Turcja atakuje Kurdów

29 lipca 2015
Źródło: www.businessinsider.com

Wiadomość o przyłączeniu się Turcji do nalotów na cele w Państwie Islamskim (ISIS) z początku mile zaskoczyła USA. Turcy dotąd niechętnie odnosili się do działań koalicji państw NATO u swych granic, bombardujących pozycje radykałów. Niechęć do angażowania się w wojnę wynikała z kilku względów. Po pierwsze, z obawy o spokój wewnętrzny – radykałowie są sunnitami, tak jak Turcy. Po drugie, Turcja nie chciała wspierać szyickiego reżimu Bashara Assada w Syrii. Po trzecie, główny ruch oporu przeciwko ISIS stanowią obecnie Kurdowie, którym Ankara od lat odmawia praw politycznych. Postanowiła więc pogodzić sprzeczne ze sobą cele i zbombardować zarówno ISIS, jak i Kurdów.

W sztabie NATO rośnie irytacja. Nie dość, że Turcja, posiadająca drugą co do wielkości armię w sojuszu i strategiczne położenie regionalne – graniczy z Syrią i Irakiem – odmawiała koordynacji działań z Sojuszem, zaczęła teraz osłabiać sojuszników swych sojuszników. Zamachy terrorystyczne w Suruc, które pchnęły Turcję do wojny z ISIS, nie zreflektowały jej na wspólną walkę o stabilizację regionalną. Wbrew pierwotnym sygnałom prezydent Recep Erdogan chce utrzymać dotychczasowy, izolacjonistyczny kurs. Skoro osłabia radykałów z ISIS, osłabić chce również Kurdów. Jak usprawiedliwia te działania przed opinią międzynarodową? „Bojownicy ISIS są terrorystami, jak i są nimi bojownicy obóz Partii Pracujących Kurdystanu”. Bo i owszem, USA i Unia Europejska również uważają skrajnie lewicową PPK za organizację terrorystyczną, gdyż przez trzy dekady, do rozejmu z Ankarą w 2013 r., stosowała właśnie takie metody. W wyniku akcji policyjnej po zamachach w Suruc, wśród zatrzymanych potencjalnych terrorystów znalazło się wielu Kurdów.

PPK popierana jest za to przez Moskwę. Na działaczy PPK można się często natknąć włączając kanał Russia Today. Ale PPK stanowi tylko odłam środowisk kurdyjskich walczących z ISIS. NATO popiera po prostu wojska kurdyjskie, figurujące od 2011 r. pod nazwą Powszechnych Jednostek Ochrony, grup wywodzących się z opozycji syryjskiej, nie zaś partie polityczne. Erdogan zdaje sobie z tego sprawę. Nie jest skłonny wejść do koalicji, bo nie chce przyjąć nawet neutralnej postawy wobec PJO, głównego obecnie sojusznika USA. Zakłada, że w przyszłości Kurdowie otrzymają w północnym Iraku i Syrii prawo do swego państwa, stąd woli grać „na czas” i czekać, aż strony się wykrwawią. Każda piędź ziemi zdobyta przez Kurdów na ISIS stanowi dodatkowe – z punktu widzenia Erdogana – zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Turcji. W Turcji żyje ok. 13 mln. Kurdów. W tym kontekście ISIS jest dopiero drugorzędnym celem.

Analitycy twierdzą, że Turcja zgodzi się na pełną współpracę z NATO pod dwoma warunkami. Po pierwsze, obali się w przyszłości Assada. Po drugie, przy granicy z Syrią strefa buforowa, która uniemożliwi powstanie państwa kurdyjskiego.

WAP

Dodaj komentarz