicowego establishmentu przyjacielem. Stanowi w końcu element republikańskiej machiny, która pracuje nad zmianą układu rządzącego. Jeśli ośmiesza się Trumpa lub jeśli Trump ośmiesza się sam, rykoszetem dostaje cała partia i cały misterny plan.

Wspominałem niedawno postać Saula Alinsky’ego, lewackiego teoretyka i taktyka, wykładowcy uniwersyteckiego doby buntu kontrkulturowego. Autor „Rules for Radicals” miał w zwyczaju instruować swą młodzież, jak skutecznie zwalczać prawicowych polityków. Podpowiedział jej, że nie powinna marnować swych sił na protesty, przykładowo na uprzykrzenie życia goszczącemu na Uniwersytecie Chicagowskim George’owi H. W. Bushowi, ówczesnemu ambasadorowi przy ONZ. Miast tego kilkoro studentów winno się przebrać w stroje Ku Klux Klanu i wygłosić dlań pochwałę.

W 1972 r. Alinsky udzielił amerykańskiemu „Playboy’owi” słynnego wywiadu. Oto próbka jego filozofii:

Alinsky: […] Jeśli jest życie po życiu, i jeśli będę miał prawo wyboru, bez wahania wybiorę piekło.

PLAYBOY: Dlaczego?

Alinsky: Piekło będzie dla mnie niebem. Całe życie byłem z tymi, którzy nie posiadają. Tutaj, jeśli nie posiadasz, brakuje ci chleba. Jeśli nie posiadasz w piekle, brakuje ci cnót. Kiedy już znajdę się w piekle, zacznę organizować tamtejszych nieposiadających.

PLAYBOY: Dlaczego ich?

Alinsky: To jest mój typ człowieka”.

Dwa miesiące potem zmarł. Pewno jeszcze trwają prace organizacyjne, bo słychać o nim jedynie na kanale FOX News. Wracając jednak na ziemię, konkretnie do New Hampshire. Prowadzący tam kampanię Donald Trump znalazł się w sytuacji Busha z przykładu Alinsky’ego. Podczas dzisiejszego wiecu jeden z jego uczestników zadał następujące pytanie:

„Mamy w naszym kraju problem. Muzułmanie. Wiemy, że nasz obecny prezydent jest jednym z nich. Pan wie, że on nie jest nawet Amerykaninem. […] Kiedy się Pan ich pozbędzie?”.

Trump zrobił unik. Zażartował i zbył kontrowersyjną kwestię, stwierdzając, że „wieloma rzeczami się zajmiemy”. Kontrowersyjną, bo Obama oficjalnie pozostaje chrześcijaninem. Czy Trump miał do czynienia z prowokatorem? Być może tak, być może nie. W każdym razie w ekspresowym tempie stał się bohaterem lewicowych mediów. Negatywnym. Wytknęły mu, że nie zareagował właściwie na skandaliczne pytanie i nie skarcił pytającego. Sprawa zapewne jutro przyschnie. Gdyby jednak Trump uciął sobie pogawędkę z domniemanym zwolennikiem i wdał się w rozważania nad duchowością Obamy, pewno byśmy mieli aferę miesiąca. A tak liczyć trzeba na następne potknięcia i kolejnego prowokatora.

Paweł Zyzak

Dodaj komentarz